Szczęśliwe zakończenie - jak napisać wypracowanie z polskiego?

Część III - Zakończenie

Koniec wieńczy dzieło. Cała praca na nic, gdy nie potrafimy jej umiejętnie zakończyć. Dobre wrażenie, jakie zrobiliśmy trafnym wstępem i głębokim rozwinięciem, pryśnie niczym bańka mydlana. Dlatego zakończenia pracy stylistycznej nie należy lekceważyć. Szczególnie gdy chodzi o egzamin maturalny z języka polskiego.

Punkty za zakończenie

Ostatnia część wypracowania maturalnego jest oddzielnie oceniana. Przewidziano dla niej aż trzy punkty. A można stracić jeszcze więcej, gdy w ogóle nie podsumujemy swoich wywodów. Wtedy nie tylko otrzymamy zero za zakończenie, ale dodatkowo stracimy kilka punktów za kompozycję. Zamiast pięciu (idealna trójdzielna budowa), dostaniemy najwyżej trzy (właśnie za brak trójdzielności). Pominięcie ostatniej części pracy stylistycznej grozi zatem utratą pięciu punktów. To sporo, gdyż aż 10 procent całości (za idealne wypracowanie można na poziomie podstawowym uzyskać 50 punktów).

Zakończenie to istotne miejsce pracy stylistycznej. Szczególnie ważną rolę odgrywa w tekście, który podlega ocenie eksperta. W ostatnich zdaniach pracy następuje spotkanie autora i recenzenta. Ty kończysz swoje dzieło, a egzaminator właśnie zaczyna. Oczywiście, mówimy o sumiennym sprawdzaniu, które wymaga, aby pracę przeczytać co najmniej dwa razy. Pierwszy raz, żeby zapoznać się z tekstem i wyrobić sobie zdanie, a drugi raz, aby skrupulatnie ocenić. I właśnie po przeczytaniu ostatnich zdań wypracowania egzaminator zaczyna przyznawać punkty. Czyta ponownie, ale teraz już wie, z kim ma do czynienia. Zakończenie upewniło go, że praca jest dobra bądź zła. Człowieka poznaje się po tym, jak kończy. To powiedzenie odnosi się także do sztuki zdawania egzaminów.

Budowa zakończenia

Zakończenie przypomina pracę w pigułce. Nie tylko pod względem treści, ale także formy. Nic dziwnego, że powinno mieć – podobnie jak całe wypracowanie – trójdzielną budowę. W klasycznej teorii pisania wyodrębnia się następujące elementy:

  1. Przypomnienie tematu i celu pracy.
  2. Podkreślenie głównych punktów, czyli podsumowanie, wnioskowanie.
  3. Sformułowanie końcowe albo inaczej konkluzja, czyli wniosek z wniosków.

Aby osiągnąć taką strukturę, zakończenie nie może zostać wyrażone jednym czy nawet dwoma zdaniami. Wprawdzie to niej jest najdłuższa część pracy, ale na pewno nie najkrótsza. Powinna być przynajmniej tej samej długości co wstęp lub trochę więcej.

Niektórzy mają z tym problem i piszą albo za krótkie, albo za długie zakończenie. I tak źle, i tak niedobrze. Nie ulega wątpliwości, że powinno być w sam raz, zwykle ok. 10-15 procent całej pracy, czyli np. pół strony. Wielu egzaminatorów wyznaje zasadę, że sztuka pisania to sztuka skracania. Uważają oni, że koniec wypracowania sprawdza ważną umiejętność, jaką jest syntetyzowanie materiału. Wstęp miał na celu zaciekawić, rozwinięcie – analizować i interpretować, a zakończenie – syntetyzować, czyli ujmować wiele treści w nieliczne wnioski. Zakończenie ma się tak do rozwinięcia jak esencja do gotowego napoju. Musi więc być maksymalnie „gęsta”. To nie pora, aby lać wodę – tu trzeba krótko i treściwie podać istotę całej pracy.

Zły koniec

Zakończenie nie może przypominać wstępu, ma być całkowicie odmienne. Jeśli dałoby się zamienić zakończenie ze wstępem i praca na tym niewiele by straciła, a może nawet zyskała, to znaczy, że koniec jest zły. Tak nie można wieńczyć dzieła. Jeśli zakończenie jest esencją, rozwinięcie rozwodnionym nieco napojem, to wstęp przypomina zapach – zachęca do skosztowania, czyli zapoznania się z pracą. Cele zakończenia są zupełnie inne. Powinno zawierać zsyntetyzowane myśli, które czytelnik łatwo zapamięta i – w razie potrzeby – wykorzysta w przyszłości. Dlatego zakończenie to nie wstęp, tak jak esencja to nie sam zapach.

Niedobrze, jeśli podsumujemy częściowo. W kluczu oceniania istnieją takie pojęcia, jak próba, niepełne oraz pełne zakończenie. Próba jest wtedy, gdy chcemy, ale nie możemy. Wprawdzie zainicjowaliśmy podsumowanie, jednak na tym poprzestaliśmy. Zabrakło nam sił albo czasu na ciąg dalszy. Niepełne zakończenie jest wtedy, gdy wnioski nie dotyczą wszystkich punktów rozwinięcia. Na przykład podsumowaliśmy losy bohaterów, a zapomnieliśmy o istotnym fakcie, że nasza praca dotyczy literatury, epok, autorów, gatunku, stylu itd. Nie piszemy o życiu ludzi z krwi i kości, lecz o postaciach wykreowanych przez pisarzy. Niepełne zakończenie to częsty błąd na maturze.

Źle, jeśli kończymy pracę banalnie. Zamiast rzeczowo podsumować, chwalimy pisarza, a jego dzieła polecamy wszystkim do przeczytania. To bardzo zły styl. Dopuszczalny tylko w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Kilkuletnie dziecko może zakończyć pracę wyznaniem, że bardzo mu się podobała bajka o Czerwonym Kapturku, dlatego zachęca wszystkie dzieci, aby koniecznie ją przeczytały. Co jednak wolno dziecku, tego nie powinien robić maturzysta. Dlatego niedopuszczalne jest pisanie we wnioskach, że Słowacki był wielkim poetą, a jego poezja zapewniła nam chwile prawdziwych wzruszeń i dostarczyła niezapomnianych przeżyć. Jeśli zakończymy pracę w ten sposób, wyjdziemy na idiotę.

Niedobrze, jeśli na koniec pracy wprowadzimy nowe treści. Taki zabieg sugeruje, że planujemy kontynuować wypracowanie i napisać jego drugą część. Jednak matura to zdarzenie jednorazowe. Nie przewiduje się sequelu ani tym bardziej serialu. Dlatego maturzysta musi swój tekst ewidentnie zakończyć. Wprowadzanie nowych informacji w finiszu dzieła to błąd. To tak, jakby lekarz po zaszyciu rany, zamiast zawiązać supeł i uciąć nić, kończąc w ten sposób pracę, przypomniał sobie o czymś i zabierał się za rozgrzebanie rany. Nowe treści w zakończeniu to bardzo nieprofesjonalne działanie.

Zdarza się, że maturzysta kończy pracę na odczepnego. Pisze cokolwiek, byle tylko mieć z głowy robotę. Taki sposób pracy przekonuje egzaminatora, że autorowi nie zależy na ocenie. Cały tekst wypada wtedy blado. Trudno się spodziewać, aby nieambitny uczeń napisał ambitną pracę. Dlatego koniecznie należy na koniec egzaminu wykrzesać z siebie iskrę bożą i napisać coś budującego i wartościowego. Niech sprawdzający wie, że mimo błędów i usterek, jakie niewątpliwie się pojawiły wcześniej, młody człowiek mierzy wysoko. Przez trudy, ale do gwiazd, a nie na maturalny śmietnik, gdzie otrzymuje się minimum punktów. Zakończenie jest więc po to, aby pozostawić po sobie dobre wrażenie, a nie niesmak.

Jak dobrze zakończyć?

Najbardziej popularne jest zakończenie streszczające. Polega ono na przypomnieniu głównych myśli wypracowania. Wygląda to jak szkielet pracy. Łatwo tak zakończyć, gdy w brudnopisie zrobiło się plan tekstu. Teraz wystarczy wszystko uporządkować i przepisać na czysto. Od siebie trzeba dodać tylko konkluzję, czyli zdanie ostatecznie zamykające dzieło. Innym sposobem na takie zamknięcie pracy jest przepisanie najważniejszych zdań z rozwinięcia. Warto wcześniej przy ciekawszych myślach postawić jakiś znak na marginesie, dzięki temu łatwiej będzie te zdania znaleźć. Dobrze jest nie przepisywać ich żywcem, lecz trochę zmienić.

Innym prostym sposobem zakończenia pracy jest pochwalenie się, co zrobiłem w rozwinięciu, jakie mądre rzeczy napisałem, co ustaliłem. Takie zakończenie to nic innego jak autoprezentacja. Wyobraźmy sobie, że komisja egzaminacyjna dała nam tylko minutę czasu na pokazanie swojego dzieła. Przeczytamy więc zakończenie, podkreślając własną inicjatywę, twórcze myślenie i nowatorskie rozwiązania. Na pewno wykonaliśmy kawał dobrej roboty. I to właśnie należy uświadomić egzaminatorowi. W tym celu warto posłużyć się takimi zwrotami, jak Wykazałem, że..., Udowodniłem..., Przedstawiłem argumenty, które dowodzą, iż.... Nie popadajmy tylko w przesadę. Pamiętajmy, że piszemy o mistrzach pióra, więc nie próbujmy ich przyćmić.

Jeśli ktoś woli skromniejsze sposoby, powinien posłużyć się metodą, która polega na zaokrągleniu tematu i podkreśleniu głównych myśli. Wyobraźmy sobie czytelnika, który chce wiedzieć, o co konkretnie nam chodzi. A zatem co jest dla nas najważniejsze w tym długim przecież wywodzie, jakim było rozwinięcie. Teraz przyszła pora, aby podkreślić wartość materiału. Nie naszą wartość, ale tego, co napisaliśmy od początku aż do tej chwili. Teraz krótko i treściwie napiszmy, którą myśl stawiamy na pierwszym miejscu, która zajmuje miejsce drugie, a która trzecie. Jeśli zrobimy to na tyle sprytnie, aby czytelnik nie miał wątpliwości, kto zwyciężył, a kto przegrał, zasłużyliśmy na medal.

Powyższa metoda jest odpowiednia tylko dla osób zdecydowanych. Jeśli jednak ktoś ma z tym problem, powinien pomyśleć o czymś innym. Młodzież, podobnie zresztą jak seniorzy, lubi pouczać innych. W życiu lepiej tego unikać, natomiast na papierze można sobie pozwolić na dydaktyczną nutę. Zakończenie przypomina wtedy receptę. Traktujemy wówczas czytelnika jak kogoś, kto chce się dowiedzieć, co ma po przeczytaniu naszej pracy konkretnie zrobić. Nie każdy temat nadaje się do takiego podsumowania, ale na maturze trafiają się one często. Piszemy zatem zakończenie, które pobudza do działania i wyznacza listę celów do zrealizowania. Tylko nie przesadzajmy z oczekiwaniami.

Kończ, wstydu oszczędź

Nie powinno się przedłużać niepotrzebnie zakończenia. To nie jest druga praca, lecz jej podsumowanie. Nic tak nie drażni jak niemożność sformułowania końcowej myśli. Dlatego kończmy, choćby to oznaczało, że nie wszystko jeszcze napisaliśmy. Zakończenie nie jest miejscem, w którym chcemy rozwijać kolejne wątki tematu. Tę możliwość mieliśmy w poprzedniej części pracy.

Nawet jeśli jesteś wykończony i masz głowę pełną czarnych myśli, nie dziel się nimi z czytelnikiem. Pamiętaj, że Twój koniec nie jest końcem pracy osoby sprawdzającej, lecz dopiero początkiem. Dlatego ostatnie zdania tekstu powinny być pozytywne, optymistyczne, ale nie naiwne. Napisz coś mądrego. Niektórzy maturzyści kończą pracę słowami jakiegoś geniusza. Jeśli cytat jest dobrze dobrany, egzaminator przekonuje się, że młodzi ludzie potrafią być erudytami. Twój polonista byłby z Ciebie dumny.