Rankingi główne 2013

Ranking kierunków studiów 2013

NAJLEPSZA UCZELNIA W POLSCE 2013
Uniwersytet Jagielloński

Rozmowa z prof. dr. hab. n. med. Wojciechem Nowakiem, rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

– Rozwój, tak wielokrotnie określał Pan Rektor najważniejszy cel stojący przed Uniwersytetem Jagiellońskim w XXI wieku. Uczelnia, która uznawana jest za jedną z najlepszych w Polsce, a w rankingach stale zajmuje najwyższe lokaty, rzeczywiście musi tak mocno skupiać się na rozwoju?

 – Tak! Mówiąc o rozwoju, mam na myśli to, co dla każdej uczelni jest współcześnie koniecznością: połączenie dydaktyki na jak najwyższym poziomie, z działalnością naukowo-badawczą, również na jak najwyższym poziomie. Jednak, aby obie te dziedziny, dydaktyka i badania naukowe, mogły się harmonijnie rozwijać, konieczne jest odpowiednie zaplecze. Genialny nauczyciel czy genialny badacz muszą mieć jeszcze zapewnione doskonałe warunki, by mogli jak najlepiej realizować swoje zadania. Potrzebne jest „oprzyrządowanie” – środki finansowe, aparatura, wsparcie administracyjne, prawne itp. – by uczony czy nauczyciel mogli spokojnie pracować. I to jest rola uczelni: dostarczyć to „oprzyrządowanie”, m.in. stworzyć zespół ludzi, którzy mogliby wspierać naukowców w ich działaniach, odciążając ich z takich zadań, jak np. rozliczenia finansowe czy nadzorowanie prac pod kątem ich prawnej czy formalnej poprawności.

Weźmy jako przykład granty badawcze – naukowiec powinien skupiać się tylko na badaniach, na merytorycznej stronie projektu. Nie można – nie powinniśmy – wszystkiego zrzucać na barki uczonego: i rozliczeń, i nadzoru formalnego, i nadzoru prawnego itp. Inny przykład: dydaktyk. To może być wspaniały nauczyciel, ale by mógł odpowiednio do swoich możliwości pracować, musi mieć doskonałe warunki pracy, właściwe narzędzia i jeszcze program nauczania, który akceptuje. Dlatego, jeśli Uniwersytet Jagielloński chce sprostać wyzwaniom, jakie przed uczelnią stawia XXI w., jeśli chce nadążać za najlepszymi uniwersytetami na świecie, musi stworzyć odpowiednie zaplecze do pracy naukowej i dydaktycznej. Jeśli tego nie zrobimy, nie będzie żadnego rozwoju.

– Co dziś, kiedy polskie uczelnie prześcigają się w różnorodnych formach promowania się wśród kandydatów na studia, może najlepiej przekonać młodych ludzi do studiowania w danym uniwersytecie?

– Najlepiej promują nazwiska, ludzie. Jeśli jest jakiś profesor XY, który jest rozpoznawalną osobowością, to dzisiejsi licealiści wiedzą, gdzie on wykłada czy prowadzi prace badawcze. I tę uczelnię wybiorą. Jeśli jakiś uniwersytet czy wydział aktywnie współpracuje z najlepszymi na świecie uczelniami, studenci z tego uniwersytetu wyjeżdżają na stypendia, to młodzi ludzie to widzą i też chcą tam studiować. Dziś w przypadku takich szkół jak Uniwersytet Jagielloński zwraca się uwagę na historię uczelni, niewątpliwie istotne jest „logo” szkoły wyższej, jak to żartobliwie określam, ale liczy się przede wszystkim treść tego „logo”. I to po tym nasza uczelnia musi być rozpoznawalna, nieskromnie powiem – najlepsza: po osobowościach, które ją reprezentują, po absolwentach, którzy są poszukiwani na rynku pracy, po studentach, którzy dostają atrakcyjne stypendia.

Kiedyś będąc na University of California Los Angeles (UCLA), jednej z najlepszych amerykańskich uczelni, spotkałem studentów z Wydziału Lekarskiego UJ, którzy przyjechali tam na stypendia. Przez semestr chodzili na zajęcia, uczyli się razem ze studentami UCLA i ich amerykańscy wykładowcy byli zachwyceni – powtarzali zgodnie, że tak dobrzy studenci to rzadkość na UCLA. Ci studenci to była prawdziwa promocja UJ.

Zatem dziś uczelnia powinna dbać przede wszystkim o jakość, i to szeroko pojętą. Nie tylko jakość kształcenia, ale i jakość badań naukowych. Nasi naukowcy to kapitał uczelni. To oni tak naprawdę sprawiają, że szkoła wyższa staje się interesująca, np. dla kandydatów na studia, oni ją promują.

– Deklaruje Pan Rektor, że na UJ studenci są współgospodarzami uczelni. Jak to należy rozumieć?

– Uważam, że na uczelni student musi być partnerem. To oczywiście bardzo łatwo jest powiedzieć, ale ogromnie trudno wdrożyć, bo to partnerstwo wymaga zmiany mentalności. Dlaczego? W Polsce przez wiele lat dominowała dysproporcja, wyraźna hierarchia: był profesor, potem daleko za nim asystent, a gdzieś na szarym końcu student. Trzeba to zmieniać.

Jako rektorowi udało mi się na razie sprawić, że studenci wiedzą o wszystkim, co się dzieje w uniwersytecie, i uczestniczą w zebraniach wszystkich organów uczelni, czego wcześniej nie było, np. przedstawiciele samorządu studenckiego biorą udział w kolegiach rektorskich czy dziekańskich. Zależy mi, by stała obecność studentów, ich współpraca z władzami uniwersytetu była normalnością. Bo w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że władze uczelni spotykają się z samorządem studenckim tylko wtedy, gdy coś się dzieje, np. gdy jest jakiś konflikt. My wtedy jesteśmy jak strażacy – musimy zgasić jakiś pożar, rozwiązać problem. A ja chcę, by UJ pokazywał, że może być inaczej, że student może być partnerem.

– Ale czy to partnerstwo nie wyklucza się z typową przecież dla uczelni relacją mistrz – uczeń?

– Nie, ponieważ relacja mistrz – uczeń należy do innej sfery rozważań, to już dziedzina psychosocjologii. Bo co to znaczy „mistrz”? To autorytet, czyli ktoś taki, kogo młody człowiek chce w pewien sposób naśladować, korzystać z jego wiedzy i doświadczeń. Tego się nie zadekretuje.

Czy mamy dziś takie autorytety? Tak, ale bardzo niewiele. Bo robimy wszystko, żeby tych mistrzów nie było. Widzę w tym także winę kadry naukowej, a nie tylko np. mediów. Przykład: jeśli jest naukowiec, który chce być autorytetem dla młodego pokolenia, a jednocześnie nie dyskutuje na fakty, tylko na emocje, czyli przedstawia opinie, które wywołują maksymalnie negatywną reakcję, doprowadza do pojawienia się emocji w dyskusji, to sam niszczy etos mistrza. Inny przykład: przeciw autorytetowi jest zamiłowanie do bycia medialnym. Największym nieszczęściem polskiej kadry naukowej jest dzisiaj to, że ogromnie się stabloidowaliśmy. Zwycięża chęć pokazania nie tego, co robimy, naukowo, ale tego, jak coś komentujemy, a komentować jest najlepiej ostro, bo wtedy zostaje się zauważonym. I dziś choć każdy chce relacji mistrz – uczeń, to mało kto zastanawia się, co ten mistrz powinien robić, jakim być dla młodych ludzi.

– Uniwersytety, przez różne proponowane przez nie formy kształcenia, starają się obecnie być uczelniami dla wszystkich, bez względu na wiek, chociaż w „Gaudeamus” śpiewamy ...Dopókiśmy młodzi... Czy to można pogodzić?

– Nie widzę w tym sprzeczności. Sam nieraz brałem udział w wykładach Uniwersytetu Trzeciego Wieku i kiedy przypominam sobie zapał słuchaczy, ich potencjał, to wiem, że hymn „Gaudeamus” jest dalej aktualny i działalność uczelni nie przeczy jego treści. Taki entuzjazm, jaki można zaobserwować na wykładach Uniwersytetu Trzeciego Wieku, sprawia, że wiek znika, staje się tylko kwestią kalendarza.

– UJ nie tylko ponownie jest najlepszą uczelnią w kraju, ale wygrywa po drodze ważne podrankingi, np. prestiż wśród kadry akademickiej, efektywność nauczania, publikacje naukowe. Czy te osiągnięcia nie usypiają uczelni?

– Sukcesy to powód do satysfakcji, a nie do tego, by spocząć na laurach. Dlaczego? Bo świat idzie do przodu i uniwersytet musi iść razem z nim. Jeśli jakiś zespół ludzi przyzwyczaił się do pewnego typu pracy, to fakt, że ten zespół znajdzie się na pierwszym miejscu w rankingu, nie zmieni jego mentalności, nie zwolni jego tempa pracy. Bo ten zespół ma już wypracowane mechanizmy, które go pobudzają. Już istnieje w nim wewnętrzna konkurencyjność. A przecież wszystko się rodzi przez konkurencyjność, tam, gdzie jej nie ma, jest tylko marazm, odcinanie kuponów i to się musi źle skończyć, bo to jest przeciw rozwojowi.

– Dziękujemy za rozmowę.

 Rozmawiała:
Magda Tytuła

© 2015 Perspektywy.pl   O nas | Patronaty | Zastrzeżenia prawne | Znak jakości | Sklep | Reklama | Kontakt