Matura na ostrzu noża

Maturzyści z roku na rok są coraz bardziej pomysłowi podczas zdawania ustnego egzaminu z języka polskiego. Abiturienci przebierają się za bohaterów lektur, wcielają w pisarzy z dawnych epok, posługują się najbardziej niezwykłymi rekwizytami, korzystają z nowoczesnej techniki. Krótko mówiąc, stają na głowie, aby olśnić komisję.Czegoś takiego szkoła nigdy nie widziała! Wielu licealistom rzeczywiście udaje się zachwycić egzaminatorów, czego efektem jest upragnione zdanie "na maksa", czyli na 100%.

 

Niektórzy uczniowie posuwają się o krok za daleko i tak szokują komisję, że ta waha się, czy egzaminu nie przerwać, a delikwenta nie wyprosić. W efekcie wynik możliwy do uzyskania jest minimalny - 30%. I tak dobrze, może być też dyskwalifikacja.

Na maturze często przeżywam, razem z kolegami polonistami, niejedno dziwactwo nastolatków, którzy chcą świetnie zdać egzamin, ale nie wiedzą jak to zrobić. Więc próbują... Szczególną pomysłowośc wyzwala ubiór oraz rekwizyt.

Niezwykły język miłości

Było ciepło, ale Aśka weszła na egzamin ubrana w gruby lniany płaszcz, który nie pozwalał jej swobodnie się poruszać. Z trudem usiadła na krześle. Posiedziała chwilę, następnie zdecydowała się wstać. Nie miała żadnych materiałów pomocniczych, tylko kartkę z planem wypowiedzi i ten dziwny strój. Oznajmiła, że będzie mówić o miłości od średniowiecza do współczesności. Omawiając uczucie Izoldy do Tristana, wskazała na swój strój, twierdząc, że prawdopodobnie tak nosiła się średniowieczna dama (spojrzałem na pozostałych egzaminatorów z wyrazem zdziwienia). Tymczasem dziewczyna zaczęła opowiadać o zranionym uczuciu Ofelii do Hamleta, równocześnie zdejmując kaftan. Pod spodem miała suknię szytą podobno według mody z końca XVI wieku. Aśka wskazała na swoją łabędzią szyję i piękne dłonie, które to cechy podkreślał krój ubioru. Po chwili znowu zdjęła część szat, objaśniając, że teraz wskaże cechy miłości sentymentalnej. Jej nowy strój podkreślał tym razem piersi oraz talię.

W tym momencie ktoś z komisji poprosił mnie o plan wypowiedzi dziewczyny. Zresztą pomyślałem o tym samym: - Czy abiturientka ukaże nam ubiór współczesnej kochanki? Tymczasem uczennica pominęła strój libertyński (całe szczęście) i wkroczyła dumnie w wiek XIX - jeszcze bardziej ścisnęła się w talii, pokazała stopy, a w wypowiedzi przewijało się słowo kibić. - Nie było zatem tak źle - pomyślałem. Co będzie jednak w wieku XX? Niestety, padły słowa gorset oraz kapelusz. Starałem się patrzeć na kapelusz. Potem zauważyłem, że jednak gorsetu nam nie pokazała. Dalej była mowa o swobodzie obyczajowej w okresie międzywojennym. Aśka odpięła część sukni, pokazując łydki i kolana. Szybko przeszła do czasów po II wojnie światowej, odsłoniła plecy i jeszcze bardziej nogi. W tym momencie powiedziałem, że czas jej się kończy, dlatego proszę, aby krótko podsumowała. Wszystkim kamień spadł z serca, ale dziewczyna była niezadowolona, że nie może kontynuować. No cóż, prezentacja nie może trwać w nieskończoność.

Aśka nie jest jedyną osobą, która wykorzystuje swój ubiór do zilustrowania treści wystąpienia. Czasem trudno było oprzeć się wrażeniu, że matura jest "nowa: głównie z powodu rewolucji w ubiorze. Dlatego gdy w końcu dziewczyna wchodzi w stroju staromaturalnym (biała bluzka, czarna dłuższa spódnica), komisja jest najbardziej zadowolona. Mężczyźni bardzo rzadko ulegają pokusie wyrażania strojem treści swego wystąpienia. I bardzo dobrze.

Co o tym myślą inni poloniści?

Anna Ciołek (doświadczony egzaminator): - Regulamin egzaminu ustnego nie precyzuje, jak ma wyglądać strój maturzysty. Można przyjąć jednak, że sugeruje, iż zdający może dopasować go do prezentowanego tematu. Jeśli uczeń przebierze się z wyczuciem, strój może być uzupełnieniem prezentacji, wprowadzić w jej temat i nastrój. Dla ucznia nieśmiałego, mniej wymownego może stać się rodzajem maski, za którą ukryje silne emocje.

Piotr Bożek: - Chciałbym zobaczyć na egzaminie maturalnym tradycyjny strój, aczkolwiek jeśli zdający ubierze się według własnego uznania, to nie będzie to miało wpływu na ocenę. Wiem, że starsi koledzy popierają strój dostosowany do tematu, więc ja też nie mam nic przeciwko temu. Oczywiście tradycję też należy popierać.

Stanisława Mordal (polonistka ciesząca się znacznym autorytetem): - Podoba mi się tradycyjny odświętny strój szkolny (biała bluzka, granatowa spódnica - u dziewcząt, u chłopców - koszula, krawat, ciemny garnitur). Uważam, że ten typ ubioru jest skromny i elegancki zarazem, podwyższa rangę egzaminu, świadczy o kulturze zdającego i szkoły, ale nie wprowadzałabym tu ograniczeń i odgórnych ustaleń. Zostawiłabym tę decyzję samym zdającym.

Jadwiga Kolanek-Kraul (doświadczony egzaminator): - Uważam, że wybór stroju należy pozostawić uczniowi. Jeśli dopasowanie ubioru ma mu pomóc w wystąpieniu, to niech się przebiera stosownie do epoki czy tematu, który prezentuje.

Stanisława Mordal: - Prezentacja maturalna dzięki tym oryginalnym strojom staje się ciekawsza, pełniejsza, bardziej barwna i oryginalna, świadczy o pomysłowości zdającego, jego inwencji twórczej, znajomości tematu nie tylko z dziedziny literatury, ale również sztuki, kultury itp.

Anna Ciołek: - Jednak uczeń powinien mieć świadomość, że jest to egzamin, a nie przedstawienie teatralne.

Stanisława Mordal: - Czasami rzeczywiście mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią. Nie może ta część prezentacji dominować nad innymi, należy zachować umiar i zdrowy rozsądek. Strój nie może krępować ruchów zdającego ani być pancerzem. Jeśli jest zakładany na siłę, bez związku z tematem, prezentacja sprawia wrażenie sztucznej, przesadnej.

Piotr Bożek: - Słyszałem, że pewien maturzysta przyszedł na egzamin ustny w stroju plażowym (podkoszulek, spodnie do kolan) i zdał, ponieważ mówił sensownie.

Krwawe lektury

W porównaniu z filmami, które ogląda młodzież, lektury szkolne można nazwać delikatnymi. Trudno w nich o atrakcyjne sceny gwałtownego umierania, np. wsysanie przez silnik odrzutowca grupy pechowych podróżnych czy zabijanie przez wymyślne tortury (przebijanie oczodołu czy wykrawanie mózgu). W znanej uczniom literaturze nie ma nic na miarę dzisiejszych czasów. A jednak matura potrafi wyzwolić wyobraźnię. Byłem już świadkiem kilku makabrycznych scen, których bohaterami byli uczniowie. Przyznam się, że doszło nawet do tego, że zadrżałem z lęku o swoje życie.

Pracowałem jako tzw. zewnętrzny egzaminator, czyli w obcej szkole. Zapisałem, że chłopiec ma na imię Adam, i zacząłem go obserwować. Był zdenerwowany, chociaż wybrał ulubiony temat wielu polonistów - zwyczaje staropolskie w Panu Tadeuszu. Stwierdził, że potrzebuje trochę czasu na rozłożenie materiałów, co wykorzystaliśmy na krótką przerwę. Wiadomo, kawa, herbata, poza tym to dobra okazja, aby zdający się uspokoił. Po powrocie do sali nie zwróciliśmy uwagi, że z kilku ławek z boku dosłownie wylewa się broń wszelkiej maści. Broń biała do kłucia, cięcia, wbijania, dźgania i rozszarpywania, do wszystkiego - noże, szable, krótkie, długie, proste i wygięte. Także pistolety, jakaś flinta, a może nawet coś innego, ale ja się na tym nie znam. Nabite czy nie - trudno wyczuć. Gdy abiturient zaczął mówić o zwyczajach, okazało się, że rozumie je specyficznie - jako walkę. A do tego potrzebna jest broń. No i się zaczęło. Temat niefortunnie ograniczony do jednego tylko elementu staropolskiego zwyczaju - do walki, na ławkach broni bez liku, chłopak niemiłosiernie zdenerwowany. Gadał bez sensu, bo tylko o jednym, ale zdał. Jak to się stało, do dziś nie mogę zrozumieć. To znaczy nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że wniósł do szkoły cały arsenał. Bo to, że musi zdać, było oczywiste. Czyż można było zachować się inaczej? W końcu egzaminator też człowiek.

Gdy się już wszyscy otrząsnęliśmy, sprawdziliśmy, czy następni uczniowie nie mają równie skutecznych rekwizytów. Później młodzież żartowała, że do tej komisji nie można wnosić żadnych sierpów do ścinania zboża (a propos wsi spokojnej, wsi wesołej Kochanowskiego), nie wolno wchodzić z kosą w ręku i sznurem na szyi (w związku z Weselem Wyspiańskiego), zabronione jest posiadanie petard (nie wiem, dla jakiej lektury). Pierwszemu się udało, a pozostałym już nie. Czy to sprawiedliwe?

Kto wchodzi pierwszy na egzamin, ten ma lepiej. Komisja też uczy się na błędach. W ogóle w poprzednich latach maturzyści mieli lepiej. O wiele więcej im było wolno niż tegorocznym. Dlaczego? Po prostu wcześniej nikomu nawet się nie śniło, do czego zdolna jest nasza młodzież. Teraz poloniści chcą wszystkich przypilnować. Poza tym wzrosło zagrożenie terroryzmem, więc posiadanie podejrzanych rekwizytów może zostać uznane za próbę dokonania aktu terrorystycznego. Niech więc nikt nie przynosi nawet atrap broni do szkoły. Pod żadnym pozorem.

Co o wymyślnych rekwizytach myślą inni poloniści?

Jadwiga Kolanek-Kraul: - Myślę, że dopuszczalne są takie rekwizyty, które naprawdę pomagają uczniom w porządkowaniu wypowiedzi, przypominają o kolejności argumentów, polecam plakat.

Anna Ciołek: - Rekwizyt nie powinien przytłaczać treści, lecz pomagać w jej zrozumieniu. Nie może być w prezentacji zbyt wielu rekwizytów, ponieważ one powinny pomagać w prezentacji, a nie ją zastępować.

Stanisława Mordal: - Rekwizyty powinny wyraźnie nawiązywać do tematu, coś symbolizować lub ciekawie nawiązywać do zagadnienia. Lubię rekwizyty wykonane własnoręcznie przez uczniów. Natomiast odradzam używania rekwizytów nieestetycznych, uszkodzonych, brudnych, zakurzonych, niedbale wykonanych. Nie należy też przesadnie upiększać pracy lub na siłę czynić ją oryginalną.

Piotr Bożek: - Należy dać możliwość dowolności, chyba że maturzysta posunąłby się za daleko, np. przynosząc narzędzia, które towarzyszyły bohaterowi w popełnieniu zbrodni. Według mnie siekiera Raskolnikowa to przesada, ale dwa nagie miecze z Krzyżaków gotów byłbym zaakceptować. Dobrze byłoby zaskoczyć komisję oryginalnością, ale nie chamstwem czy bezmyślnością.

Stanisława Mordal: - Dobrze dobrane rekwizyty ukierunkowują egzaminatora w rozmowie ze zdającym na postawienie właściwych pytań. Są ważne zarówno dla zdających, jak i dla egzaminatorów. Pomoce i rekwizyty mogą być użyte, ale w rozsądnej ilości i wielkości.

Piotr Bożek: - Rada moja jest taka, żeby nie ograniczać się do plansz czy rysunków, ale z powodu oryginalności użytego rekwizytu nie chciałbym się spalić ze wstydu lub wystraszyć.

W niejednej szkole pomysłowość licealistów wymyka się spod kontroli nauczycieli. Są jednak takie placówki, gdzie poloniści czuwają nad każdym krokiem maturzystów. Bez względu na podejście egzaminatorów do prezentacji z języka polskiego, młodzi ludzie zawsze chcieli wyróżniać się oryginalnością i raczej nic tego nie zmieni - ani nakazy, ani zakazy.

Dariusz Chętkowski