MegaBaza edukacyjna Perspektywy®


Do zbudowania muru potrzebnych jest wiele różnych cegiełek i wysokie miejsca w rankingach to są właśnie takie cegiełki, które są nam potrzebne do zbudowania naszej uczelni oraz jej wizerunku na zewnątrz. Wyjęcie którejkolwiek cegiełki sprawi, że mur będzie dziurawy albo, w najgorszym razie, się zawali.

Z PROF. DR HAB. INŻ. JACKIEM NAMIEŚNIKIEM ROZMAWIALI MIKOŁAJ CHRZAN I ANNA DOBIEGAŁA

MIKOŁAJ CHRZAN: Podczas ubiegłorocznej debaty rektorów mówił pan, że rankingi szkół wyższych są po to, by w nich awansować. I Politechnika Gdańska awansowała - w rankingu miesięcznika "Perspektywy" o pięć pozycji.

PROF. DR HAB. INŻ. JACEK NAMIEŚNIK, REKTOR POLITECHNIKI GDAŃSKIEJ: Rankingi nie do końca są sprawiedliwe. Oceniają uczelnię pod pewnymi względami, pod innymi - nie. Niewątpliwie są miarą prestiżu. Można się na nie obrażać, ale trzeba robić wszystko, by po pierwsze w nich startować, a po drugie osiągać dobre miejsca. Kiedy politechnika po raz pierwszy w historii znalazła się w pierwszej 10 rankingu "Perspektyw", cieszyłem się jeden dzień. Następnego myślałem już, co robić, by to miejsce utrzymać.

ANNA DOBIEGAŁA: W przemówieniu inauguracyjnym powiedział pan, że 10. miejsce w rankingu "Perspektyw" to nie koniec marzeń. O czym pan jeszcze marzy?

- O miejscu w pierwszej piątce. Jestem głęboko przekonany, że nasza uczelnia na to zasługuje. Im wyższe miejsce, tym większy prestiż i większe pieniądze. Jestem z pierwszej dziesiątki brzmi lepiej, niż jestem z ogona rankingu. Mam naturę sportowca - kiedy biorę udział w zawodach, nie lubię być na końcu. Trudno jest jednak przyłożyć sportowe kategorię do świata akademickiego - klęski lub zwycięstwa zależą tu od pracy wszystkich ludzi, to ona przekłada się na efekt końcowy. Wszyscy na politechnice pracujemy nad tym, by spełnić warunki brzegowe, które pozwolą nam startować w konkursie na uczelnię badawczą. Po wejściu w życie reformy premiera Gowina, w całym kraju ma ich być maksymalnie 10.

M.CH.: Wciągnął pan politechnikę do pierwszej 10. Ale to nie wszystko. Z kompleksowej oceny jakości działalności naukowej wynika, że siedem na dziewięć wydziałów ma poziom bardzo dobry i wiodący. Jak się panu to udało?

- Byłbym nieuczciwy, gdybym ten sukces przypisał sobie lub swoim najbliższym współpracownikom. To jest wysiłek wszystkich pracowników. Władze uczelni tylko wyzwoliły dodatkowe siły, m.in. uświadamiając wszystkim, że jak nie weźmiemy się do roboty, spadniemy w nicość. Wiele zawdzięczamy też działaniom poprzednich władz PG. Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych [dokonują kompleksowej oceny jakości działalności naukowej - red.] oceniał ostatnie cztery lata. Zadanie moje i moich współpracowników polegało na tym, by dobrze sprzedać informacje o uczelni. Stawialiśmy na twarde dane, co przełożyło się na punkty i wysokie oceny, ale do tego potrzebna była zmiana myślenia pracowników.

Spotkałem się ze wszystkimi - od sprzątaczek i ochroniarzy po badaczy. Każdemu mówiłem w oczy, co trzeba poprawić. Miałem do tego prawo, nikt nie mógł mi powiedzieć: panie rektorze, niech pan spojrzy na siebie i zajmie się swoim podwórkiem. Jeśli wymaga się od innych, trzeba najpierw wymagać od siebie, a ja wymagam. W tym roku mam większy dorobek publikacyjny niż w roku ubiegłym.

Pragnę zwrócić uwagę, że dwa wydziały uzyskały najwyższą kategorię A+, pięć kategorię A, a tylko dwa kategorię B. Tak dobrze nigdy nie było od momentu wprowadzenia systemu kategoryzacji jednostek naukowo-dydaktycznych i badawczych przez KEJN. Dwa wydziały, które uzyskała kategorię B, będą się odwoływać od decyzji tego gremium

A.D.: Co politechnice dało 10. miejsce w rankingu "Perspektyw"?

- Przełamaliśmy poczucie niemożliwości. Do tej pory najlepsze miejsce, jakie udało nam się osiągnąć, to 11. pozycja. Pierwsza dziesiątka, czyli top ten - to już brzmi inaczej. Niby to tylko jedna pozycja, ale pozwala przełamać pewną barierę w głowie. Pierwsza dziesiątka to jak podium w zawodach sportowych. Jednocześnie wyzwala to chęć walki, by nie utracić tego, co udało się uzyskać. Wzrosło poczucie naszej wartości i to jest najważniejsze.

Opinia w mass mediach ma przełożenie na rekrutację - im więcej mówi się dobrego o Politechnice Gdańskiej, tym więcej młodych ludzi chce się u nas uczyć. Mamy też więcej powodów, by się chwalić np. na stronie internetowej.

A.D.: Mówimy o rankingu "Perspektyw", ale Politechnika Gdańska znalazła się też jako jedna z dziewięciu polskich uczelni w międzynarodowym zestawieniu Times Higher Education.

- Niestety, tylko jako jedna z dziewięciu. W międzynarodowych rankingach jesteśmy daleko z tyłu. Wynika to nie ze słabości polskich uczelni, ale ze słabości przekazu - w Polsce nie funkcjonują strony internetowe uczelni w języku angielskim. Jacy organizatorzy rankingu będą zatrudniali tłumaczy, by przełożyli im z polskiego na angielski informacje o szkołach wyższych? Władze tych szkół już to zrozumiały i ostro zabrały się do pracy nad internacjonalizacją przekazu.

U nas do końca roku strony wydziałów i instytutów muszą być dostępne w dwóch językach - polskim i angielskim.

Międzynarodowe rankingi dają uczelni prestiż za granicą. Na zestawienia krajowe patrzą głównie rodzice przyszłych studentów, na międzynarodowe - cały świat. Możemy się tym chwalić. Do zbudowania muru potrzebnych jest wiele różnych cegiełek i wysokie miejsca w rankingach to są właśnie takie cegiełki, które są nam potrzebne do zbudowania naszej uczelni oraz jej wizerunku na zewnątrz. Wyjęcie którejkolwiek cegiełki sprawi, że mur będzie dziurawy albo, w najgorszym razie, się zawali.

M.CH.: Pomówmy o reformie Jarosława Gowina. Czy to dobry pomysł, by wróciły egzaminy wstępne na uczelnie?

- Tak, ale pod jednym warunkiem - że wrócą wszystkie uczelnie. Jeśli będą obowiązywały tylko w części szkół wyższych, przystąpią do nich tylko ci naprawdę zdeterminowani. Wielu nie wie, co ze sobą zrobić lub podlega "owczemu pędowi" lub też idzie na łatwiznę i tych wszystkich trzeba przekonać do podjęcia studiów na uczelniach technicznych. Wiem to sam po sobie - poszedłem na politechnikę i na wydział chemiczny przez przypadek, w szkole nie przepadałem za chemią.

Egzamin wstępny na studia daje możliwość sprawdzenia poziomu wiedzy kandydatów. Ktoś powie: niepotrzebny stres. A przecież życie wiąże się ze stresem. Człowiek musi umieć sobie z nim radzić. Im wcześniej się tego nauczy, tym lepiej.

M.CH.: Trzy najważniejsze zmiany dla pana i dla Politechniki Gdańskiej, które wprowadza reforma nauki i szkolnictwa wyższego, to?

- Autonomia uczelni - to po pierwsze. Mniej biurokracji i większa władza rektorów. Uczelnie nie będą jak marynarki z jednego wieszaka. Każda będzie miała szansę być inna. Sposób działania czy schemat organizacyjny może zależeć od doświadczenia uczelni lub od przekonań jej władz. To jest dobry kierunek. Większa władza rektora będzie oznaczała, że będzie on mógł sam wybierać szefów wydziałów. To rektor odpowiada za uczelnię i nie można mu narzucać współpracowników.

Po reformie uczelnia przestanie być federacją wydziałów. Będzie jednym wielkim organizmem, a jej struktura będzie zależała od samej uczelni.

Niewiadomą jest jeszcze rada uczelni. Ma się składać z przedstawicieli uczelni i przedstawicieli z zewnątrz. Członkiem tej rady ma być też przewodniczący samorządu studenckiego - to budzi nasze wątpliwości, bo dlaczego o sprawach uczelni ma decydować osoba, która za rok czy dwa nie będzie miała już z nią nic wspólnego? Nie wiadomo jeszcze, kto będzie wskazywał osoby z zewnątrz. Wiadomo tylko, że mają być apolityczne. Nie wszystkim się to podoba.

A.D.: Minister nauki i szkolnictwa wyższego powiedział, że politechnika ma przywódcę. Bez silnych rektorów nie ma silnych uczelni?

- Tak, rektor powinien mieć autorytet. Nie może to być osoba znikąd, musi być profesorem, a nie tylko menedżerem ze znajomością korporacyjnych zwyczajów. Musi znać się na nauce, najlepiej, by w nauce miał osiągnięcia. Wtedy nikt nie może powiedzieć takiemu rektorowi: ja wiem lepiej. Rektor powinien mieć doświadczenie. Wiele osób chce zajmować to stanowisko, ale niewielu się do tego nadaje, zwłaszcza jeśli ktoś jest przyniesiony w teczce.

M.CH.: W środowisku akademickim są obawy, że polityka dostanie się też do szkół wyższych?

- Tak, boimy się tego. Premier cały czas nas zapewnia, że ma wszystko pod kontrolą, ale tak naprawdę nie wiemy, jak będą wyglądały prace legislacyjne nad Ustawą 2.0. Jeśli każdy z posłów będzie chciał odcisnąć swoje piętno na tej ustawie, jest niebezpieczeństwo, że cała konstrukcja runie. Nawet wielką beczkę miodu można zepsuć jedną łyżką dziegciu. Do końca będziemy patrzeć politykom na ręce.

M.CH.: Jeśli Ustawa 2.0 wejdzie w życie, będzie pan spokojny o budżet Politechniki Gdańskiej?

- Sukcesem reformy, o którym jeszcze nie powiedziałem, będzie jeden strumień finansowania uczelni. Teraz obowiązuje ścisła dyscyplina finansowa i nie można przekładać pieniędzy z jednej szuflady do drugiej. Premier Gowin cały czas podkreśla, że reforma ma sens tylko wtedy, kiedy nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe wzrosną do 1 proc. PKB.

Co do nowego algorytmu podziału dotacji podstawowej dla uczelni akademickich, nie spełniamy jednego z warunków - 13 studentów na jednego nauczyciela akademickiego. By spełnić ten warunek, musiałbym gwałtownie obniżyć liczbę kandydatów przyjmowanych na studia, a tego nie mogę zrobić. Na PG zmniejszono nabór studentów w tym roku prawie o tysiąc osób, ale to za mało. Więcej się nie da, bo z otoczenia gospodarczego płyną silne sygnały o ogromnym zapotrzebowaniu na absolwentów Politechniki Gdańskiej. To byłoby działanie egoistyczne, przeciwko społeczeństwu. Powiecie: mogę przyjąć więcej nauczycieli akademickich. Ba, skąd ich wziąć? W otoczeniu gospodarczym dostają pensję dwu- lub trzykrotnie wyższą niż na uczelni. Ja im nie mogę tyle dać. Mam związane ręce.

Nowy algorytm stawia też inne warunki, m.in. jakość kadry naukowo-dydaktycznej oraz umiędzynarodowienie uczelni. I nad tym musimy pracować.

ROZMAWIALI MIKOŁAJ CHRZAN I ANNA DOBIEGAŁA
[autor fot./rys] RENATA DĄBROWSKA / AGENCJA GAZETA
RP-OGD

Tekst pochodzi z Internetowego Archiwum Gazety Wyborczej Gazety Wyborczej . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez odrębnej zgody Wydawcy zabronione.

© Archiwum GW 1998, 2002, 2004

© 2015 Perspektywy.pl   O nas | Patronaty | Zastrzeżenia prawne | Znak jakości | Sklep | Reklama | Kontakt