Problem pustej głowy

Uczucie pustki w głowie przytrafia się każdemu, kto przystępuje do egzaminu. Dopada zarówno tych, którzy nie szczędzili trudu, aby dobrze się przygotować, jak i całą resztę mniejszych bądź większych leni, zdolnych i przeciętnych. Bowiem pustka to stan psychiki, nagłe poczucie intelektualnej zapaści w obliczu stresu egzaminacyjnego, a nie obiektywny stan wiedzy. Poza tym można  zwyczajnie mieć pecha i nie trafić w temat. Pustka najczęściej mija po paru sekundach.

Po chwili milczenia większość odblokowuje się i już wie, co mówić. Zdarza się jednak, że zapaść trwa i w żaden sposób nie chce odejść. Patrzymy na zadania egzaminacyjne, wpatrujemy się w wylosowany zestaw i nie mamy pojęcia, co powiedzieć. Czujemy, że nie powiemy kompletnie nic. Coś nam się zacięło w głowie i mamy zablokowany dostęp do wiedzy. Czy taki stan oznacza, że nie zdamy matury?

Ponowne losowanie

Nieraz byłem świadkiem, jak uczeń losował zadanie, patrzył z przerażeniem na kartkę i już wiedział, że bardzo z nim źle. W takiej sytuacji są dwa wyjścia. Można poprosić o zgodę na ponowne losowanie. Na taki manewr pozwalają niektórzy egzaminatorzy studentom. Być może za drugim razem będzie się miało więcej szczęścia. Niestety, na egzaminie maturalnym ponowne losowanie nie jest możliwe. Nie przewiduje tego regulamin, a ten jest bardzo surowy. Kolejna szansa dopiero w sesji poprawkowej, w sierpniu lub za rok.

Moim zdaniem, na maturze ustnej powinna obowiązywać zasada do trzech razy sztuka. Dopiero gdy trzykrotne losowanie nic nie pomoże, należałoby wpisać do protokołu formułkę nie zdał lub nie zdała. Jeśli studenci mają prawo spróbować jeszcze raz, to tym bardziej powinni być do tego uprawnieni uczniowie kończący naukę w szkole średniej. Każdy może mieć przecież pecha i wylosować pytanie, na które nie zna odpowiedzi, a na wszystkie inne odpowiedziałby perfekcyjnie.

Dura lex, sed lex. Trzeba się pogodzić, że ponownego losowania nie będzie, i pomyśleć o czymś innym. Może jedynym wyjściem jest honorowe przyznanie się, iż mamy pustkę w głowie i nie znamy odpowiedzi na wylosowane pytanie. Wtedy nikt nas nie będzie męczył, ale matury nie zdaliśmy. Jeśli natomiast mimo zerowej wiedzy na ten konkretny temat chcemy egzamin zdać, żadne z powyższych rozwiązań nie wchodzi więc w grę. Musimy znaleźć trzeci sposób na poradzenie sobie z problemem pustej głowy.

Opinie zamiast wiedzy

W pewnym sensie zerowa wiedza na dany temat jest lepsza od wiedzy szczątkowej. Gdy bowiem wie się co nieco, to właśnie tylko tyle przedstawi się na egzaminie. Pół biedy, jeżeli ta mizeria wystarczy do zdania matury. Gorzej, gdy w opinii komisji będzie tej wiedzy za mało. I właśnie z tego powodu kompletna niewiedza bywa lepsza od maleńkiego zasobu informacji. Gdy bowiem nie wie się nic, to właściwie można powiedzieć wszystko. Przy absolutnie zerowej wiedzy nawet nie mamy świadomości, czy to pasuje do tematu, czy nie. Po prostu wychodzimy z założenia, że egzamin ustny jest po to, aby mówić, no to mówimy.

Jedni nazywają ten styl laniem wody, a inni twórczym podejściem do tematu. Na pewno w związku z naszym tematem powiązane są jakieś fakty, np. nazwiska autorów, imiona bohaterów, wydarzenia itp. Być może ktoś zginął, ktoś inny ocalał, jeden był zły, a inny dobry, ale my przecież żadnych faktów nie znamy, więc nie o faktach będziemy mówić. Wiedza to jednak nie tylko znajomość faktów, ale także umiejętność formułowania ocen i przedstawiania opinii. I właśnie na tym należy się skupić  – na opiniach. Co z tego, że nie wiemy, kto, gdzie i kiedy? Najważniejsze, że mamy własne zdanie i właśnie zamierzamy je szeroko i dobitnie przedstawić.

Zdolność do wygłaszania opinii mimo braku elementarnej wiedzy na dany temat jest człowiekowi wrodzona. Już małe dzieci potrafią krzyczeć, że nie lubią np. zupy pomidorowej albo mielonych kotletów. Kiedy mama prosi o spróbowanie, dziecko patrzy z wyrzutem i mówi: Nie chcę, nie lubię!. Maluch rozumuje, że nie potrzebuje próbować jedzenia, skoro go nie lubi. Ma wyrobione zdanie na temat zupy czy kotleta, żadna wiedza niczego tu nie zmieni. Czy trzeba jeść te obrzydlistwa, aby wiedzieć, że się ich nie znosi? A zatem czy trzeba czytać książki, aby ich nie lubić? Doprawdy mocne opinie potrafią skutecznie zastąpić wszelką wiedzę. Zresztą sytuacja odwrotna, czyli duża wiedza i żadnego własnego zdania na jej temat, jest dużo gorsza. Cóż bowiem po wiedzy, z którą uczeń nie wie, co począć?

Aura egzaminu

Formułowanie wyrazistych opinii pomaga w stworzeniu właściwej aury na egzaminie. Tak naprawdę jest wiele sposobów udzielania odpowiedzi na pytanie. Im zadanie prostsze, tym więcej możliwych rozwiązań. Oczywiście mając wiedzę na dany temat, można by prosto z mostu powiedzieć, że dwa plus dwa równa się cztery. Ale wtedy pryska cały czar egzaminu. Tymczasem zwlekanie z podaniem właściwej odpowiedzi kieruje nasze mówienie ku czemuś niewyrażalnemu, ku jakiejś tajemnicy, ku sacrum. Wielu polonistów uwielbia taki styl mówienia o literaturze. Dlatego mimo pustki w głowie można egzaminatorów zachwycić, np. dojrzałymi opiniami, wrażliwością i artystycznym wyczuciem.

Zresztą w obliczu arcydzieł można tylko milczeć. Każdy bowiem komentarz do wielkiej sztuki będzie nieadekwatny, kaleki i wstrętny. W tej sytuacji dobrym wyborem byłoby zacytowanie dzieła i opatrzenie go milczącą zadumą. Skoro jednak trzeba coś powiedzieć, do tego zmusza nas bowiem sytuacja egzaminu, to zróbmy to z zachowaniem należytej pokory i ostrożności. Celem mówienia o literaturze nie powinno być jej ostateczne wyjaśnienie, gdyż to po prostu jest niemożliwe, lecz raczej wypracowanie własnego stosunku do dzieła. Wracamy więc do nieśmiertelnego zagadnienia lubię – nie lubię. A o tym to już każdy powinien umieć coś powiedzieć, choćby nawet miał kompletną pustkę w głowie.

Wyrażanie opinii o dziełach, do czego każdy ma przecież prawo, buduje atmosferę egzaminu. W takiej sytuacji siła odpowiedzi maturzysty nie wynika z wiedzy, lecz z jego osobowości. To właśnie osobowość zdającego powinna wybić się na pierwszy plan i zdominować odpowiedź. Jako egzaminator nieraz miałem podejrzenie graniczące z pewnością, iż uczeń nic nie wie. Musiałem jednak przyznać, że siła osobowości młodego człowieka skutecznie przykrywa wszystkie inne braki. Zresztą nawet najdoskonalsza wiedza, gdy tylko do niej się ograniczymy, nie wnosi niczego nowego do tematu, czyli de facto jest nudna. Maturzysta podaje fakty, a egzaminator ziewa z nudów, gdyż sam bardzo dobrze je zna. Co innego, gdy zdający opiera swą wypowiedź na osobowości, a nie na wiedzy. Wtedy temat z konieczności jest rozpatrywany na nowo. Uczeń niejako udowadnia egzaminatorowi, że każdy temat pozostaje otwarty, a odpowiedź może przybrać zupełnie nieoczekiwany kształt i formę. Nuda pryska, a zamiast niej pojawia się niezwykła aura egzaminu.

Otwartość egzaminatora

Aby zadziałała osobowość zdającego, egzaminator nie może mieć duszy prostej jak kołek w płocie. Budowanie wypowiedzi egzaminacyjnej wyłącznie na opiniach musi bowiem sprowokować komisję do reakcji. Gdy małe dziecko głośno woła, że nie lubi zupy, a na widok mielonych kotletów wpada w szał, mama i tata chcą maleństwu wytłumaczyć, jak bardzo się myli. Przecież zupa jest pożywna, a kotlet bardzo zdrowy. Inicjatywę przejmują rodzice, a dziecko ogranicza swój udział w dyskusji do wyrażenia sprzeciwu.

Podobnie powinno się stać podczas egzaminu. Zdający wypowie swój sprzeciw wobec zagadnienia, zaleje komisję opiniami na temat literatury, od czasu do czasu da niejasne przebłyski wiedzy, niby to odwołując się do faktów, ale natychmiast z tego rezygnując, gdyż emocje nie pozwalają mu na spokojny przekaz informacji. Uczucia, jakie ma wobec dzieł, każą mu przedstawiać opinie, a nie fakty. Uczeń zalewa komisję niezliczonymi opiniami, a egzaminatorzy nie mogą doczekać się chwili, aby zaoponować. Uczeń musi mówić nie lubię, a egzaminator musi reagować słowami spróbuj. Na styku tych dwóch imperatywów tworzy się porozumienie między zdającym a egzaminującym. Chociaż niewiele podano faktów, to jednak obie strony doskonale się rozumiały.

Jedyny warunek, że zarówno uczeń, jak i nauczyciel muszą być inteligentni. Tak jak prymitywny rodzic reaguje przemocą na uwagi dziecka o zupie, tak samo mniej inteligentny egzaminator zechce ukarać ucznia za wygłaszanie kontrowersyjnych opinii na temat literatury. Gdy tylko jedna strona jest mądra, wtedy druga nie rozumie postawy rozmówcy i zaczyna się denerwować. A zatem brak wiedzy jest groźny wtedy, gdy przyszło nam zdawać egzamin przed niezbyt mądrą komisją. Natomiast gdy obie strony są inteligentne, wtedy nawet pustka w głowie nic nie znaczy.

Zawsze przecież można zaangażować się w przedstawienie osobistego punktu widzenia na dany temat, a komisja na pewno doceni, że była świadkiem unikatowej odpowiedzi. Fakty może przedstawić każdy, natomiast opinie inteligentnych osób to dla mądrych słuchaczy niebagatelna przyjemność.

Fenomen przyjaznej komisji

Umiejętność wysłowienia potrzebnej na egzaminie wiedzy jest cennym darem, który nie każdy posiada. Często nawet osoby, które solidnie powtórzyły cały materiał, potrzebują wsparcia ze strony komisji, gdyż nic nie mogą sobie przypomnieć. Początek monologu może być szczególnie trudny, wypowiedziany nieskładnym językiem, bez polotu. Nic nie szkodzi. Spójność zdający uzyska później, na razie walczy z tremą, dlatego posługuje się pojedynczymi uwagami, wprowadza w temat, mówiąc po prostu cokolwiek. Jeżeli czuje, że jego wypowiedź nie ma właściwego kształtu i formy, że chaos wciąż trwa, a pustka w głowie nie mija, powinien spróbować posłużyć się typowymi chwytami retorycznymi, jak zadawanie pytań, stawianie tez czy wygłaszanie opinii.

Zabiegi te mają na celu wciągnięcie egzaminatorów do współpracy. Wprawdzie nie należy się spodziewać, że wejdą zdającemu w słowo i sami zaczną mówić, czegoś takiego zabrania bowiem regulamin. Jednak mogą w inny sposób dawać znaki, że dostrzegają wysiłek maturzysty, aby zapanować nad stresem i dać komisji satysfakcjonującą odpowiedź na wylosowane pytanie. Wysiłek, ambicja, chęć zapanowania nad własnymi ograniczeniami to cechy równie ważne jak sama wiedza. Zdający, który mimo pustki w głowie podejmuje się trudu udzielenia odpowiedzi, zasługuje na uznanie. Pełen akceptacji uśmiech egzaminatorów czy potakiwanie mogą dodać uczniowi sił, dzięki czemu skończy wypowiedź znacznie lepiej, niż zaczął. Chociaż konieczność mówienia, gdy w głowie pusto, jest obciążona ryzykiem bycia niezrozumianym, to pełna akceptacji postawa komisji pomoże maturzyście zapanować nad bełkotem i dojść do sensownej puenty.

Na tym właśnie polega fenomen przyjaznego egzaminatora: człowiek ma wrażenie, że nic nie umiał, a tymczasem zdał na piątkę.