Skubanie lektur

Lektury są strasznie długie. Mimo to trzeba je przed maturą powtórzyć. A być może nawet przeczytać od nowa. Nie od deski do deski, gdyż to zbyt męczące i mało efektywne. Najlepiej czytać troszkę tu, a troszkę tam, podobnie jak w Alicji w krainie czarów, kiedy gąsienica radzi Alicji skubnąć grzyb raz z jednej, a raz z drugiej strony. Tak samo należy powtarzać lektury, czyli skubiąc je to tu, to tam.

Warto np. trochę powtórzyć treść i trochę poczytać o formie dzieła, a na deser skubnąć kawałeczek biografii autora. Niczego jednak nie jemy w całości, bo można się przejeść i nabawić wstrętu do jakiegokolwiek kontaktu z literaturą.

Kiedy nie czyta się całości, lecz najważniejsze fragmenty, bez większego problemu udaje się w ciągu jednego dnia skubnąć kilka lektur naraz, a czasem wręcz całą epokę. Od razu człowiekowi zrobi się lepiej na duszy, gdy w ciągu jednego posiedzenia powtórzy parę lektur i przypomni sobie np. cały romantyzm. Tak właśnie należy przygotowywać się do egzaminu dojrzałości - wielkim pędem. Maturzysta nie może być żółwiem. Musi pędzić od jednej porcji materiału do drugiej. Nie ma co rozsmakowywać się w swoim ulubionym tekście czy w ukochanej epoce. Przecież trzeba powtórzyć całość materiału.

Skubiąc lektury, niewątpliwie gubimy całkiem sporo tekstu. Czegoś zawsze się nie zauważy. To nic nie szkodzi. Nie wszystkie sensy zawarte w dziele wymagane są na egzaminie. Zwykle uczeń wypada całkiem efektownie, jeśli omówi podany w teście fragment lektury oraz zrobi wypad do kilku podobnych tekstów (mogą to być fragmenty tego samego dzieła albo o zbliżonej tematyce), czyli wprowadzi odpowiedni kontekst.

To prawda, że znając fragmenty można popaść w nieporozumienie. Cóż, drobne nieporozumienie bardzo często pomaga w pisaniu, gdyż rozwija wyobraźnię i zachęca do stawiania śmiałych tez. Należy tylko unikać zmyślania, gdyż wtedy łatwo o popełnienie błędów merytorycznych. Lepiej więc, aby przy pisaniu wypracowania nie rozpraszała maturzysty własna wyobraźnia - niech każdy skupi się na zadanym do analizy tekście, a wtedy znajdzie w nim sporo informacji i nie będzie musiał brać czegoś "z sufitu".

A jednak trochę wyobraźni się przydaje. Można sobie chociażby wyobrazić, że jesteśmy w trakcie zakupów w hipermarkecie. Nie ma sensu zatrzymywać się zbyt długo przy jednym regale. Wprost przeciwnie. Jeśli nawet jakieś miejsce nas za bardzo wciągnęło, trzeba się z niego jak najszybciej wyrwać i iść dalej. Tu się chodzi przez wszystkie działy i ogląda różne towary, czyli - odnosząc to do lektury - omawia się po trochu każdy aspekt dzieła. Oczywiście nie ma co marzyć o przeglądaniu towarów z absolutnie wszystkich półek, na których autor poustawiał sensy swojego dzieła. Wystarczy obejrzeć towar z najwyższych półek, a pozostałą część dostawy można sobie darować.

Gdyby komuś przyszło do głowy streścić całą lekturę, lepiej niech tego nie robi. Jeśli kogoś nie przekonuje przykład z robieniem zakupów w hipermarkecie, niech sobie wyobrazi, że pisanie wypracowania przypomina wędrówkę po górach. Chodzi o to, aby wejść na wierzchołek wysokiej góry. Jak już się wejdzie na szczyt, to wtedy ma się doskonały widok na okolicę. A jednak nikt nie będzie wiecznie kontemplować terenu po prawej stronie góry, tylko rozejrzy się po całej okolicy, a być może pójdzie nawet zdobywać następny wierzchołek.

Tak samo na egzaminie nie należy wiecznie omawiać jednego aspektu lektury (np. przygód bohatera), opisując to od A do Z czy wdając się w niepotrzebne szczegóły. Trzeba po prostu wybrać z całego tekstu najważniejsze sensy (np. trochę z treści, trochę z formy), a drobiazgi i skrupulatność zostawić studentom filologii polskiej. Niech się biedni biedzą nad każdym szczególikiem, na który nie zwróciłby pewnie uwagi nawet sam autor.

Konkretne działanie oczywiście zależy od celu zawartego w temacie pracy stylistycznej. Zdarza się, że temat pozwala na opracowanie wyłącznie podanego fragmentu bez odnoszenia się do całości dzieła (to wprawdzie wyjątek, ale można na niego trafić). Warto też pamiętać, że poziom podstawowy dotyczy głównie rozumienia treści lektury, a na poziomie rozszerzonym wymagana jest także znajomość cech artystycznych danego tekstu. Nawiasem mówiąc, lektura szkolna nie jest niczym świętym, więc można ją poszatkować do woli. Jak nie bardzo wiadomo, co zrobić z konkretną lekturą, trzeba po prostu coś z niej skubnąć, niejako spróbować ugryźć tam, gdzie się da. A potem pójdzie lepiej. Temat każdego wypracowania jest tak ułożony, że uczeń ma wszystkie potrzebne materiały na wyciągnięcie ręki. Wystarczy jedynie pochylić się nad tekstem lektury i coś na chybił trafił skubnąć.

Tylko nie wolno przymierzać się do tekstu jak pies do jeża. Odwagi. Lektura nie gryzie. Zresztą niektórzy uważają, że wszystkie lektury smakują tak samo. W każdej nic tylko miłość, cierpienie i śmierć. Trzeba być literackim maniakiem, aby się znać na wszystkich szczegółach i wiedzieć o wszystkim od początku do końca. Dla normalnych ludzi jest wiedza częściowa. Częściowa nie znaczy jednak, że żadna. Wiedza o urywkach jest do zdobycia dla każdego, a zatem - jeśli ktoś nie jest molem książkowym - musi się zdać na skubanie lektur.

Nawet nie mając pomysłu na kompletną rozprawkę, można, skubiąc lekturę to tu, to tam, całkiem sporo napisać. Nim się człowiek obejrzy, a już dzięki ciągłemu skubaniu fragmentów złoży w całość obszerną pracę stylistyczną. Najważniejsze tylko, aby iść do przodu i nie skubać do łysa jednego jedynego miejsca w tekście. Trzeba przechodzić od jednego miejsca w tekście do drugiego i brać z nich to, co przydatne do tematu. Reszta jest dla moli książkowych.

Czasem uczeń ma wrażenie, że całe połacie tekstu zupełnie nic nie znaczą. I ma wtedy ochotę nie zwrócić na nie nawet najmniejszej uwagi. No cóż, zdarza się każdemu trafić na pustynię, jednak nawet na pustyni trafiają się oazy. Jedni trafiają na takie ożywcze oazy przypadkiem, a inni - posiadający mniej szczęścia - muszą się bardzo wysilić, aby je odnaleźć. Najczęściej maturzyści otrzymują tekst łatwy w czytaniu, ale wielu osobom coś psuje szyki i zaczynają wtedy myśleć, że tekst jest bardzo trudny. To żadna tajemnica, że egzamin maturalny z języka polskiego jest bardzo trudny dla osób, które nie potrafią sprawnie przechodzić od jednego miejsca tekstu do drugiego, od jednego bohatera do następnego, od jednego wydarzenia do kolejnego. To nie lektura jest trudna, tylko niewłaściwe do niej podejście powoduje, że wydaje się ona niezrozumiała.

Lektury są najczęściej ogromne i przez to wydają się być trudne do zrozumienia. Gdy myśli się o nich jako całości, nie sposób się z nimi uporać. A jednak te trudne i długie lektury mogą być krótkie i łatwe zarazem. Wystarczy posłuchać rady gąsienicy z Alicji w krainie czarów i skubać je trochę tu i trochę tam. Nigdy zaś w klasie maturalnej nie przymierzać się do przetrawienia całości. Na pochłanianie całości był czas w poprzednich latach nauki. Jeśli ktoś tego nie robił wcześniej, teraz niech nawet nie nastawia się na całość, tylko bierze się za systematyczne i szybkie skubanie wielu tekstów.

Drodzy maturzyści, lektury z języka polskiego czekają - trzeba je oskubać.

Dariusz Chętkowski