MegaBaza edukacyjna Perspektywy®


matematykaeinsteinartPerspektywy rozmawiają

z prof. Maciejem Krawczakiem, rektorem Wyższej Szkoły Informatyki Stosowanej i Zarządzania o wynikach tegorocznej matury.

Dlaczego tyle osób nie zdało przez matematykę? Czy tegoroczna matura była wyjątkowo trudna?

Obserwuję zadania maturalne od kilkudziesięciu lat – kiedyś były drukowane w gazetach, teraz w Internecie – i dochodzę do wniosku, że obecni maturzyści nie zdaliby matury z matematyki 30, 40 lat temu. A ci, którzy zdawali maturę wiele lat temu, dziś mieliby z nią niewiele trudności. Wszystko poszło w bylejakość, płytkość; bardziej liczy się medialność, niż merytoryczna wartość. Widać to nie tylko w wynikach matur, ale w całym społeczeństwie.
Generalna tendencja od wielu lat jest taka, że matury są coraz prostsze, a nauczanie przedmiotów ścisłych – matematyki, chemii, fizyki – coraz bardziej powierzchowne. Zadania na maturach, na przykład z matematyki, są coraz łatwiejsze, ograniczają się do rachunków.

Skoro w tym roku wynik był aż o 10% gorszy niż w ubiegłym, musiała być jakaś przyczyna.

To efekt panowania bylejakości, o której mówiłem. Ponadto, trochę źle są ustawione szkoły podstawowe, gimnazja i licea. To, że matury wypadają tak a nie inaczej, nie jest skutkiem uczenia się matematyki w szkołach średnich tylko całego systemu kształcenia.

Wskazałby Pan konkretnego winnego? Na przykład nauczyciela, który słabo przygotowuje albo ucznia, który nie chce się uczyć, bo ma lepsze rozrywki?

Nie ma jednego winnego. Winna jest cywilizacja i upływ czasu. Młodzież jest w nieszczęśliwej sytuacji, bo trudno jest jej znaleźć rzetelne wzorce. Gdyby mieli na kim się wzorować i uwierzyliby tym wzorcom, byłoby trochę inaczej. Z drugiej strony, ludzie dzielą się na nieuków i samouków. Jak się samemu nie wysiedzi wielu godzin i czegoś nie nauczy, to nie będziemy tego umieli.

Pracuje Pan także ze studentami pierwszego roku, świeżo po szkole ponadgimnazjalnej. Czy jest różnica w ich przygotowaniu z przedmiotów ścisłych w stosunku do roczników sprzed pięciu, dziesięciu lat?

Różnica jest dramatyczna na niekorzyść obecnych maturzystów. Są tak słabo przygotowani, że nie ma szans, aby zrealizować program, nawet mimo wprowadzania dodatkowych kursów ugruntowujących to, czego uczeń powinien był nauczyć się w szkole średniej. Jednak nadrobienie tego jest często niewykonalne.
Uważam, że społeczeństwo polskie jest bardzo inteligentne i ma duży potencjał. Ale z własnych obserwacji, jak również obserwacji koleżanek i kolegów wiem, że ten potencjał jest kompletne uśpiony, zabijany, nie widać żadnej inicjatywy u młodzieży. Oczywiście – jest kilka, kilkanaście procent osób, których nie trzeba poganiać, bo sami się uczą; nie chcą być nieukami. To jest grupa, z którą przyjemnie się pracuje. Kiedy się coś do nich mówi, jest reakcja, a nie tylko czekanie na koniec zajęć, na koniec dnia. Młodzież jest przeważnie tak nastawiona: aby przesiedzieć, odbębnić, a co będzie potem, to mało ważne.

Czy widać to bezpośrednio na uczelniach w zdawalności egzaminów, ilości poprawek, aktywności studentów, że ludzie po szkołach średnich są słabo przygotowani?

Z jednej strony, cały system szkolnictwa w Polsce przeszedł takie przeobrażenia, że zmieniła się skala studiujących. Skoro skala się zmieniła, to czy chcemy czy nie chcemy, musimy się w dużym stopniu dostosowywać do średniego studenta. Poziom średniego studenta się obniżył. W każdym społeczeństwie jest grupa ludzi bardziej uzdolnionych, która się kształtuje na poziomie 20-25%. Studiuje w tej chwili około 50%. Wnioski są oczywiste: obecnie studenci mogą poprawiać nie zdane kolokwia, jest tak elastyczny system studiowania, że można być na czwartym roku i nie mieć jeszcze czegoś zaliczonego z wcześniejszych lat. Nie jestem zwolennikiem takiego rozluźnienia systemu kształcenia. Jestem zdania, że jak ktoś się nie nadaje, to naprawdę nie musi studiować.

Jaka jest podstawowa różnica w podejściu do nauczania matematyki w szkołach średnich i na studiach?

Na pewno od szkoły podstawowej uczniowie powinni być rzetelnie uczeni matematyki. Nauka przedmiotów ścisłych wyrabia w ludziach pewną kulturę myślenia. W matematyce nie da się oszukać. Uczy ona tego, co nazywam reżimem myślenia.
Na studiach uczenie matematyki powinno obejmować minimum metod matematycznych tak, żeby mogły pomóc ludziom pracować w tym zawodzie, do którego się przygotowują.
Ludzie z moich roczników mieli lekcje z nauczycielami kształconymi jeszcze przed wojną, również przez rzetelnych nauczycieli. Opierali się oni na dobrych podręcznikach, pisanych przez ludzi tak samo rzetelnie wykształconych.

Jest takie przekonanie, że matematyk potrafiłby zrobić to samo, co humanista, gdyby przeczytał wcześniej dwie książki, natomiast już nie działa to w drugą stronę: humanista nie rozwiąże zadania, nawet z podręcznikiem. Ponadto, panuje rodzaj społecznego przyzwolenia na nieznajomość matematyki.

Myślę, że na poziomie szkoły wiele lat temu humanista potrafił rozwiązywać zadania, a niehumanista potrafił napisać przyzwoite wypracowanie. To jest naprawdę umiejętność elementarna i nic wielkiego – tak, zdać maturę to nic wielkiego, to podstawowe wykształcenie zwykłego człowieka.
Średnie czy słabe wyniki z matury mogą być efektem braku kreatywności. To spowodowało i wciąż powoduje, że Polska nie jest krajem kategorii A. Możemy tylko odtwarzać i obsługiwać świat, w którym żyjemy, ale nie kreować go.

Czy to wstyd nie znać Sienkiewicza, ale już nie wstyd nie umieć obliczyć procenta?

Jedno i drugie jest powodem do wstydu.




© 2015 Perspektywy.pl   O nas | Patronaty | Polityka Prywatności | Znak jakości | Reklama | Kontakt