MegaBaza edukacyjna Perspektywy®


Rozmowa z prof. dr. hab. inż. Tadeuszem Słomką, przewodniczącym Konferencji Rektorów Polskich Uczelni Technicznych (KRPUT) i rektorem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

– Panie Rektorze, jak Pan jako przewodniczący KRPUT ocenia jakość kształcenia technicznego w Polsce?

– Uważam, że kształcimy dobrze – dowodzą tego opinie przekazywane nam z centrów karier uczelni technicznych. Wyniki badań prowadzonych wśród absolwentów naszych uczelni i pracodawców wskazują, że uczelnie techniczne rzetelnie przygotowują młodych ludzi do wejścia na rynek pracy. Mamy odpowiednio skonstruowane programy studiów, kładziemy coraz większy nacisk na ważne dziś umiejętności językowe i interpersonalne, niezależnie od kierunku studiów dobrze przygotowujemy do pracy z nowoczesnymi technologiami IT. Na wszystkich uczelniach jest duża obieralność przedmiotów. Mamy też unikatowe – często na skalę Europy, a nawet świata  – wydziały, np. Wydział Odlewnictwa oraz Wydział Wiertnictwa, Nafty i Gazu na AGH. Są to jedyne tego typu jednostki o takich profilach w strukturze szkolnictwa wyższego w Polsce.

Ale koronny argument stanowi dla mnie fakt, że bezpośrednio po zakończeniu studiów ponad osiemdziesiąt procent absolwentów znajduje szybko (w ciągu paru miesięcy) zatrudnienie w zawodzie, w tym około trzech procent rozpoczyna pracę za granicą. Jeśli wziąć pod uwagę to, że kolejne siedem-osiem procent absolwentów kontynuuje naukę na studiach doktoranckich, mamy naprawdę imponujące wyniki.

Dalej: okazuje się, że wśród absolwentów, badanych siedem lat po skończeniu studiów, już ponad dziesięć procent pracuje w zawodzie za granicą. A przecież tam się nie zatrudnia osób, które są źle przygotowane!

– To są te silne, a jakie są słabe strony kształcenia technicznego w kraju?

– W moim odczuciu to przede wszystkim zbyt mało możliwości odbywania praktyk studenckich. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich kierunków technicznych, bo na przykład studenci trzeciego roku telekomunikacji, budowy maszyn czy informatyki w niemal stu procentach już pracują zawodowo, czasem dorywczo, na zlecenia, ale często także już na umowy o pracę. Ale ogólnie mamy problem z praktykami – to problem wynikający z tego, że domeną polskiej gospodarki są małe i średnie firmy, a te mogą przyjąć na praktyki zaledwie po kilka osób, podczas gdy zapotrzebowanie uczelni technicznych jest większe. I ten problem rzutuje później na losy absolwentów, którzy dłużej borykają się z szukaniem pracy, bo brakuje im wymaganego dziś powszechnie przez pracodawców doświadczenia zawodowego.

– W Polsce uczelnie techniczne oceniane są dobrze, także w rankingach ogólnych plasują się na wysokich pozycjach, nie ustępując miejsca najlepszym uniwersytetom. A jednak w klasyfikacjach ogólnoświatowych czy europejskich giniemy. Jak Pan Rektor wytłumaczy ten fakt?

– Swego czasu na AGH postanowiliśmy się temu dokładniej przyjrzeć, dlatego powołaliśmy nawet specjalny zespół do spraw rankingów. I trzeba stwierdzić jedno: dużo jest winy po naszej stronie. Nie chodzi tu nawet o jakieś zaniechania, tylko na przykład o… brak często podstawowych informacji dotyczących działalności uczelni w internecie. Musimy wiedzieć, że dziś coraz więcej rankingów opiera się właśnie na danych zamieszczonych w sieci, a polskie uczelnie techniczne zwykle wciąż jeszcze nie skupiają się na tym, by publikować takie informacje na stronach WWW. A przecież już tak prosty zabieg jak choćby zamieszczenie w internecie tematów wszystkich prac magisterskich winduje uczelnię na o wiele wyższą pozycję w klasyfikacji.

– Wydawałoby się, że nieobecność w internecie to ostatnia rzecz, z którą mogłyby sobie nie radzić uczelnie techniczne…

– A jednak! Przy czym chodzi tutaj nie o jakiekolwiek informacje, tylko o te, do których docierają twórcy rankingów i które się liczą w danej klasyfikacji. W Polsce dopiero nad tym pracujemy, powoli usuwamy te braki, zaczynamy o tym myśleć, by stać się rozpoznawalnymi na świecie, gdy tymczasem uczelnie zagraniczne robią to od lat. Jednak wierzę, że już wkrótce zaistniejemy w rankingach europejskich czy światowych, ale musimy do tego podejść metodycznie i cierpliwie poczekać na efekty podejmowanych teraz działań.

– Temat rankingów europejskich i globalnych oraz rozpoznawalności polskich uczelni technicznych na świecie nieodłącznie wiąże się z umiędzynarodowieniem tych szkół. Czy zatem umiędzynarodowienie to silna, czy słaba strona polskiego kształcenia technicznego?

– Muszę przyznać, że w tym zakresie wciąż mamy bardzo dużo do zrobienia. Kulą u nogi kształcenia technicznego w Polsce jest wciąż zbyt mała liczba studentów zagranicznych, a to oni przecież stanowią najlepszą dla nas promocję na świecie. Jeśli na AGH ogólna liczba studentów wynosi trzydzieści tysięcy, a studentów zagranicznych mamy pięciuset pięćdziesięciu uczących się w normalnym trybie oraz trzysta pięćdziesięciu z wymian studenckich, to te liczby mówią same za siebie.

I procentowo podobnie jest na wszystkich polskich uczelniach technicznych. W tym zakresie prześcigają nas nawet takie małe kraje jak na przykład Słowenia czy Słowacja, chociaż jakość kształcenia technicznego tamtejszych uczelni wcale nie jest lepsza niż w Polsce.

– Przyczyną jest za mała liczba kierunków prowadzonych w języku angielskim?

– To też, chociaż według mnie to wcale nie jest główny problem. Dziś przecież już na wszystkich uczelniach technicznych mamy tylu świetnych młodych pracowników naukowych, którzy swobodnie sobie radzą z komunikacją w językach obcych, że nie ma powodu, by mówić, że brakuje nam możliwości, by zaoferować studentom z zagranicy dobre kształcenie w języku angielskim. Owszem, jest jeszcze wciąż strach, że chętnych będzie na takim kierunku za mało, że to się nie opłaci i tak dalej. To opór niepotrzebny, bo według mnie promocja, jaką ci studenci nam zrobią wśród swoich znajomych czy rodzin, zwróci nam poniesione nakłady.

Ważniejsze jest to, że dopiero niedawno zaczęto myśleć o stworzeniu ogólnokrajowego systemu wymiany studenckiej z zagranicą [powstała Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej – przyp. red.]. To w moim odczuciu (choć nie wszyscy się ze mną zgadzają) bardzo dobry krok, który już wkrótce przyniesie efekty, jak dowodzą tego przykłady wymienionych już przeze mnie Słowacji czy Słowenii, gdzie taki państwowy system ściągania studentów z zagranicy funkcjonuje od lat.

W kontekście umiędzynarodowienia istotna jest jeszcze sprawa europejskich i światowych akredytacji. Tu wciąż mamy jako uczelnie techniczne duże wyzwanie przed sobą, bo takimi akredytacjami może się poszczycić zaledwie po parę kierunków w technicznych szkołach wyższych w Polsce. Zresztą uzyskanie takiej akredytacji to proces nie tylko bardzo mozolny, ale i kosztowny. Na przykład AGH już ponad rok temu rozpoczęła starania o amerykańską akredytację dla kierunku inżynieria mechatroniczna w języku angielskim i wydaliśmy na to już kilkaset tysięcy złotych, ale uważam, że w ogólnym rozrachunku to nam się opłaci. Spójrzmy choćby na kierunki medyczne na polskich uniwersytetach: one właśnie dzięki międzynarodowym akredytacjom od lat przyciągają wielu studentów z zagranicy.

– Studenci z zagranicy mają być receptą na coraz bardziej realne widmo niżu demograficznego, z jakim się mierzą polskie uczelnie?

– Niż to już nie widmo, to ogromny problem dotykający dziś wielu szkół wyższych w Polsce. AGH jeszcze nie notuje tak wielkiego spadku kandydatów na studia jak inne uczelnie techniczne w Polsce – oprócz jakości kształcenia, jakie oferujemy, to także efekt podejmowanych przez nas od dawna działań.

Odpowiadając na Pani pytanie: studenci z zagranicy to nie jedyna recepta na niż. Raczej wskazywałbym w tym kontekście na inne nasze aktywności, jak choćby ofertę dla dzieci w ramach programu AGH Junior (lekcje pokazowe w laboratoriach), współpracę ze szkołami różnych typów (podstawowe, gimnazja, ponadgimnazjalne) i w jej ramach prowadzenie wykładów, lekcji otwartych, wizyt promocyjnych w szkołach, projekt roku zerowego w szkołach ponadgimnazjalnych, wreszcie organizowaną przez nas od lat Olimpiadę o Diamentowy Indeks. Te działania się sprawdzają.

– Sprawdzają się też chyba medialne doniesienia o sukcesach studentów uczelni w kontekście tak modnego dziś słowa, jakim jest „innowacyjność”?

– To prawda! Kiedy myślę o działalności naszych kół naukowych, które to organizacje zresztą jako uczelnia mocno wspieramy, kiedy słucham o takich projektach jak na przykład ostatnio łódź solarna przygotowywana przez AGH Solar Boat Team czy sonda kosmiczna koła AGH Space Systems, to wiem, że mamy przyszłość. Dziś coraz częściej się mówi o tym, że trzeba zejść z innowacyjnością do studentów – a my to robimy od lat, zresztą podobnie jak wiele innych uczelni technicznych w Polsce.

Nie ma bowiem lepszej możliwości uczenia i podsycania kreatywności czy wyobraźni – tak nieodzownych inżynierowi – niż danie szansy na realizację własnych, czasem zdawałoby się szalonych (przykładowo drukarka 3D z klocków Lego wymyślona na AGH) czy śmiesznych (robot nalewający alkohol) pomysłów młodych ludzi.

Skoro mówimy o innowacyjności: do znudzenia powtarzam, że innowacyjność jest ściśle skorelowana z nakładami finansowymi. Nasza polska innowacyjność jest więc na poziomie polskiej gospodarki, ale – co ciekawe – nasza nauka pod względem jakości stoi wyżej niż nasza gospodarka. Dlaczego? Liczy się tu baza, która jest potężna i za kilka lat przyjdą rezultaty wkładanych teraz wysiłków uczelni w tworzenie tych zasobów, jestem tego pewien. Ale przede wszystkim ważne jest to, że musimy nadrabiać głową to, na co nie mamy pieniędzy. I to robimy, bo innego wyjścia nie mamy.

– Był Pan Rektor obecny na zorganizowanym niedawno przez Perspektywy Forum Liderów Kształcenia Inżynierskiego. Jakie wnioski z tego spotkania uważa Pan Rektor za najważniejsze?

– Wciąż zmierzamy, myślę tu o uczelniach technicznych, do lepszej współpracy z biznesem, przemysłem, jeśli chodzi o programy studiów. Zależy nam bowiem na konstruowaniu takich programów, które nie tylko w deklaracjach na papierze będą odpowiadać potrzebom rynku pracy, ale faktycznie będą się do tych potrzeb odnosić.

Według mnie dobrym sposobem realizacji tego zamierzenia jest wprowadzenie kształcenia „na zamówienie”. Oczywiście należy tu zachować proporcje, to musi być wciąż kształcenie ogólne z dołożonymi elementami wiedzy i umiejętności odpowiadających potrzebom konkretnej firmy. Jednak problemem Polski, co wybrzmiało właśnie w czasie Forum, jest przewaga w gospodarce sektora małych i średnich firm, które ze względu na swoje niewielkie zasoby (ludzkie, finansowe) są niezbyt przychylne współpracy czy wspomnianej wyżej innowacyjności.

Więc choć wszystkie uczelnie techniczne mają podpisanych setki umów z przedsiębiorstwami (na przykład AGH ma ponad tysiąc takich umów), to nie chodzi o ilość tych zobowiązań, ale o realizowanie wynikających z nich postanowień. A z tym już bywa różnie.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała:

Magda Tytuła

Prof. Tadeusz Słomka, ukończył Technikum Geologiczne w Krakowie i studia na Wydziale Geologiczno-Poszukiwawczym Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Przez 12 lat kierował Katedrą Geologii Ogólnej, Ochrony Środowiska i Geoturystyki, był prodziekanem i dziekanem Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska (dwie kadencje), prorektorem Akademii Górniczo-Hutniczej (dwie kadencje), a od 2012 r. jest rektorem Akademii Górniczo-Hutniczej. Doktor honoris causa Shibaura Institute of Technology oraz Przykarpackiego Uniwersytetu Narodowego im. Wasyla Stefanyka w Iwanofrankowsku. W październiku 2016 r. został uhonorowany również godnością Profesora Honorowego Politechniki Wrocławskiej.

© 2015 Perspektywy.pl   O nas | Patronaty | Zastrzeżenia prawne | Znak jakości | Sklep | Reklama | Kontakt