Pochmurno, ale pogodno

Pochmurno, ale pogodnoSą ludzie, których nazywamy artystami, są artyści, których możemy nazwać ludźmi – z ochotą i aprobatą, nie czując, aby jedno określenie urągało drugiemu. O wartościach granicznych, formach pustych i pełnych, o stwarzaniu Człowieka, a także o najnowszej płycie Pogodno rozmawiamy z liderem zespołu, Jackiem Budyniem Szymkiewiczem.

Skąd tytuł Wasza Wspaniałość?

Tytuł wymyśliła wokalistka zespołu Sorry Boys po koncercie w Krakowie, gdzie graliśmy. Zaczęła do nas mówić Wasza Wspaniałość. Gdy wypowiedziała na głos te słowa, wiedziałem, że to będzie tytuł płyty. Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo pasuje on do charakteru tego krążka. Kuba Stankiewicz zaprojektował okładkę, nie znając ani piosenek, ani tekstów – kierował się głównie intuicją. Mam wrażenie, kiedy patrzę na tę płytę, że odbyło się „coś” poza nami, myślę o niej z dreszczykiem emocji. Praca nad płytą to była wielka przyjemność. Próby, praca w studio, to wszystko było tak skoncentrowane, że dawno nie przeżywałem tak twórczego okresu, jeżeli chodzi o współpracę z ludźmi.

Czyli odświeżenie?

Pewnie masz rację. Osobiście nie chcę myśleć w tych kategoriach, bo ustawiałbym się w pozycji wampira energetycznego, żerującego na młodszych kolegach. Wolę wiedzieć i czuć, że mamy wspólny sposób myślenia o muzyce, wspólną potrzebę stawiania się w niebezpiecznych sytuacjach. To spowodowało, że było nam bardzo łatwo ze sobą współpracować i działać w podobny sposób.

Coś w rodzaju pełnego porozumienie?

Tak było i jest. Jeżeli chodzi o koncerty, to jest podobnie. Mieliśmy kilka koncertów na początku, w czasie, kiedy się docieraliśmy. Ten koncert w Krakowie wspominamy bardzo dobrze. Na tej samej trasie zagraliśmy też kilka koncertów, po których pewne rzeczy trzeba było wyjaśniać, tłumaczyć.

Z czym lub z kim chce rozliczyć się Budyń na nowej płycie? Co się kończy, a co się zaczyna?

Odpowiem dość pokrętnie. W związku z tym, że przymiotnik prywatny znaczy w mojej głowie dokładnie to, co znaczy w słowniku – dosłownie, książkowo – prywatny. Nie uprawiam tutaj jakiejś specjalnej prywaty, tylko próbuję wyciągnąć wnioski z obserwacji, przede wszystkim mojego prywatnego życia, ale również życia moich przyjaciół, znajomych, życia, które oglądam w telewizji i widzę, że są to historie, które dotyczą naprawdę dużej grupy statystycznej. Dopiero z tego punktu zaczynam mówić na głos o tym, jak przymykamy oczy na to, jak niehigienicznie traktujemy się w związkach – i tych intymnych, i tych koleżeńsko-przyjacielskich, jak przesuwamy codziennie granicę, której się nie powinno przekraczać. A my codziennie ją naruszamy, przepychamy ją do przodu albo do tyłu i umawiamy się, że oto została przesunięta, a to przekroczenie, które było przed chwilą, było nieważne, ponieważ granica jest teraz gdzie indziej. Doprowadza to w pewnym momencie do tego, że zatracają się wszelkie znaczenia i kończą się wartości brzegowe.

Czym jest dla Ciebie słowo na „mi”, które pada w utworze Miłość? Wiem, że próba definiowania pojęcia, które mamy w domyśle, jest co najmniej trudna.

To jest moment w życiu każdego człowieka, który wyrzuca nas poza nasze małe Ja, definiuje nas jako ludzi, moment, który zamienia zwierzę homo sapiens w Człowieka. Masz wrażenie, że wszystkie reklamy „rosną” na miłości, wszystkie filmy i piosenki są o miłości. Absolutne kłamstwo. Tak naprawdę niewiele piosenek jest o miłości i niewielka liczba filmów jest o miłości. A reszta? Reszta jest o tym, jak zakręceni są ludzie. Gdzieś w tym ludzie przeplatają jakiś wątek, że oni chcieliby wyrwać się z tego bycia pokręconym, ale to jeszcze nie jest miłość. To jest bardziej tęsknota za tym, że ktoś otarł się o miłość i miał wrażenie, że stał się człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu, że otworzyła się nagle w tym „małym zwierzęciu” przestrzeń boska. I w tym kryje się znaczenie słowa na „mi”.

O czym w takim razie śni Budyń?

Oj, ostatnio mam niedobre sny. Wolałbym o nich nie mówić. Moje życie od jakiegoś czasu się skomplikowało, a że nigdy nie byłem specjalnie poukładanym człowiekiem, to nie jest łatwo. A marzę na pewno o tym słowie na „mi”, a w moim przypadku stało się to absolutnie trudnym zagadnieniem w takim sensie, że słabo widzę możliwość, że przydarzy mi się jeszcze. Chociaż jak się ma 36 lat, to już się nie mówi nigdy i zawsze. Słowo na „mi” częściej się zdarza ludziom niż oni zdają sobie z tego sprawę. Ludzie nie zauważają często, że im się przydarza słowo na „mi”, że można słowo na „mi” przeżyć np. jak się idzie po mieście. Stajesz się wtedy bardziej ludzki, współczujący. Fajnie by było, gdyby się to kiedyś przydarzyło i marzę o tym, żeby być odważniejszym w robieniu muzyki i w pisaniu. Jeżeli nie przydarzy mi się słowo na „mi”, to chciałbym, żeby Kosmos zrekompensował mi to odwagą w składaniu słów i tworzeniu muzyki.

Co w takim razie najbardziej lubisz w ludziach, a co najmniej?

W ludziach najbardziej lubię ich nieprzewidywalność, spontaniczność i odwagę. Wtedy są po prostu piękni. Odwaga ta może również przejawiać się w tym, że nie boją się przyznać do tego, że się boją. To jest bardzo dużo, czasami tyle wystarcza, żeby się wydarzyło coś ważnego, żeby zaczęli błyszczeć. Wszyscy jesteśmy podszyci strachem i to w takich dawkach, że strach o tym mówić (śmiech).

Pochmurno, ale pogodno


W takim razie przejdźmy do pór roku. Czemu dla Budynia zima jest jak wiosna, jak słuchamy w piosence Czemu wciąż jest czwartek?


Tę piosenkę napisał nasz klawiszowiec i saksofonista, Marcin Zabłocki.

Ale mogę mimo to zapytać – czerwiec 2010, to dla Ciebie jaka pora roku?

Lato. Zdecydowanie lato. A w tym roku nie było wiosny (śmiech).

Gdybyś miał sobie wyobrazić utwór taki, że „ciarki idą”, to co Ci przychodzi na myśl?

Louder Than Love Soundgarden, Killing in the Name Of Rage Against The Machine, Everything's Some the Same The Say, Rusty Cage Soundgarden z albumu The Badmotorfinger. Ciarki mam też słuchając Johny’ego Casha, śpiewający numer Nine Inch Nails, Hurt, świetny jest też Pixies.

Ładna playlista. Wracając jeszcze na moment do poprzedniego wątku i nawiązując jednocześnie do ostatniego utworu na nowej płycie Pogodno. Oda do Młodości – to raczej samogwałt, czy jednak seks i dlaczego?

Oczywiście, że seks. Ta propozycja nieprzerywania samogwałtu, to jest potworny i złośliwy sarkazm. Mogę się mylić, bo tekst napisał Marcin Zabłocki, ale mam wrażenie, że jest wymierzony przeciwko takiej nieznośnej, kompulsywnej potrzebie, żeby wszystko było młode. Dedykowany jest ludziom, którzy są faktycznie młodzi, mówi się w niej, że młodość hej-ho itd...

... wieczna postawa roszczeniowa?

Dokładnie tak! Możemy wrócić do reklam. Reklamy, które są dedykowane młodym, gloryfikują postawę typu jestem głupi i co z tego. Dodatkowo dochodzi enzym Q10 i te wszystkie substancje, które działają, abyśmy my byli wiecznie młodzi i broń Boże się nie zestarzeli...

... bo wtedy się zużyjemy...

... a jak się zużyjemy, to będziemy źli po prostu.

I społecznie nieprzydatni…

Wtedy będziemy naprawdę ŹLI. Jak się zużyjesz, to będziesz zły. Młody jesteś dobry, a stary i zepsuty jesteś zły. Nie daj Boże, żebyś pokazywał się gdzieś w publicznym miejscu ze zmarszczkami, siwymi włosami, nieświeżym zapachem z buzi...

A gdybyś miał przyporządkować sobie znaną rzeczywistość akordowi, to jak myślisz, jaki byłby to dźwięk?

Musiałbym ostatnią strunę przestroić do D, na strunie H złapać dźwięk D, pierwsza E jest otwarta, druga jest na D i na piątej, na strunie A łapiesz na trzecim progu C. Tylko te dwie struny są dociśnięte, a reszta jest otwarta i ostatnia jest D. I lecisz od dołu takim arpeggio. Myślę, że egoistycznie to opisałem, bo jest to akord, który oddaje mój sposób reagowania na rzeczywistość, który może być też tendencją ucieczkową. Niestety, nie opisuje dobrze rzeczywistości. Musiałbym się naprawdę napocić i poświęcić tydzień na to, żeby taki akord przedstawić, a ten przyszedł mi do głowy dlatego, że często go wykorzystuję i dokonuję jego mutacji.

Czego by sobie życzył Budyń?

Żeby ludzie brali mniej kredytów, żeby uczyli się życia na realny koszt. Sam siebie również cały czas o to proszę, bo notorycznie zaciągam nowe kredyty u ludzi.

I tego Ci właśnie życzę.

rozmawiał Łukasz Kaliszewski

Lubię to!