Baner

 Dokładnie taką kwotę wydał na wydruk planu i bibliografii oraz na kopiowanie koniecznego materiału. Nie chciał zarobić, pragnął jedynie odzyskać to, co stracił. Chłopak kupca znalazł natychmiast. Czy można się dziwić, że obecnie coraz mniej osób zadaje sobie pytanie: kupić czy przygotować samodzielnie? Odpowiedź wydaje się być tylko jedna: kupić!

Lojalność wobec szkoły

Gdy w grę wchodzi wysoka ocena z egzaminu, wtedy lojalność wobec szkoły i przestrzeganie zasad moralnych stają się drugorzędne. Ofert sprzedaży prezentacji jest tyle, że można mówić o eksplozji gotowców w szkołach. Rzeczywiście jest w czym wybierać! Obecnie wielu uczniów klasy maturalnej jest przekonanych, że prezentacja z języka polskiego nie wymaga żadnej intelektualnej pracy. Wystarczy otworzyć portfel i zapłacić, a potem tuż przed egzaminem bezmyślnie wkuć potrzebne informacje i będzie po kłopocie. O tym, jaki temat należy kupić, decyduje ilość potrzebnych do zapamiętania informacji (powinno ich być jak najmniej), a nie przydatność wiedzy w indywidualnym rozwoju człowieka. Niestety, ustna matura z języka ojczystego w Polsce to najbardziej bezmyślny egzamin na świecie. I co można na to poradzić? Nic! Czyli kupić!

Czym zaskoczyć abiturienta?

Nieśmiałą próbę zmiany wizerunku matury zaproponowała kiedyś Centralna Komisja Egzaminacyjna, nakazując polonistom położyć większy nacisk na rozmowę z abiturientem, co ma znaleźć wyraz w końcowej ocenie (mniej punktów za prezentację, więcej za konwersację). Nadal jednak egzaminator ma prawo pytać tylko o to, co usłyszał przed chwilą od zdającego, ewentualnie o treści zapisane w planie i bibliografii.

Niczym nowym nie można abiturienta zaskoczyć, choćby pytaniem, kto napisał Pana Tadeusza lub w kim kochał się Stanisław Wokulski. Jeżeli epopeja Mickiewicza lub dzieło Prusa nie stanowią tematu prezentacji, przewodniczący komisji takie pytania oddali i uzna za niebyłe. Brać uczniowska nie musi się więc niczego obawiać, ponieważ stara szlachecka zasada nihil novi nadal funkcjonuje.

A zatem wciąż nie ma racjonalnego powodu, aby samemu męczyć się, gromadząc potrzebną do egzaminu wiedzę, skoro na wyciągnięcie ręki są sprawdzone, świetne gotowce. Więc kupić.

Nauczyciel idealista

Niejeden nauczyciel bierze sprawy w swoje ręce i próbuje przekonać młodzież, że jednak warto także do tej części matury przygotować się samodzielnie. Ciekaw jestem, co może powiedzieć uczniom taki idealista? Jeżeli jest erudytą, pewnie zacytuje kultową książkę Megatrends Johna Naisbitta, chociażby słynny fragment głoszący, że ludzie wyrzucają z siebie mnóstwo informacji, ale nie mają żadnej wiedzy. No cóż, jeśli ktoś chce się wyróżnić w tłumie ignorantów, niewątpliwie powinien szukać okazji, aby jednak się czegoś w życiu nauczyć.

Czy przygotowania do egzaminu to dobry czas na naukę? Niejeden obecnie woli być uznawanym za prostaka, byleby ze świadectwem dojrzałości w kieszeni, niż uchodzić za mistrza intelektu i mieć problemy z dostaniem się na studia (a podczas rekrutacji wynik matury ustnej z języka ojczystego nieomal nigdzie się nie liczy). Poza tym brak wiedzy nigdy nikomu nie przeszkadzał. Sokrates nawet był świadomy, że nic nie wie, i otwarcie się do tego przyznawał. Także dzisiaj ludzie zyskują sławę nie dzięki wiedzy, lecz w wyniku różnych wybryków, wywołując sensację i przeklinając na ekranie. Kto wie, czy poświęcanie sił na głupi egzamin to powód do dumy czy do wstydu? Chyba lepiej kupić.

Wewnętrzny głos

Jednak maturzysta to taka istota, w której budzi się sumienie. Ten wewnętrzny głos każe w ostatniej klasie liceum a to do Częstochowy jechać, a to kazania z uwagą wysłuchać. Ciekawe, co też może ksiądz powiedzieć takiemu uczniowi, który planuje kupić gotowca, czyli chce oszukać komisję? Być może trafi nam się kapłan nowocześniejszy, czyli taki, który wie, że Nowy Testament rozgrzesza każdą nieuczciwość i każe wybaczać oszustom nawet 77 razy.
Apostoł Paweł w Liście do Galacjan nawet powiedział, że oszustwo i fałsz to sprawa osobista każdego chrześcijanina. W rozdziale 6, wersecie 4 czytamy: Niech każdy sprawdza, jakie jest jego dzieło, a wtedy będzie miał powód do radosnego uniesienia ze względu na samego siebie, a nie w porównaniu z drugim.
Wniosek zatem płynie z tych słów taki: każdy powinien pilnować własnego nosa! A więc jeśli nawet ktoś chce kupić maturę, to nikomu nic do tego.

Pilnowanie własnego nosa

Powyższą zasadą, czyli pilnowaniem własnego nosa, kieruje się wielu egzaminatorów, dlatego nie tak znowu trudno uczniowi ukryć, że wygłaszana prezentacja maturalna jest zwykłym gotowcem. Jako nauczyciel polonista i egzaminator rozumiem więc tych, którzy nie chcą się wysilać i wolą za niewielkie pieniądze nabyć dobrą, sprawdzoną pracę.

Gromadzenie wiedzy z języka polskiego przypomina pracę człowieka, który przy pomocy naparstka czerpie wodę ze studni. Ile się trzeba namęczyć, aby zaspokoić pragnienie! Czy to w ogóle możliwe? Internet oferuje tyle informacji na każdy temat, że niefachowiec nie ma pojęcia, co zadowoli komisję egzaminacyjną, co jest ważne, a co bałamutne. Dlatego każdy amator woli iść do hipermarketu i kupić 5 litrów wiedzy w plastikowej butelce.
Matura ustna z języka ojczystego jest tego najlepszym przykładem. Dlatego Damian z łatwością sprzedaje swoją prezentację maturzyście z kolejnego rocznika. Wydaje się, że lawina sprzedaży i kupowania już ruszyła i nie sposób jej zatrzymać.

Próbował stanąć jej na drodze pewien niedzisiejszy ksiądz, katecheta w jednym z łódzkich liceum. Sięgnął po argument ze Starego Testamentu, w którym aż roi się od słów związanych z dojrzałością. W Księdze Przysłów można znaleźć ciekawy argument przeciwko kupowaniu matury: Jeśli wiedzą ucieszysz swoje serce i poznaniem dasz rozkosz swojej duszy, wtedy zawsze strzec cię będzie umiejętność myślenia, a rozum chronić cię będzie (2, 10).

Doprawdy każdy student marzy o takiej ochronie - myślenie i głowa na karku to warunek zdania każdego egzaminu na uczelni. Czy warto tuż przed studiami kopać sobie grób jednym bezmyślnym czynem? Czy naprawdę trzeba kupować maturę?

Grochem o ścianę

Takie pytania stawiał ksiądz, ale walił grochem o ścianę. Kto w obecnych czasach będzie kierował się zasadami stworzonymi kilka tysięcy lat temu? Potrzebne jest coś nowocześniejszego. A może to? Pracodawcy powszechnie narzekają, że trudno obecnie o pracownika, który nie byłby roztargniony, nerwowy, impulsywny i mający trudności z koncentracją.

Dlatego matura ustna z języka polskiego jest o wiele ważniejsza, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Traktując ją poważnie, młody człowiek ma okazję pozbyć się objawów typowych dla ofiary losu - drżenia nóg, pocenia dłoni, ogólnej nerwowości i niewiary w siebie. Tylko trening czyni mistrza. Jeżeli więc ktoś chce mieć dowód, że jego system odpornościowy działa sprawnie w trakcie egzaminu, nie powinien ani kupować matury, ani wkuwać cudzych opracowań. Kto chce mieć dowód, że potrafi być skuteczny na egzaminie, powinien opracować ze zrozumieniem wybrany temat.

Przypadek Damiana

Myśląc o losie Damiana na studiach, zastanawiałem się, ile będzie musiał jeszcze zapłacić (np. nerwów, stresu) za to, że wygłosił cudzą prezentację jako swoją. Okazało się, że niczego nie kupował, lecz sam stworzył to, co tak pięknie wygłaszał przed komisją. Dlaczego? Czy był świadomy zysków i strat, czy też odezwało się w nim sumienie? Kiedy go o to zapytałem, odpowiedział:
- Nie chodzi o sumienie. Interesuję się informatyką i jestem w tym dobry. Spędzam wiele czasu przy komputerze, w kółko też rozmawiam przez komórkę. W bezpośredniej transmisji danych, tzn. gdy mówię do ludzi prosto w oczy, miałem dawniej problemy z przekazywaniem myśli. Zwykle popełniałem wtedy głupie błędy albo gubiłem się i nie wiedziałem, co powiedzieć. Czułem, że jeśli będę wygłaszał przed komisją obcy tekst, prawdopodobieństwo błędu jeszcze się zwiększy, a ja nigdy nie nauczę się mówić do ludzi. Dlatego nie chciałem wbijać sobie do głowy cudzych słów. Przygotowałem samodzielnie wszystkie informacje i logicznie je ułożyłem. Miałem problemy z wyciągnięciem sensownych wniosków, więc poprosiłem wtedy profesora o pomoc. Pamięta pan? Potem dziewczyny z klasy nauczyły mnie robić właściwe miny i wykonywać gesty, aby moja prezentacja nabrała odpowiedniego charakteru. Bałem się tylko wymiany zdań z profesorem, ale okazało się, że niczym mnie pan nie zaskoczył. Po prostu naprawdę rozumiałem, o czym mówię.

- Czy teraz też zdecydowałbyś się samodzielnie przygotować prezentację?
- To zależy. Teraz jestem już pewien, że żaden egzamin nie wymknie mi się spod kontroli. Dlatego dzisiaj mógłbym nawet wygłosić gotowca. W zeszłym roku jednak brakowało mi tej pewności siebie, dlatego wolałem sprawdzić swoje możliwości w szkole. Chciałem sprawdzić, czy transmisja moich własnych danych będzie zrozumiała dla komisji. Teraz już wiem, że na egzaminie profesor mnie zrozumie nawet wtedy, gdy będę w wielkim stresie. Sprawdziłem to i mogę zdawać na studiach każdy egzamin jak chcę.

Teraz już rozumiem, o co chodziło Damianowi. Rzeczywiście, sukcesy na pierwszym egzaminie kształtują sposób myślenia o studiowaniu. Jeżeli ktoś nie nabierze pewności siebie podczas matury, ten prawdopodobnie nie poradzi sobie z trudniejszymi egzaminami na studiach. Każdy egzamin zdaje się dzięki temu, że panuje się nad nim, tzn. czuje się na nim pewnie, nie wpada się w panikę, lecz wierzy w siebie i swoje możliwości. Przeważnie podczas egzaminów na studiach towarzyszą ludziom przeciwne uczucia: strach, niewiara w siebie, poczucie, że stoją przed nimi wyjątkowe trudności, niepokój i silny stres. Gdy negatywne uczucia nie są w odpowiednim czasie leczone, potrafią zabić całą przyjemność studiowania.

Maturalne wyzwanie

Jak więc sobie z nimi radzić? Krótko mówiąc, trzeba podjąć wyzwanie maturalne i spróbować samemu przygotować swoją prezentację z języka polskiego. Naprawdę nie ma nic do stracenia. Przecież wynik tego egzaminu nie ma wpływu na przyjęcie na studia. Warto więc samemu zebrać potrzebne informacje, a potem poprzez selekcję, eliminację i ustalenie, co jest warte wygłoszenia, zobaczyć, jak mija niepokój egzaminacyjny. Tylko ktoś, kto samodzielnie przygotuje swoją prezentację, zazna tego niezwykłego uczucia: pewności, że dobrze zdaje.

Damian, pracując nad swoim tematem, nauczył się tego, czego mu brakowało: potrafił zainteresować egzaminatorów tym, co ma do przekazania, potrafił ich zaangażować, zainspirować i pobudzić do myślenia. Pamiętam dobrze jego wystąpienie. Okazał się dojrzały, czyli przygotowany do studiowania. A zatem kupić czy nie kupić - wolna droga!

Dariusz Chętkowski