W pełni sezonu studniówkowego szukamy szkół, gdzie ten tradycyjny bal jest przygotowywany oryginalnie, z pomysłem. Bo studniówka jest naprawdę tylko raz w życiu.
Chociaż rzadko zdarza się, że studniówka faktycznie odbywa się dokładnie sto dni przed maturą, zawsze stanowi granicę, po przekroczeniu której żarty się kończą. Ale chociaż na chwilę można zapomnieć o książkach i testach. Przez kilka dni głównym tematem są sukienki, garnitury, partnerzy do poloneza, najlepsi fryzjerzy i kosmetyczki w mieście.
Z jednej strony zachwyty i drobiazgowe planowanie balu, z drugiej – potworny stres towarzyszący dylematom powiązanym z kwestią „Co na siebie włożyć?” oraz „Z kim mam tam iść?”. Najczęściej towarzyszy im dodatkowe pytanie, po co w ogóle została wynaleziona studniówka? Jeśli sami macie skłonności do studniówkowego hejterstwa dostarczymy Wam powodów przeciwko temu jedynemu w swoim rodzaju wydarzeniu, które zostało oznaczone polskim znakiem jakości i podobno nie ma odpowiednika nigdzie na świecie.
Studniówka często jest nazywana pierwszym dorosłym balem w życiu. Elegancki strój, uroczysta atmosfera, polonez... Do tej wytwornej oprawy warto dopasować maniery. W tym - zachowanie przy stole. Na co dzień jemy zwykle w pośpiechu, byle jak i byle co. W jednej ręce bułka, w drugiej kawa lub jogurt. Pogryźć, połknąć i biec na lekcje. Do restauracji chodzimy rzadko, bo to droga impreza. Jeśli już, to stołujemy się w fastfoodach, które restauracjami są głównie z nazwy. Przed studniówką warto przyswoić sobie kilka podstawowych zasad, by podkreślić uroczystość chwili oraz... nie zepsuć apetytu siedzącym obok nas osobom...
Iść czy nie iść? - niejeden z nas przed studniówką przeprowadza bilans zysków i strat. Są i tacy, którzy od razu spisują imprezę na straty. Może coś w tym jest, bo kilka cech tej imprezy rzeczywiście spędza sen z powiek. Oto 6 powodów, dla których nie lubimy studniówki...



Jak się uczyć, żeby się nauczyć



Jarosław Sroka

