MegaBaza edukacyjna Perspektywy®


Maturzysta pesymistaUczniowski pesymizm, który dochodzi do uszu znajomych, ma w sobie coś z optymizmu. Bowiem im bardziej ktoś zapewnia, że matury nie zda albo zda ją słabo, tym większe prawdopodobieństwo, że wyniki będą doskonałe.

Wygląda to trochę na zaklinanie losu. Uczeń widocznie wychodzi z założenia, że im bardziej rozgłosi o swojej spodziewanej porażce, tym mocniej zadrwi z niego okrutny los. I zamiast niewielu punktów na świadectwie maturalnym, otrzyma ich mnóstwo. Wszystkim szczęka opadnie z wrażenia. Przecież miało być zaledwie minimum, tymczasem wynik ociera się o maksimum. To dopiero jest szczęście! Wspaniale, kobieto, pięknie, chłopie. Ale z ciebie jest szczęściarz.

Znam rozmaite sposoby odwracania koła fortuny, ale ten uznaję za najlepszy. Lament, płacz i zgrzytanie zębów powoduje, że otoczenie zaczyna nam współczuć. No tak, nie poszło na maturze. Jesteś tego świadomy, sam wiesz, czego ci brakowało i co należy poprawić. Przydałoby się dobrać ci do skóry, ale skoro tak rozpaczasz, nie będziemy kopać leżącego. Twoja pokora, skromność i bicie się w piersi zrobiły wielkie wrażenie. Nikt cię nie będzie krytykował, gdyż mógłbyś stracić to, co umożliwia poprawienie wyniku za rok, czyli nadzieję. Dlatego ci uczniowie, którzy z przekonaniem rozpowiadają, że poszło im źle i na pewno matury nie zaliczą, zyskują wielu pocieszycieli. Będzie dobrze, nie martw się. I jest dobrze. Wynik przerósł najśmielsze oczekiwania. Miała być porażka, a jest sukces. Czyż nie warto było więc przed ogłoszeniem wyników trochę ponarzekać?

Nikt nie zdał matury, czyli będzie wspaniale

Gdybym traktował poważnie opinie moich uczniów na temat ich własnej matury, musiałbym już pakować walizki i uciekać ze szkoły. Zapowiada się bowiem katastrofa – straszna porażka na całej linii. I tak co roku – najpierw wielkie okrzyki trwogi, a potem wiwaty zwycięstwa. Panika zaczyna się już od początku klasy maturalnej i trwa do chwili ogłoszenia wyników egzaminu. Prawie wszyscy mówią, że jest źle, będzie źle, ale chyba w głębi duszy każdy wierzy, iż stanie się dokładnie na odwrót. Dlatego im więcej jęków i narzekań słyszę, tym mam większą pewność, że będzie dobrze. Wychowawcy wystarczy jedna krótka rozmowa z uczniami, aby wyrobić sobie zdanie na temat tegorocznego poziomu. Ile osób narzeka? Wszyscy? To wspaniale. Nie wszyscy? Zatem mogą być kłopoty.

Gdybym traktował poważnie głosy pseudopesymistów, którzy z ręką na sercu zapewniają o porażce z historii, polskiego czy matematyki, już dawno nabawiłbym się totalnej znieczulicy. Trudno bowiem traktować poważnie liczne oświadczenia, że matura poszła źle, gdy po ogłoszeniu wyników okazuje się, iż poszła rewelacyjnie. Zresztą im ktoś jest większym prymusem, tym mocniej zapewnia, że egzamin zawalił. Jak traktować zapewniania kogoś, kto zawsze był przygotowany do lekcji, że popełnił w wypracowaniu czy w zadaniach mnóstwo błędów i niczego sensownego nie napisał, skoro to się nigdy wcześniej nie zdarzyło? No, pech, pech, straszny pech. Trzeba pocieszyć i wesprzeć. Nie martw się, może nie wszystko stracone. I rzeczywiście, co za niespodzianka – wynik jest taki, że można studiować każdy kierunek na dowolnej uczelni. To ci dopiero szczęście! Po prostu szóstka w totolotka.

Milczenie pechowców

Doświadczenie uczy, że przeważająca część takich fałszywych malkontentów zda egzamin na wysokim poziomie. Na pewno dużo wyższym, niż to wynika ze słów udawanej rozpaczy. Dlatego owi malkontenci mnie nie interesują. Nie boję się o nich. Bardziej martwią mnie ci, co milczą i swoje lęki chowają głęboko w sercu. Prawdziwy pesymizm pechowców jest bowiem niemy.

Gdy ktoś nic nie mówi, jak mu poszło, albo zdawkowo odpowiada, że wszystko jest OK., wtedy robi się niebezpiecznie. Niestety, to oznacza, że może być źle. Takie milczenie to cisza przed burzą. Przygotowanie organizmu do wielkich emocji, które wybuchną, gdy prawda wyjdzie na jaw i ujawnione zostaną wyniki.

Kiedy inni triumfują w swej rozpaczy, zaklinając los do zmiany na lepsze, prawdziwi nieszczęśnicy kryją się po kątach i siedzą cicho niczym mysz pod miotłą. Oj, będzie niedobrze, bo się zrobiło za cicho. Przydałby się maleńki krzyk rozpaczy, aby odwrócić fatalne koło fortuny.

Kult sukcesu

Ostatecznie wszystko, co może zrobić nauczyciel, to nauczyć uczniów większej pewności siebie. Ale czy warto? Przecież najlepsze wyniki wyrastają z najgorszych przeczuć. Poza tym w niechętnym nastawieniu do własnych osiągnięć jest coś ze stosunku Sokratesa do swojej wiedzy. Gdy więc uczeń zapewnia, że nic nie napisał, to zachowuje się jak ów starożytny myśliciel, który głosił, że wie, iż nic nie wie. A przecież jego wiedza i zrozumienie były olbrzymie. Podobnie bywa z maturzystami. Im mniej, tym więcej. Bywa, że kompletne zero – tak przynajmniej zapewnia, że jest maturalnym zerem – po ogłoszeniu wyników okazuje się omnibusem. Co za ironia losu!

Kiedy myślimy krytycznie o własnych osiągnięciach, wtedy nie popadamy w pychę, lecz przygotowujemy sobie grunt pod kolejne jeszcze większe sukcesy. Dlatego właśnie boję się, gdy jacyś uczniowie nie komentują swojej matury, lecz w milczeniu czekają na ogłoszenie wyników. Co ma być, to będzie – zdają się mówić. Przecież powinni coś przeczuwać i w związku z tym trochę ponarzekać. Co z tego, że przeczucia się nie sprawdzą, a narzekanie okaże się bezpodstawne? W końcu egzamin dojrzałości to nie tylko test, ale także ostatnia chwila, gdy można bezkarnie dać wyraz młodzieńczym niepokojom, rozczarowaniom i obawom. Ostatni moment, gdy można o sobie mówić źle.

Koniec nauki w szkole średniej to także koniec prawa do narzekania na swoje wady i braki. Od tej chwili trzeba będzie tylko się chwalić, czyli dobrze sprzedawać. Wiem, że następne spotkanie z moimi byłymi uczniami będzie już całkiem inne. Dzisiejsi malkontenci, krytycznie nastawieni do własnych osiągnięć, wrócą zapatrzeni we własny pępek i z ustami pełnymi banalnych pochwał na swój temat. Obecnie jeszcze zżera ich niepewność i zwątpienie. Za chwilę będą mieć gdzieś wszystkie swoje wady, przestaną wątpić w siebie. W końcu zdali maturę, zaczęli studiować, czyli stali się wielcy.

Anielska cierpliwość

Komentować uwagi uczniów na temat ich matury znaczy to samo, co dawać małemu dziecku ostry nóż do ręki. Dlatego z wielkim niepokojem podchodzę do zapewnień maturzystów, że pewni ludzie już im powiedzieli, jakich wyników mogą się spodziewać. Trudno się dziwić, że młodzież chce wcześniej poznać ocenę swojej matury, przecież trzeba mieć cierpliwość archanioła Gabriela, aby czekać z założonymi rękami prawie dwa miesiące na ogłoszenie wyników. A jednak lepiej nie przekonywać nikogo, choćby najbardziej niecierpliwego nastolatka, że za taką a taką pracę może się spodziewać tylu a tylu punktów. Przewidywanie punktów z matury przecież nie ma większej wartości niż wróżenie z fusów. Lepiej już wygłosić kilka wzniosłych banałów, np. że będzie dobrze, niż autorytarnie stwierdzić, że za taki błąd na pewno będzie albo też nie będzie żadnej kary. Wszystko być może, ale my nic na ten temat nie wiemy, bo przecież pamięć ucznia jest zawodna. W pracy maturalnej mógł napisać zupełnie inaczej, niż nam teraz opowiada.

Podczas starego egzaminu dojrzałości wyniki były już po tygodniu, a w formie plotek już następnego dnia. Zmieniła się formuła matury i sposób jej oceniania, ale serca nastolatków pozostały takie same. I przed laty, i dzisiaj każdy maturzysta chciałby wiedzieć jak najszybciej, czy może odtrąbić sukces, czy też powinien przygotować się do porażki. Jeśli wiedzy tej nie można zdobyć oficjalnie, ludzie zaczynają kombinować. Najbardziej niecierpliwi podobno porywają się na fotografowanie swojej pracy, wykorzystując zamieszanie, jakie panuje w chwili zakończenia egzaminu. Nie byłoby tego zjawiska, gdyby wyniki pojawiały się wcześniej, choćby w formie informacji tylko dla maturzystów. Ze wszystkich zadań maturalnych najtrudniejszym do zaliczenia jest czekanie na wyniki. Doprawdy można zwariować, takie to trudne.

© 2015 Perspektywy.pl   O nas | Patronaty | Zastrzeżenia prawne | Znak jakości | Sklep | Reklama | Kontakt