Z prof. Marcinem Pałysem, rektorem Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Bianka Siwińska

– Jesteśmy na półmetku Pana kadencji jako rektora Uniwersytetu Warszawskiego. W swoim programie wyborczym mówił Pan o dwóch zasadniczych celach: utrzymaniu pozycji lidera w Polsce i wzmocnieniu pozycji międzynarodowej uczelni. To, że UW jest najlepszy potwierdzają wyniki tegorocznego rankingu, a co z pozycją globalną?

– Chciałbym, żeby dla osób z innej uczelni, z innego końca świata nazwa Uniwersytet Warszawski była nie tylko rozpoznawalna, ale kojarzyła im się ze znaczącymi osiągnięciami. Dlatego coraz więcej energii poświęcamy na badania naukowe i zdobywanie grantów, zwłaszcza międzynarodowych. Przygotowujemy się do nowych zasad konkurowania o granty z programu Horyzont 2020, największego w historii Unii Europejskiej programu finansowania badań.

Szczególny nacisk kładziemy na współpracę międzynarodową, współorganizowanie sieci naukowych i platform, w oparciu o które chcemy rozwijać nasze kontakty i prowadzić badania w międzynarodowych zespołach.

NAJLEPSZA UCZELNIA W POLSCE 2014
Uniwersytet Warszawski

I last but not least, zależy nam również na tym, aby więcej studentów z zagranicy brało pod uwagę UW jako miejsce swoich przyszłych studiów.

– Jak to osiągnąć?

– Zależy nam szczególnie, aby we współpracy z dobrymi uniwersytetami z innych krajów oferować programy studiów, kończące się zdobyciem dwóch dyplomów, z obu uczelni. Dla kandydatów na studia to powinna być atrakcyjna oferta. Takie studia dają możliwość uczenia się w różnych krajach, a przez to poznania różnych społeczeństw, zrozumienia różnic kulturowych, pracy w międzynarodowym środowisku. W zglobalizowanej gospodarce to mogą być jedne z kluczowych kompetencji dla odniesienia sukcesu życiowego i zawodowego.

– Jakie rynki rekrutacji studentów zagranicznych wydają się Panu najbardziej obiecujące?

– Przede wszystkim rozglądamy się w Ameryce Południowej i Azji. To są dwa obszary strategiczne dla naszego uniwersytetu, tam chcemy poszukiwać przyszłych studentów. Natomiast uczelni partnerskich, z którymi moglibyśmy prowadzić wspólne studia, szukamy w Europie, bo systemy szkolnictwa wyższego są tu najbardziej kompatybilne i jest najmniej problemów formalnych związanych z prowadzeniem takich programów. Zależy nam też na większym otwarciu studiów doktoranckich dla kandydatów z zagranicy.

Staramy się tworzyć lepsze warunki dla przyjeżdżających. Gdy młody człowiek przyjeżdża uczyć się do nowego kraju, to najpierw musi gdzieś zamieszkać, żeby potem móc zająć się pozostałymi sprawami. To bardzo ważne, żeby na tym etapie mu pomóc. Standard miejsc w akademikach UW w ostatnich latach już się poprawił, ale myślimy też o budowie kolejnych domów dla nowych studentów.

– Zna Pan to z autopsji. Odbył Pan studia doktoranckie za granicą – na University of Twente. Co dało Panu to doświadczenie?

– To uczelnia w założeniu zajmująca się tym samym, co mój uniwersytet, ale jednak zorganizowana inaczej, działająca w innej kulturze naukowej i akademickiej. Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałem co jest „esencją” funkcjonowania uniwersytetu, co należy do uczelnianego „kanonu” i na całym świecie wygląda tak samo, a co jest tylko „otoczką”, praktycznymi narzędziami, które można, a nawet trzeba, traktować elastycznie.

– Uniwersytet Twente należy do instytucji bardzo samoświadomych, świetnie zorganizowanych, prowadzących mnóstwo metabadań o zarządzaniu uczelnią, czy systemie szkolnictwa wyższego. Czy doświadczenia wyniesione stamtąd są dla Pana źródłem inspiracji w wykonywaniu obowiązków rektora i myśleniu o strategii rozwoju uniwersytetu?

– W Twente szczególnie podobało mi się dyskutowanie, jaki jest sens i cel podejmowanych działań. Jeżeli ktoś prowadził badania, to musiał przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie Komu one będą przydatne?. Jeżeli szukano nowych rozwiązań organizacyjnych, to podstawowym pytaniem było Czemu te zmiany mają służyć? oraz Jaki problem rozwiążemy dzięki tej zmianie?. Jest to sposób myślenia, który w Polsce nie jest tak silnie zakorzeniony. Często obserwujemy chęć wprowadzania zmian, które służą tylko temu, aby było „inaczej”, a to nie zawsze oznacza „lepiej”.

To, czego tam się nauczyłem i co próbuję jak najlepiej wykorzystywać w mojej dzisiejszej pracy, to racjonalność w działaniu – zarówno naukowym, jak i organizacyjnym.

– Skąd jeszcze czerpie Pan inspiracje jako rektor?

– Inspirujące zwykle są kontakty z innymi ludźmi, tymi pracującymi na uniwersytecie, ale i w innych instytucjach. Staram się bardzo dokładnie poznać otoczenie, w którym uniwersytet działa oraz trendy gospodarcze i społeczne, którym podlegamy.

Natomiast nie czerpię wprost inspiracji organizacyjnych z konkretnych, nawet najlepszych uczelni zachodnich. Nie sądzę, żeby powielanie jakiegoś wzoru było dobrą drogą dla Uniwersytetu Warszawskiego. Jeżeli mamy ambicje wyróżniać się na tle innych, światowych instytucji, mieć coś, co jest dla nas charakterystyczne, to nie możemy po prostu kopiować gotowych wzorów. Musimy myśleć nad tym, co możemy zrobić lepiej. Jeżeli chcemy iść na czele jakiegoś pochodu, to musimy odpowiedzieć sobie bardzo dokładnie na pytanie – Dokąd idziemy?

– No właśnie. „Dokąd idziemy?” Hasło przygotowywanych na 2016 rok obchodów 200-lecia Uniwersytetu Warszawskiego to Dwa stulecia, dobry początek. Początek czego?

– Przy pomocy tego hasła chcieliśmy podkreślić, że jubileusz uniwersytetu nie może być wyłącznie okazją do wspominania przeszłości i celebrowania osiągnięć naszych poprzedników. Te 200 lat historii traktujemy jako fundament, na którym chcemy budować przyszłość. Ranking potwierdza, że Uniwersytet Warszawski jest najlepszy w Polsce. Ale chcemy być uniwersytetem, który liczy się w lidze światowej. Minione 200 lat dało nam do tego świetny punkt wyjściowy.

– Wróćmy więc do dnia dzisiejszego i aktualnych wyzwań. Słyszał Pan dowcip, że wielka czwórka po SGH to Ernst& Young, Deloitte, KPMG, PwC, a po UW: Burger King, KFC, McDonalds i Subway?

– Pani jest naszą absolwentką i nie sprzedaje Pani kanapek...

– Nie sprzedaję. Mówimy jednak o szerszym problemie. Młodzi ludzie coraz częściej zastanawiają się, czy studiowanie ma sens. Czy nie lepiej być ślusarzem, niż bezrobotnym socjologiem. Media od jakiegoś czasu trąbią o „fabrykach bezrobotnych”. Jak to jest tak naprawdę z sytuacją absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego na rynku pracy? I szerzej – w ogóle studiów uniwersyteckich?

– Niedawno Pracownia Ewaluacji Jakości Kształcenia UW przeprowadziła badanie losów absolwentów, w których wykorzystano

dane z ZUS. To pierwsze tego typu badania w Polsce, oparte nie na opiniach ankietowanych, ale wyłącznie na twardych danych zawartych w rejestrach. Z badań wynika jednoznacznie, że większość absolwentów UW nie ma problemów ze znalezieniem stabilnego zatrudnienia. 86 proc. badanych miało doświadczenie w pracy na etacie. A to badanie dotyczyło osób, które ukończyły studia w ostatnich latach, czyli już w czasie kryzysu gospodarczego. Te wyniki przeczą powtarzanym wciąż w mediach tezom, że studia to czas zmarnowany i że osobom z tytułem magistra bardzo trudno znaleźć zatrudnienie. Zresztą, jak powiedział prof. Tadeusz Słomka, rektor AGH: Nikt nigdy nie udowodnił tezy, że zdobycie wyższego wykształcenia utrudnia znalezienie pracy.

– To zagubienie wśród sprzecznych informacji na temat wartości kształcenia uniwersyteckiego, którego doświadczają w tej chwili młodzi ludzie, to wynik m.in. szerszych, światowych zjawisk. Dyskusja o kryzysie tożsamości współczesnego uniwersytetu trwa. Jak odnajduje się w tej debacie Uniwersytet Warszawski?

– Nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie słychać pytania o rolę uniwersytetów, przyszłość kształcenia wyższego, o to do kogo ono powinno być skierowane. Wciąż nie jest do końca jasne, jak wiele osób z wyższym wykształceniem może znaleźć zatrudnienie zgodne ze swoimi oczekiwaniami i aspiracjami, ile takich osób jest rzeczywiście potrzebnych na rynku pracy.

Na to nakładają się szybko zachodzące zmiany, zarówno społeczne, jak i gospodarcze. Badania zapotrzebowania na kształcenie, przeprowadzone wczoraj, mogą być nieaktualne jutro. W zglobalizowanej gospodarce produkcję czy usługi można przenieść z kraju do kraju w ciągu kilku miesięcy, błyskawicznie zmieniając sytuację na lokalnych rynkach pracy. Natomiast kształcenie jest procesem zajmującym lata. Jeżeli dziś rozpoczniemy przygotowywanie nowego kierunku studiów, to jego absolwenci pojawią się za 6-7 lat, czyli po czasie dłuższym niż horyzont większości wiarygodnych prognoz gospodarczych. Również rozwiązania systemowe dotyczące szkół wyższych w innych krajach, które przyczyniły się do ich sukcesów w przeszłości, nie gwarantują powtórzenia tych sukcesów, jeśli zostaną wprowadzone w Polsce wiele lat później.

Dyskusja o przydatności kierunków kształcenia i o pożądanej liczbie absolwentów musi odnosić się także do innych zagadnień – nie tylko do kwestii „zatrudnialności”. Liczba wykształconych obywateli jest kluczowa dla trwałości demokracji. Społeczeństwo obywatelskie może dobrze funkcjonować tylko wtedy, gdy obywatele są świadomi swojej roli i zamierzają ją rozsądnie wypełniać, ale są także świadomi swojej odpowiedzialności. A ta świadomość rośnie z wykształceniem.

– A co z kształceniem elit?

– Z różnorodności celów i ról odgrywanych przez uniwersytety wynika także potrzeba zróżnicowania ścieżek kształcenia. Z jednej strony potrzebna jest duża grupa osób wykształconych tak, by byli dobrze przygotowani do pełnienia różnych profesjonalnych funkcji w firmach, instytucjach, organizacjach. Ale każdemu społeczeństwu potrzebna jest też elita – grupa osób doskonale wykształconych, które nie tylko są specjalistami w swoich dziedzinach, ale potrafią szeroko patrzeć na funkcjonowania społeczeństwa jako całości. Dlatego także w ramach kształcenia uniwersyteckiego powinniśmy prowadzić różne studia – tak, by kształcić i jednych, i drugich. Obowiązku wychowywania elit z uniwersytetów nikt nie zdejmie.

– A czy nawet na Uniwersytecie Warszawskim, najlepszej uczelni w kraju, nie gubi się gdzieś ta elitarność? Gdy na socjologię, na która, gdy ja zdawałam na studia było 7 kandydatów na jedno miejsce, przyjmuje się w tej chwili w drugim, czasem trzecim naborze? O jakiej elitarności możemy w ogóle mówić w tej sytuacji?

– To, że kandydatów przyjmuje się także w drugim czy trzecim naborze, nie oznacza, że nie ma wystarczająco dużo chętnych na studia. To znaczy tylko tyle, że nie ma wystarczająco dużo dobrych kandydatów, takich, którzy spełnią określone wymagania. Tak było ostatnio na przykład na socjologii czy politologii. Selekcja kandydatów na studia stacjonarne na UW wciąż jest duża.

Ale mamy pewnego rodzaju ścieżkę elitarnej edukacji dla najbardziej utalentowanych i najlepiej zmotywowanych osób, które nie chcą zamykać się tylko w jednej dziedzinie. Takie osoby zapraszamy na studia w kolegiach MISH i MISMaP. Oczekiwania wobec kandydatów na te studia są bardzo wysokie – chcemy, żeby trafiali tu ludzie o naprawdę bardzo dużych umiejętnościach i wielkiej motywacji do dalszego rozwijania się, w zamian oferujemy im studia zindywidualizowane i opiekę tutora. Sam sposób organizacji tych studiów jest elitarny

– Muszę przyznać, że ten pomysł działa – i to od lat. Gdy widzę w CV, że ktoś ukończył MISH lub MISMaP to wiem, że jest to osoba wyjątkowa. Programy te wyrobiły sobie markę ścisłej elitarności.

– Cieszę się, bo to znaczy, że programy te faktycznie odgrywają rolę, którą miały w założeniu odgrywać.

– Pozostając w wątku „elitarnym”: zawód naukowiec – o wielkim prestiżu, ale którego nikt nie życzyłby swojemu dziecku – ze względu na nieadekwatnie niskie zarobki. Jak w tej sytuacji przekonywać młodych ludzi, żeby zainteresowali się karierą badawczą?

– Wybór kariery naukowej – i to dotyczy całego świata, nie tylko Polski – to nie jest z całą pewnością najlepsza droga do finansowego sukcesu. Jeżeli chce się być bogatym, to trzeba założyć własny biznes. Jeśli jednak chce się mieć interesujące zajęcie, pracę pełną wyzwań dającą wiele swobody, to wtedy kariera akademicka będzie bardzo dobrym wyborem. Motywacja finansowa w przypadku naukowców byłaby zresztą bardzo zgubna.

Żeby być naukowcem, trzeba mieć przede wszystkim pasję. Nie da się być naukowcem i przychodzić do pracy o godzinie ósmej, a wychodzić o szesnastej. Trzeba mieć chęć ciągłego uczenia się, odkrywania czegoś nowego. I wreszcie – trzeba być bardzo dobrym – lepszym od swoich koleżanek i kolegów. Bo to jest naprawdę praca dla najlepszych. I sam fakt, że ktoś ukończył studia, nie oznacza jeszcze, że nadaje się do pracy badawczej.

 

– Gdy opinią publiczną wstrząsają kolejne, przedziwne debaty, jak np. debata „genderowa”, zastanawiamy się, jaka rolę powinien pełnić tutaj uniwersytet jako instytucja. Czy ma misję angażowania się w tego typu spory światopoglądowe? Czy raczej powinien się od nich dystansować?

Jego misją jest dbanie o jakość debaty. Spójrzmy na to z perspektywy historycznej. Uniwersytety są takimi miejscami, gdzie kultura dochodzenia do prawdy poprzez ścieranie się różnych poglądów jest bardzo mocno zakorzeniona. Fakt tego zaangażowania jest wręcz definiujący dla tożsamości uniwersytetu i to już od średniowiecza, kiedy powstawały pierwsze uczelnie.

 Gdy patrzymy na dyskusje, które toczą się w naszym kraju, to zwykle uderza ich nieprawdopodobna powierzchowność. Uniwersytety mają bardzo dużą rolę do odegrania, aby coś w tej sprawie zmienić. To one mogą pokazywać wzory debaty, organizować spotkania, w trakcie których o trudnych problemach można dyskutować w sposób, który prowadzi do lepszego rozumienia omawianych zjawisk, na których pojawia się jakaś głębsza refleksja. To one mogą tworzyć inne, lepsze standardy.

Nie ma żadnej przeszkody, by na uniwersytetach dyskutować na temat zagadnień takich jak choćby gender czy in vitro. Uniwersytet jest wręcz najlepszym miejscem do prowadzenia takich sporów. Misja organizowania debat nawet na najbardziej kontrowersyjne tematy jest dla uniwersytetów podstawowa. Ale uczelnia z całą pewnością nie powinna być miejscem jednostronnej agitacji.

– Czyli nie bójmy się światopoglądowych dyskusji tylko dobrze i odpowiedzialnie je organizujmy...

– Jest taka ładna myśl, pod którą się podpisuję: „w każdym społeczeństwie, w każdej demokracji umiejętność życia i funkcjonowania nie polega na tym, aby wskazać, kto ma rację, a kto nie. I tego, kto nie ma racji usunąć poza nawias tego społeczeństwa. Polega natomiast na tym, żeby nauczyć się żyć wśród osób, które mają różne poglądy. Nigdy nie stworzymy społeczeństwa, które ma jeden pogląd na dany temat”.

Musimy umieć funkcjonować w świecie, w którym ludzie różnią się swoimi poglądami, ale to nie uniemożliwia im wspólnego działania, życia czy wspólnego osiągania celów.

– Życzę Uniwersytetowi wielu udanych debat. I bardzo dziękuję za rozmowę.

Bianka Siwińska

 

Prof. dr hab. Marcin Jakub Pałys (ur. 1964 w Warszawie), chemik.

W latach 1988-1992 odbył studia doktoranckie na Universiteit Twente w Holandii. W latach 2005-2008 prodziekan ds. finansowych Wydziału Chemii UW, od 2008-2012 prorektor UW ds. rozwoju i polityki finansowej. W 2012 został wybrany na rektora Uniwersytetu Warszawskiego. Jest 44. rektorem tej uczelni i pierwszym chemikiem na tym stanowisku.

Do głównych zainteresowań Profesora należą: chemia nieorganiczna i fizyczna, w szczególności badanie złożonych zjawisk transportu w układach elektrochemicznych, modelowanie procesów chemicznych na granicach faz oraz zastosowanie metod sztucznej inteligencji w chemii.

W życiu prywatnym prof. Pałys chętnie podróżuje. Jest żonaty i ma syna.

Fakty i liczby

200 lat w 2016 będzie miał Uniwersytet. Powstał w 1816 roku pod nazwą Królewski Uniwersytet Warszawski. To największa, jedna z najlepszych i najstarszych szkół wyższych w Polsce, a jednocześnie najdłużej działająca uczelnia w stolicy. Wiele innych warszawskich uczelni miało tu swój początek. W momencie utworzenia Uniwersytet składał się z pięciu wydziałów: Prawa i Administracji, Lekarskiego, Filozoficznego, Teologicznego oraz Nauk i Sztuk Pięknych. Pierwsi studenci naukę rozpoczęli dwa lata później. Po kilku latach działalności było ich ok. 800, czyli mniej niż teraz pracuje na UW profesorów.

60 tys. osób to społeczność Uniwersytetu. Gdyby studenci, doktoranci i pracownicy UW wybrali się na Stadion Narodowy, to zajęliby wszystkie trybuny. Członków społeczności akademickiej UW jest więcej niż mieszkańców w Lesznie, Świdnicy czy Tarnowskich Górach. Uniwersytet Warszawski jest największą spośród ponad 400 uczelni w kraju.

46 tys. osób studiuje na kierunkach licencjackich i magisterskich. Najbardziej popularne wśród studentów są studia stacjonarne. Z roku na rok studentów tego typu studiów jest coraz więcej, obecnie stanowią prawie 66% ogółu studiujących.

5 noblistów studiowało na UW:

  • Henryk Sienkiewicz swoją przygodę z Uniwersytetem rozpoczął w 1866 r., najpierw na Wydziale Prawnym Szkoły Głównej (jak wówczas nazywał się Uniwersytet), później studiował na Lekarskim, a następnie na Filologicznym, który ukończył w 1871r., nie uzyskując jednak dyplomu.
  • Menachem Begin, były premier Izraela, ukończył studia na Wydziale Prawa w 1935 r.
  • Czesław Miłosz w 1932 r. studiował na Wydziale Prawa, naukę kontynuował jednak w Wilnie. Podczas II wojny światowej pracował na Uniwersytecie jako woźny.
  • Joseph Rotblat, fizyk i radiobiolog, w 1938 r. obronił doktorat z fizyki, a wcześniej w latach 1932-1934 uczęszczał na wykłady na Wydziale Humanistycznym.
  • Leonid Hurwicz, ekonomista, w 1938 roku ukończył na Uniwersytecie studia prawnicze.

1,5 tys. cudzoziemców uczy się na pełnych studiach na UW. Więcej niż drugie tyle przyjeżdża na studia częściowe np. w ramach programu Erasmus i Erasmus Mundus. Odsetek zagranicznych studentów na UW wzrósł w ostatniej dekadzie ponad 2,5 razy. Dziś 3% ogółu studentów Uniwersytetu to obcokrajowcy. To dobry wynik w porównaniu z innymi polskimi uczelniami, gdzie średni odsetek zagranicznych studentów waha się w okolicach 1%. Cudzoziemcy najczęściej wybierają studia na kierunkach: stosunki międzynarodowe, ekonomia, finanse i rachunkowość, europeistyka, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, studia wschodnie, politologia, zarządzanie, filologia polska, psychologia. Najwięcej osób studiujących na Uniwersytecie pochodzi z Ukrainy, Białorusi, Litwy i Rosji.

3 tys. doktorantów kształci się na UW. W ciągu ostatnich pięciu lat ich liczba powiększyła się o 1/3. Ten wzrost oznacza wzmocnienie naukowego potencjału uczelni. Co roku stopień doktora na Uniwersyt

5 tys. uczestników studiów podyplomowych. Osoby, które chcą zdobywać nowe kompetencje zawodowe mają do wyboru ok. 170 programów nauczania. Od 2011 roku korzystać z tej formy zajęć mogą nie tylko absolwenci studiów magisterskich, ale również osoby, które ukończyły studia I stopnia.

7 tys. pracowników. Oprócz nauczycieli akademickich są to m.in. pracownicy administracji i bibliotekarze. UW to jeden z największych pracodawców na Mazowszu. Pod względem liczby pracowników wyprzedza większość korporacji znajdujących się w zestawieniu największych firm w Polsce magazynu „Forbes”.

44 rektorów stało do tej pory na czele uczelni. Pierwszym był ks. Wojciech Anzelm Szweykowski, teolog i pedagog. Obecnie szefem UW jest prof. Marcin Pałys, chemik, który swoją czteroletnią kadencję rozpoczął w 2012 roku.

1 tys. partnerów zagranicznych współpracuje z Uniwersytetem. Jest wśród nich ponad 250 instytucji z 60 krajów, które podpisały z UW umowę o bezpośredniej współpracy. Szczególnie dynamicznie rozwijają się kontakty UW z uczelniami z państw azjatyckich, np. z Indiami, Chinami oraz Rosją.

1,1 mld zł to roczny budżet UW. Dla porównania budżet największego przewoźnika w Polsce, firmy LOT, wynosi 3 mld. Na przychody Uniwersytetu składają się – niemal w trzech równych częściach – dotacja ministerialna, wpływy z czesnego i fundusze pozyskane na badania. Przychody Uniwersytetu z działalności naukowej wzrosły z niecałych 100 mln zł w 2005 roku do ponad 340 mln zł w roku 2012. UW dysponuje kilkakrotnie większym budżetem badawczym niż inne czołowe polskie uniwersytety, co potwierdza jego status jako uczelni badawczej i jednego z najważniejszych ośrodków naukowych w kraju.

20 wydziałów funkcjonuje obecnie na Uniwersytecie. Najmniejszym, a zarazem najmłodszym z nich jest Wydział „Artes Liberales”. Istnieje od 2012 roku, uczy się tam nieco ponad 170 osób. Największym jest natomiast Wydział Zarządzania, gdzie studiuje ponad 6,6 tys. osób, a najstarszy to Wydział Prawa i Administracji (6 tys. osób). Na Uniwersytecie działa również ponad 30 innych jednostek naukowo-badawczych.

3 uniwersyteckie kampusy, wokół których koncentruje się uczelniane życie, rozmieszczone są w różnych częściach Warszawy. Na Trakcie Królewskim, w centrum miasta położony jest kampus główny. To tutaj mieści się siedziba uniwersyteckich władz oraz większość wydziałów humanistycznych i społecznych. Kampus Ochota, znajdujący się w kwadracie ulic Żwirki i Wigury, Wawelska, Grójecka oraz Banacha, to siedziba jednostek zajmujących się naukami ścisłymi i przyrodniczymi. Na Służewcu swoją siedzibę ma m.in. Wydział Zarządzania. Na terenie, który znajduje się wokół niego, w przyszłości powstanie osiedle akademickie.

55 tys. m² to teren kampusu głównego, gdzie znajduje się siedziba główna Uniwersytetu. Miejsce przy Krakowskim Przedmieściu 26/28 to ważny punk na turystycznej mapie Warszawy. Zabytkowe budynki, z elementami architektury z różnych okresów, otacza starannie zaprojektowana zieleń. Rośnie tu 100 różnych gatunków drzew i ponad 120 krzewów.

120 budynków należy do UW. Ich łączna powierzchnia to blisko 400 tys. m² – ponad trzy razy więcej niż powierzchnia Pałacu Kultury i Nauki. Najmniejszy uczelniany budynek to wartownia przy Bramie Głównej, o powierzchni 5 m², a wśród budynków dydaktycznych Mały Belwederek, znajdujący się na tyłach Auditorium Maximum – 68 m². Największym budynkiem jest gmach Biblioteki Uniwersyteckiej – 57 tys. m². Uniwersytet stale się powiększa. Powstają nowe centra badawcze i nowocześnie wyposażone laboratoria, a zabytkowe gmachy są rewitalizowane.

© 2015 Perspektywy.pl   O nas | Patronaty | Zastrzeżenia prawne | Znak jakości | Sklep | Reklama | Kontakt