Wyszukiwarka studiów w PWSZ

Grupa kierunków
Podgrupa kierunków
Kierunek
Tryb studiów
Województwo
porównaj studia






























W ciągu piętnastu lat państwowe wyższe szkoły zawodowe dowiodły, że można na tzw. prowincji zbudować uczelnię dobrze współdziałającą z miejscowym rynkiem pracy, na wysokim poziomie dydaktycznym, umiejętnie wyważającą proporcje między teorią a praktyką, a nawet z gotowym dorobkiem do utworzenia uczelni akademickiej.

Powstanie państwowych wyższych szkół zawodowych było możliwe po przyjęciu Ustawy o wyższych szkołach zawodowych w czerwcu 1997 roku. Już w październiku 1998 roku wystartowało dziewięć zupełnie nowych i „innych” w strukturze szkół wyższych uczelni, które nie tylko „przyszły do młodzieży”, bo powstały na tzw. pustyni edukacyjnej, ale miały wstrzelić się w miejscowy rynek pracy, czyli tworzyć praktyczne profile kształcenia, które odpowiadają na regionalne potrzeby rynku pracy.

Ten ostatni wymóg gwarantował ustawowy zapis, wprowadzający zasadę, że o utworzenie uczelni na swoim terenie miały zabiegać społeczności lokalne i wnieść coś w rodzaju wiana, czyli budynki, zabezpieczenie finansowe.

Uczelnie jedynego wyboru
Zresztą oczekiwań wynikających z powołania tych uczelni było znacznie więcej. Miały przyczynić się do bardziej równomiernego pokrycia kraju siecią szkolnictwa wyższego, zwiększenia dostępu do studiów dla młodzieży z miejscowości oddalonych od dużych ośrodków akademickich i uboższej, przy czym dla olbrzymiej większości były to ze względów ekonomicznych uczelnie jedynego wyboru. Spodziewano się także, że spowodują wzrost współczynnika skolaryzacji w Polsce, a jednocześnie będą remedium na rosnące wśród młodzieży bezrobocie. Inicjatorzy tej nowej formuły uczelni nie ukrywali także, że ich powstanie będzie zadośćuczynieniem dla tych miast, które stracą status miasta wojewódzkiego, podkreślali także kulturotwórczy impuls istnienia uczelni dla rozwoju miast.

O potrzebie utworzenia uczelni zawodowych mówiło się kilka lat przed ustawową decyzją, ponieważ zespół MEN-owski przygotowujący od 1994 roku założenia i projekt do ustawy prowadził rozległe konsultacje w sprawie takiej formuły studiów wyższych. Już wówczas wywołało to oddolne inicjatywy o utworzeniu własnych ośrodków akademickich, głównie przez miasta wojewódzkie o średniej wielkości. Na przykład od 1994 roku w Gorzowie Wielkopolskim działała Fundacja na Rzecz Gorzowskiej WSZ jako pokłosie cyklu konferencji i seminariów dotyczących realiów istnienia takich uczelni. Prezesem fundacji oraz inicjatorem powołania uczelni był Kazimierz Marcinkiewicz, wówczas poseł RP. Najbardziej dojrzała struktura organizacyjna dla przyszłej uczelni zawodowej została opracowana w projekcie Tarnów University College – feasibility study (1996-1997), w którym partnerami oprócz MEN było kilka zagranicznych ośrodków uniwersyteckich, m.in. z Bari, Paryża, Karlstadtu. Dla potrzeb przyszłej uczelni opracowano strukturę organizacyjną, programy i plany studiów dla różnych specjalności. Z tarnowskich doświadczeń w kolejnych latach skorzystało wiele miast ubiegających się o powołanie państwowych uczelni zawodowych. W Sulechowie powołano Stowarzyszenie Promocji, Powołania i Rozwoju Wyższej Szkoły Administracji Publicznej (1997), a wiele innych miast było tym projektem także żywo zainteresowanych.

Dlatego wkrótce po uchwaleniu ustawy do MEN trafiło 10 wniosków o powołanie uczelni, spośród których w 1998 roku 9 uzyskało pozytywną opinię. Tarnów został pierwszym miastem w Polsce, w którym erygowano Państwową Wyższą Szkołę Zawodową, wyróżniając ją za wzorową procedurę przygotowania wniosku oraz przygotowania bazy materialnej. Kolejne to uczelnie w Legnicy, Elblągu, Nowym Sączu, Jeleniej Górze, Gorzowie Wielkopolskim, Sulechowie, Jarosławiu. Powołał je prof. Mirosław Handke, minister edukacji narodowej w rządzie Jerzego Buzka, choć sam projekt dojrzewał i ustawa została przyjęta w okresie poprzedniego rządu – premiera Włodzimierza Cimoszewicza i ministra edukacji prof. Jerzego Wiatra.

 – Prawda jest taka – mówił prof. Handke we wrześniu 1998 r. informując o powołaniu pierwszych 9 uczelni zawodowych – że w Polsce jest nieprawdopodobna nierówność szans w dostępie do edukacji, co w rezultacie powoduje rezygnację ze studiów. Chcemy więc upowszechnić wyższe wykształcenie poprzez zbliżenie uczelni do miejsca zamieszkania. Wyższe uczelnie zawodowe spełnią ten cel.

Wiadomo było także, że były swoistym papierkiem lakmusowym, ponieważ od powodzenia takiej nowej formuły szkoły wyższej zależały dalsze plany, dotyczące rozwoju sieci tych szkół. A apetyty miast rosły, było więc jasne, że rychła zmiana administracyjna w kraju wywoła kumulację starań o własną uczelnię.

Plon 12 lat – 36 uczelni
I tak się stało. Powstanie kolejnych uczelni zawodowych, już po reformie administracyjnej kraju w styczniu 1999 roku, było oczywistą formą rekompensaty za utracony status województwa.
Wysiłkiem władz lokalnych i uczelni patronackich powstały wówczas PWSZ-y w Krośnie, Lesznie, Wałbrzychu, Płocku, Kaliszu, Pile, Białej Podlaskiej, Sanoku, Przemyślu, Tarnobrzegu, Nysie, Chełmie, Ciechanowie oraz w Nowym Targu.

W sumie w okresie rządów AWS-UW utworzono 23 uczelnie zawodowe (lata 1998-2001). Za rządów kolejnej koalicji – SLD-PSL – powstało 11 wyższych szkół zawodowych: w Raciborzu, Włocławku, Opolu, Łomży, Głogowie, Gnieźnie, Wałczu, Oświęcimiu, Zamościu, Suwałkach i Skierniewicach. Ostatnie dwie uczelnie zawodowe powstały w Sandomierzu (2007), już za czasów koalicji PiS-ZCHN-Samoobrona oraz w Koszalinie (2009), w okresie rządów koalicji PO-PSL.

Większość uczelni – 28 – są zlokalizowane w miastach, które w latach 1975-1999 były siedzibami województw i liczyły ponad 50 tys. mieszkańców. Jedynie w sześciu przypadkach uczelnie otworzyły miasta nie przekraczające 50 tys. mieszkańców. 2 uczelnie powstały w miastach już posiadających uczelnie akademickie. Ciekawe jest rozmieszczenie geograficzne uczelni – aż po 5 znalazło się w woj. podkarpackim i wielkopolskim, po 4 – w woj. dolnośląskim i małopolskim, po 3 – w lubelskim.



Stop – nie możecie się dalej uczyć
U progu działalności uczelni zawodowych minister Handke apelował do nowo powołanych rektorów PWSZ: – Nie gódźcie się na etykietę II kategorii, nie wpuszczajcie uczelni w kompleksy. Wasze szkoły mają swoje specyficzne powołanie, które trzeba umieć wykorzystać.

Na czym więc polegała ich specyfika? Jak obszernie opisuje początki PWSZ dr Ewa Kowalska z Uniwersytetu Zielonogórskiego w pracy zbiorowej Edukacja Jutra wydanej w 2005 roku przez Uniwersytet Szczeciński (pod red. F. Bereźnickiego i K. Denka) "istotną innowacją w koncepcji wyższych szkół zawodowych była możliwość prowadzenia przez nie kształcenia w zakresie kierunków i (lub) specjalności zawodowych. Ta alternatywna forma była przedmiotem wielu dyskusji w pracy nad kształtem ustawy z czerwca 2007 r. W jej projekcie rządowym sformułowano go w jeszcze bardziej radykalny studentów w zakresie danej specjalności, zaś ich absolwenci otrzymają „dyplom ukończenia studiów określonej specjalności”.

Zamysł twórców wyjaśniał na posiedzeniu Komisji Edukacji, Nauki i Postępu Technicznego Jerzy Gąsiorowski (jeden z inicjatorów utworzenia PWSZ): – Pojęcie specjalności znalazło się w projekcie rządowym w znaczeniu znacznie szerszym niż kierunek. Chodziło o tworzenie możliwości studiowania w obszarach wiążących kilka kierunków. Na przykład w jednej z naszych szkół łączy się architekturę z budownictwem. W nomenklaturze akademickiej są to dwa różne kierunki. Można natomiast stworzyć specjalność. Znaczenie terminu specjalność ma tutaj zupełnie inny wydźwięk niż w ustawie o szkolnictwie wyższym.

Intencją ustawodawcy było stworzenie uczelniom zawodowym możliwości bardziej elastycznego kształtowania oferty edukacyjnej, co pozwoliłoby na lepsze dostosowanie do potrzeb miejscowego rynku pracy. Jednak konsekwencją takiego zapisu byłaby niedrożność uczelni zawodowych, a szerszym aspekcie – miejsca nowego typu uczelni w systemie szkolnictwa wyższego: czy mają to być uczelnie równe lecz odmienne, czy w pełni drożne. Koncepcja rządu zmierzała do niekompatybilnego elementu systemu szkolnictwa wyższego, obawiano się jednak, że zamknięcie absolwentom wyższych szkół zawodowych drogi dalszego kształcenia przełoży się na niską popularność szkół, zagrażającą ich przyszłości już na starcie.

Dlatego ostatecznie zapis pozwalał szkołom na prowadzenie studiów zarówno w ramach specjalności, jak i w ramach kierunków. Sprecyzowanie swego miejsca w systemie szkolnictwa wyższego pozostawiono uczelniom, zakładając, że znajdą się takie, które będą ze względu na możliwość podjęcia przez ich absolwentów studiów akademickich kształcić według kierunków, ale i takie, które kształcąc według poszukiwanych na rynku pracy specjalności – pozostaną niedrożne w stosunku do uczelni akademickich" – pisała dr Ewa Kowalska.


Starania o kadrę
O odmienności studiów w wyższych szkołach zawodowych miała decydować również nauczająca w nich kadra. Ustawa zakładała, że tworzyć ją będą tylko pracownicy dydaktyczni, nie posiadający obowiązku prowadzenia badań naukowych – pisała dr Ewa Kowalska w pracy Rozwój wyższych szkół zawodowych w kontekście przemian w europejskim obszarze szkolnictwa wyższego (Edukacja Jutra).

– Tworzenie szkoły w małej miejscowości wymaga oczywiście wielu starań, w tym pozyskania odpowiedniej kadry. W ogromnej większości musi to być kadra przyjezdna. Uważam, że wymagania stawiane uczelni zawodowej, aby mogła otworzyć nową specjalność, są bardzo niskie. Być może nawet za niskie: jeden samodzielny pracownik, a więc profesor lub doktor habilitowany, oraz czterech wykładowców, z których co najmniej dwóch musi mieć stopień doktora. Zresztą, moim zdaniem, zbyt rygorystycznie przypisuje się człowieka do danej specjalności, bo przecież może on być także wykorzystany do kształcenia także na innych specjalnościach. Ważne, aby cała uczelnia miała silną kadrę – opowiadał w 1999 roku w „Forum Akademickim” nieżyjący już prof. Andrzej Balanda, pierwszy przewodniczący Konferencji Rektorów Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych, rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Sączu.

W trosce o zapewnienie wysokiego poziomu nowego typu studiów ustawodawca powołał tzw. konwent doradczy, składający się z lokalnych władz oraz przedsiębiorców, a także Komisję Akredytacyjną Wyższego Szkolnictwa Zawodowego, której zadaniem było czuwać nad jakością procesu dydaktycznego prowadzonego w tych uczelniach.

Ustawa wprowadziła ostre rygory dotyczące dydaktyki – student uczelni zawodowych musi odbyć co najmniej 2200 godzin zajęć dydaktycznych, a na studiach zaocznych i wieczorowych 80 proc. tej liczby oraz 15 tygodni praktyki zawodowej.

To jest paradoks, w wielu uczelniach akademickich są prowadzone odpłatne studia przy o wiele mniejszym obciążeniu dydaktycznym. Podobnie ma się rzecz z zajęciami w szkołach niepaństwowych. Tam również wymiar godzin bywa o wiele mniejszy. Najostrzejsze rygory dotyczą tylko nowopowstałych szkół zawodowych – uważał prof. Andrzej Balanda.

Z dzisiejszego punktu widzenia równie paradoksalna była decyzja Komisji Akredytacyjnej Wyższego Szkolnictwa Zawodowego, która zdecydowanie wypowiadała się przeciw – wydawałoby się skądinąd oczywistej – drożności studiów licencjackich i automatycznej możliwości ich kontynuacji na studiach magisterskich.

Ja to rozumiem jako wskazanie celu działania szkół zawodowych – komentował prof. Balanda. – Powinny one przygotowywać do wykonywania zawodu. I z tym się zdecydowanie zgadzam, ale uważam, że jeśli młody człowiek jest na tyle zdolny, iż ma zamiar kontynuować studia, to nie można przed nim tej drogi zamykać. Trudno młodym ludziom, którzy w momencie wyboru nie mają najczęściej przeglądu sytuacji, zabronić kontynuacji nauki i powiedzieć: „Stop – wybraliście szkolnictwo zawodowe i nie możecie się dalej uczyć”. Dlaczego osoba, która wybrałaby studia licencjackie w uczelni akademickiej, miałaby mieć możliwość ich kontynuacji na studiach uzupełniających, a ci, którzy wybiorą szkoły zawodowe, nie. Sam, jeżeli trafię na takiego zdolnego studenta, gotów jestem zaproponować mu studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie nadal prowadzę zajęcia.

Komu gronostaje?
Jak powstanie tych uczelni traktowały wówczas zasiedziałe uczelnie akademickie? Obawiały się, że szkoły zawodowe pochłoną znaczną część budżetu przeznaczonego na szkolnictwo wyższe. Istniały także obawy o poziom kształcenia w nowopowstałych szkołach. Jak wspomina prof. Tomasz Winnicki, drugi przewodniczący Konferencji Rektorów Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych oraz rektor Kolegium Karkonoskiego w Jeleniej Górze: – Trzeba przyznać, że nie wszędzie i w różnym stopniu dostrzegano potencjalne zagrożenie ze strony naszych szkół, a konflikty pojawiały się i narastają w miarę zaostrzania się konkurencji w naborze. Pierwsze zwiastuny konfliktów były nawet humorystyczne. Pojawiały się propozycje, aby rektorów szkół licencjackich przemianować na dyrektorów, a już na pewno nie powinno się ich tytułować „magnificencjo” i zezwalać na okrycie ramion gronostajami, nawet króliczej proweniencji.

Prof. Winnicki przyznawał, że tej atmosferze uległo też MEN, nie przyznając w początkowej fazie założycielskiej żadnej uczelni kierunku studiów, bez względu na zgromadzoną kadrę, aby przypadkiem w strukturze szkoły nie pojawiły się wydziały i dziekani. Starano się także, żeby tworzone specjalności jak najmniej przypominały akademickie kierunki studiów. – Na wniosek mojej szkoły o kierunek studiów elektronika i telekomunikacja przyznano egzotyczną specjalność elektrotechnika i telekomunikacja, a także zwalczano wnioski o filologie, przyznając specjalności takie jak np. język angielski – opowiadał prof. Winnicki.

Powstanie państwowych uczelni zawodowych negatywnie komentowali także przedstawiciele istniejących już od kilku lat uczelni niepublicznych, upatrując w tym zamierzone tworzenie im konkurencji. Krzysztof Pawłowski, rektor WSB-NLU w Nowym Sączu przy okazji podsumowania dwudziestolecia odzyskania suwerenności narodowej przypominał, że sektor państwowych wyższych szkół zawodowych, tworzony z inicjatywy grup lokalnych polityków, ale także dużych uczelni publicznych zainteresowanych możliwością dodatkowych zarobków dla swoich pracowników, powstał w czasach, kiedy było już powszechnie wiadomo, że w wiek dojrzały zaczną wchodzić coraz mniej liczne roczniki wyżu demograficznego i że w latach 20. XXI wieku zabraknie wystarczającej liczby studentów nawet dla „starych” uczelni państwowych.

– Władze państwowe, a szczególnie ministrowie szkolnictwa wyższego, zaczynając od prof. M. Handkego, popełniły i popełniają dwa istotne błędy – oceniał K. Pawłowski zastrzegając, że jako osoba tworząca podwaliny nowego ustroju politycznego i gospodarczego stara się myśleć kategoriami interesu państwa, a nie jedynie środowiska akademickiego czy też jego wydzielonej części, tj. sektora uczelni niepaństwowych – przeznaczając duże środki na proces tworzenia PWSZ i ich funkcjonowanie, i to często w miastach, gdzie istnieją niezłe uczelnie niepaństwowe, oraz nie wykorzystując kapitału stworzonego poprzez kilkadziesiąt dobrych uczelni prywatnych, materialnie wartych najmniej kilkaset milionów, do uruchomienia ożywczej konkurencji wymuszającej rozwój uczelni publicznych. Tak mogłoby się stać tylko po stworzeniu równych warunków, tzn. finansowania studiów stacjonarnych w uczelniach niepublicznych bądź wprowadzenia powszechnego bonu edukacyjnego.

Dryf akademicki
Dr Ewa Kowalska zwraca uwagę, że proces odchodzenia od „ducha” ustawy z 1997 r. rozpoczął się w 2001 r., a zakończył w 2005, po wejściu w życie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Ten czas określa się w środowisku uczelni zawodowych dryfem akademickim, polegającym na stopniowym zacieraniu różnic pomiędzy ich uczelniami a akademickimi. Takim zmianom podlegały wcześniej podobne uczelnie w krajach Europy Zachodniej i taką drogę w przededniu akcesji do Unii Europejskiej obrała Polska (Ewa Kowalska: Rozwój wyższych szkół zawodowych w kontekście przemian w europejskim obszarze szkolnictwa wyższego w: Edukacja Jutra).

Zanim zakończył się cykl pierwszego rocznika najstarszych uczelni zawodowych, w 2001 r. wyszło rozporządzenie pozwalające prowadzić kształcenie na kierunkach, jednak pod warunkiem zaangażowania finansowego przez samorząd terytorialny, lub w dotychczasowej specjalności zawodowej. Ten dualizm został zapisany w nowelizacji ustawy z lipca 2001 r., warunkując prowadzenie kierunku od zgody ministra szkolnictwa wyższego.

Kolejna nowelizacja ustawy – z lipca 2002 r. o zmianie ustawy o szkolnictwie wyższym, ustawy o wyższych szkołach zawodowych oraz zmianie niektórych innych ustaw wprowadziła we wszystkich placówkach szkolnictwa wyższego kształcenie „w ramach kierunków”. Tym samym został usunięty jeden z istotnych elementów, który miał wyróżniać wyższe szkoły zawodowe na rynku edukacyjnym, a tworzone przez Radę Główną Szkolnictwa Wyższego standardy edukacyjne studiów zawodowych były jednakowe dla uczelni akademickich prowadzących tzw. studia I stopnia, jak i dla uczelni zawodowych. Kształcenie na kierunkach miało istotną konsekwencję – wymusiło na uczelniach zawodowych zatrudnienie w ramach tzw. minimum kadrowego większej liczby samodzielnych pracowników naukowych, a więc kadry rekrutowanej przede wszystkim z uczelni akademickich.

Nie spotkało się to z entuzjazmem rektorów, którzy uważali, że odchodzenie od pierwotnej ustawy nie jest właściwym kierunkiem rozwoju uczelni zawodowych ze względu na ich specyfikę, a także z uwagi na duże koszty tych zmian. Ale PWSZ stopniowo przekształcały się.

To było tylko preludium do zmian, które wprowadzała tzw. prezydencka ustawa o szkolnictwie wyższym z 2005 roku, obejmująca cały system polskiego szkolnictwa wyższego, w tym PWSZ częściowo odstawionych na bocznym torze. Przede wszystkim otwarła PWSZ-tom możliwość ubiegania się o studia magisterskie, co wcześniej było z rozmysłem zablokowane. Zobowiązanie do tworzenia kierunków studiów otworzyło możliwość tworzenia podstawowych jednostek organizacyjnych, czyli dotychczas nieosiągalną strukturę wydziałową. Wprowadzono nieobligatoryjną możliwość prowadzenia badań naukowych, jako element zapewnienia jakości nauczania, czego konsekwencją było zrównanie warunków kształcenia na I stopniu we wszystkich uczelniach oraz zapewnienie absolwentom PWSZ drożności studiowania na II stopniu studiów. Zmniejszyła się liczba obowiązkowych tygodni praktyk dla studentów prawie o połowę.

W efekcie tych ustawowych zmian zdaniem części rektorów PWSZ powoli zatracały ideę kształcenia zawodowego i dźwigania w systemie szkolnictwa wyższego studiów I stopnia, czemu niejednokrotnie dawali wyraz. Ale też wyrażano opinie, że ten nowy akt uzdrowi sytuację, zbliży ich uczelnie do europejskiej i światowej normy. Nie przewidzieli jednak, że wkrótce państwowe wyższe szkoły zawodowe dosięgnie pomysł na przeniesienie PWSZ pod nadzór samorządu wojewódzkiego z zagwarantowaniem im autonomii w sprawowaniu władztwa i zarządu. Chodziło o przekształcenie PWSZ w samorządowe wyższe szkoły zawodowe pod kuratelą marszałków województw.

Akademickie uczelnie po stronie zawodowych
Taka koncepcja znalazła się w założeniach reformy szkolnictwa wyższego, opracowanego przez zespół ds. opracowania założeń reformy systemu szkolnictwa wyższego, powołany przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Nie było w nim przedstawicieli Konferencji Rektorów Państwowych wyższych Szkół Zawodowych, dlatego rektorzy dowiedzieli się o tym na początku 2008 roku. Oczywiście spotkało się to z dezaprobatą, stosowną uchwałą adresowaną do ministra nauki. Rezultatem kilku burzliwych narad było poproszenie rektorów PWSZ przez minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbarę Kudrycką w maju 2008 r. do opracowania własnej prognozy dalszego funkcjonowania PWSZ-ów w warunkach niżu demograficznego. Jednak w kwietniu 2008 roku założenia już zostały zaprezentowane w Urzędzie Rady Ministrów.

– Propozycja ministerstwa oznacza postawienie PWSZ w jednym szeregu ze szkołami policealnymi i kolegiami, których likwidację lub przekształcenie w PWSZ przewiduje się w programie reformy. Cui bono? Wydaje się, że jedynym beneficjentem tej zmiany będą szkoły, które widzą w PWSZ konkurenta w walce o kandydatów na studia w najbliższych latach: akademickie szkoły wyższe w dużych miastach oraz niepubliczne szkoły zawodowe – dzielił się swoją opinią w tym gorącym czasie na łamach Forum Akademickiego prof. Janusz Gruchała, rektor PWSZ w Krośnie.

A jednak uczelnie akademickie stanęły po stronie uczelni zawodowych, czemu dały wyraz we wrześniu 2008 r., kiedy Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich upomniała się o ład edukacyjny i ewolucyjny proces reform oraz stanowczo domagała się, żeby kolejne reformowanie systemu szkolnictwa wyższego było poprzedzone długoterminową strategią.

Jeszcze wcześniej, bo w czerwcu 2008 r. pomysł na samorządowe uczelnie zawodowe rozpłynął się w dość szczególnych okolicznościach, bo podczas obchodów 10-lecia uczelni zawodowych w Sejmie RP. Minister szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka wycofała się z tych zamiarów słynnym już cytatem: – nie będę umierała za PWSZ-y... Było to jednak po sygnale klubów parlamentarnych, że nie zaakceptują podporządkowania publicznych uczelni zawodowych samorządom wojewódzkim.

Udana dekada
– Oceniając funkcjonowanie PWSZ z perspektywy 5 lat ich działania można śmiało stwierdzić, że wypełniły one pokładane w nich nadzieje. Przede wszystkim doprowadziły do ożywienia i uaktualnienia lokalnych rynków pracy. Szkoły zawodowe w bardzo dynamiczny sposób reagują na potrzeby lokalnych środowisk i zakładów. Niektóre specjalności były otwierane wręcz na „zamówienie” miejscowych środowisk gospodarczo-przemysłowych – to fragment oceny uczelni zawodowych po 5 latach przez ministra edukacji narodowej i sportu z 2003 r.

Na dziesięciolecie PWSZ również zbierały bardzo dobre recenzje. W maju 2008 r. minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka, odpowiadając na pytanie poselskie tak podsumowuje pracę uczelni: – Doświadczenie dziesięciu lat funkcjonowania PWSZ wskazuje, iż szkoły te sprawdziły się w działaniu i przyniosły – pomimo dość krótkiego okresu funkcjonowania – dobrą (w niektórych przypadkach bardzo dobrą) realizację początkowych założeń, zaś w niektórych publikacjach określone zostały jako najbardziej udane dziecko polskiej reformy edukacji. Ogromnie ważne wydaje się podkreślenie cywilizacyjnej i kulturotwórczej misji tych uczelni, jako że badania pokazują, iż większość studiującej młodzieży nigdy nie zdecydowałaby się na podjęcie studiów w większych miastach, gdyż przekraczałoby to ich możliwości finansowe.

W czerwcu 2008 r., podczas jubileuszowej uroczystości w Sejmie minister Barbara Kudrycka życzyła: – W roku jubileuszu wypada życzyć publicznym szkołom zawodowym, by na rynku edukacyjnym radziły sobie nadal z powodzeniem, dając młodym ludziom szansę wykształcenia wyższego, tworząc doskonałą bazę dydaktyczną i wnosząc wkład w rozwój polskiej gospodarki.

Na uroczystej gali w Ciechanowie (październik 2008) Jerzy Buzek, premier rządu RP, który powołał najwięcej uczelni zawodowych, mówił wprost: – Czuję się wspaniale, gdy widzę jak wspaniale rozwijają się Państwowe Wyższe Szkoły Zawodowe… Dzięki istnieniu takich uczelni jak PWSZ młodzi ludzie mają bliżej do nauki i tym samym do własnego rozwoju. Te uczelnie wypełniają lukę edukacyjną na mapie kraju. Gdy przeprowadzaliśmy reformę administracyjną kraju wiele miast obawiało się i wciąż ma kompleks z powodu utracenia statusu miasta wojewódzkiego. Wówczas jasno określiliśmy potrzebę powstania przynajmniej jednej wyższej szkoły w mieście, która straci status województwa. Dziś w Polsce działa 35 uczelni. Macie czas na rozwój, bo do pełnoletniości jeszcze wam daleko. Ale już widać, że szansa, którą otrzymaliście nie została zmarnowana.

U progu jubileuszu piętnastolecia państwowych wyższych uczelni zawodowych należy podkreślić, że upływ czasu nie osłabił entuzjazmu, charakterystycznego w pierwszych latach tworzenia nowego typu szkół wyższych, trudu kolejnych licznych zmian ustawowych i organizacyjnych, starań o bazę i jakość kształcenia. A tuż za progiem czekają kolejne pilne propozycje, które być może lepiej określą, jakie mogą być pożytki z tych prowincjonalnych wielkich szkół.

LIDIA JASTRZĘBSKA

W materiale zostały wykorzystane fragmenty pracy doktorskiej pani Ewy Kowalskiej z Uniwersytetu Zielonogórskiego pt.: Koncepcja państwowych wyższych szkół zawodowych i jej wprowadzenie w zróżnicowanych środowiskach, cytowane również w publikacji przygotowanej przez Konferencję Rektorów Publicznych Szkół Zawodowych na jubileusz 15-lecia ich istnienia.

© 2015 Perspektywy.pl   O nas | Patronaty | Zastrzeżenia prawne | Znak jakości | Sklep | Reklama | Kontakt