Szukaj w artykułach

Rower Maturzysty
Studia à la française Drukuj Poleć znajomemu

Studia à la françaisNa śniadanie croissante z kawą w przytulnej kafejce na rogu w towarzystwie uroczej Hiszpanki, déjeuner z zabójczo przystojnym Finem, a wieczorem feta Beaujolais nouveau z przyjaciółmi z całego świata. W miasteczku uniwersyteckim usłyszysz dziesiątki języków, poznasz zwyczaje z miejsc, których nie potrafisz usytuować na mapie...

Taka właśnie jest Francja - wielokulturowa, różnorodna, inspirująca. Ale nie tylko dlatego warto tu studiować.

Jarek Syzdek ma 25 lat i opinię utalentowanego specjalisty w zakresie chemii ogniw litowych. Jest na trzecim roku studiów doktoranckich na Politechnice Warszawskiej i Université de Picardie Jules Verne w Amiens. Wybór uczelni francuskiej nie był przypadkowy - właśnie tam pracuje mój obecny promotor, jeden z największych na świecie specjalistów w dziedzinie, którą się zajmuję - tłumaczy Jarek.

Studia à la françaisJustyna Ratyńska po dwóch latach studiów na Wydziale Romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego postanowiła zmierzyć się z własnymi strachami i wyjechać na studia na uniwersytet Paris IV Sorbonne. - Francję wybrałam nie bez powodu - znałam już dobrze język i marzyło mi się studiowanie w kraju moich ulubionych pisarzy - opowiada Justyna, miłośniczka literatury XX wieku. - Poza tym potrzebowałam zmiany, szukałam swojej drogi w życiu i stwierdziłam, że łatwiej będzie ją znaleźć wśród zakręconych, paryskich uliczek - dodaje.

Marek Skuła, student z Wrocławia, podczas wakacji we Francji poznał miłość swojego życia. Miłość studiowała w Lyonie i do głowy jej nie przyszło, by przeprowadzić się nad Wisłę. - Nie było wyjścia, serce nie sługa - śmieje się Marek. Już wkrótce na kampusie swojej francuskiej uczelni poczuł się jak w domu. - Wprawdzie po miłości zostało tylko kilka romantycznych zdjęć, ale będę jej wdzięczny do końca życia, bo gdyby nie ten emocjonalny impuls, pewnie nie odważyłbym się wyjechać na studia za granicę.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Na początku nie było kolorowo. Jarka zabijała francuska biurokracja, z trudem przychodziło mu załatwienie najdrobniejszych formalności na uczelni. - Nasze panie z dziekanatu to przy francuskich urzędnikach prawdziwe anioły - śmieje się. Do tego doszły również problemy ze znalezieniem dachu nad głową. - Mój pierwszy pokój we francuskim akademiku przypominał celę: zamiast łóżka - prycza, zamiast biurka - kawałek deski z czterema nogami, funkcję szafy pełniło natomiast pudło, bez przegródek, szuflad, nawet wieszaka na ubrania. W następnym akademiku było trochę lepiej, może nie idealnie, ale przynajmniej kurz miał się na czym osadzić - z rozrzewnieniem wspomina Jarek.

Justynie problemy ze znalezieniem lokum też nie były obce: Francuzi to naród pragmatyczny - podkreśla. By móc podpisać umowę najmu, musisz mieć 1500 świstków z pracy, prefektury, zadeklarowanych żyrantów no i gotówkę na kaucję, co w przypadku świeżo upieczonego żaka może być trudne. Marek przez kilka pierwszych miesięcy mieszkał w kawalerce z czworgiem innych Polaków. - Pięć osób na 34 m2 to zdecydowanie za dużo, nawet gdy tę przestrzeń dzieli się z przyjaciółmi - opowiada o trudnych początkach.

We Francji student ma do wyboru miejsce w akademiku, na stancji, pokój w wynajmowanym mieszkaniu studenckim lub wynajem kawalerki. Najtańszym rozwiązaniem są akademiki uczelniane (150-500 euro miesięcznie), ale znalezienie w nich miejsca graniczy z cudem. Za miejsce w akademiku prywatnym trzeba już zapłacić od 400 euro na prowincji, do 800 euro w Paryżu. Student ma jednak duże szanse na otrzymanie dodatku mieszkaniowego albo wypłacanego przez rząd, albo redukcji czynszu na warunkach umowy APL (Aide Personnalisé au Logement). - Nie słyszałam jeszcze o przypadku, żeby polski student uczący się na uniwersytecie francuskim nie mógł skorzystać z tego rodzaju pomocy - wyjaśnia Maria Koralewska, koordynator Campus France w Polsce, agencji rządowej promującej francuskie szkolnictwo wyższe.

 Jak w Wieży Babel

Gdy dach nad głową znaleziony, formalności dopełnione, przychodzi czas, żeby rozwijać skrzydła. Justyna jednym tchem wymienia zalety studiowania w kraju Moliera: fantastycznie wyposażone biblioteki, otwarci i pomocni wykładowcy, rozbudowany system stypendiów i pomocy materialnej, możliwość poznania ludzi z całego świata.
- Za jedno z najprzyjemniejszych wydarzeń z mojej francuskiej przygody uważam spotkanie z panem profesorem Pierre'em Brunelem, nad którego podręcznikiem do literatury, biblii i zmorze młodych romanistów, ślęczałam w Warszawie... Przemiły człowiek - śmieje się Justyna.

Oprócz możliwości zgłębienia języka Prousta i Camusa, polscy studenci chwalą sobie różnorodność kulturową francuskich uczelni - nic dziwnego, każdego roku ponad 200 000 studentów zagranicznych przyjeżdża do kraju. - To, co na zawsze zapamiętam ze studiów w Paryżu, to międzynarodowa atmosfera, która królowała na sorbońskich korytarzach. W murach tej zacnej uczelni czułam się czasem jak u podnóża wieży Babel - tyle języków na raz się słyszało - opowiada Dominika Rutkowska, studentka dziennikarstwa z Krakowa, która w ramach programu Erasmus spędziła pół roku na Sorbonie V.

Poza tym francuskie uczelnie mogą poszczycić się ogromną różnorodnością oferowanych zajęć - możesz wybrać z tysięcy różnych kierunków, na wszystkich poziomach, zajmować się wszelkimi dziedzinami wiedzy. - Wybór zajęć na mojej uczelni był ogromny - uczęszczałam na przykład na zajęcia z mitów kreolskich! - wspomina Dominika.

Na uczelni w Amiens Jarek ma dostęp do sprzętu najwyższej klasy i kontakt z najwybitniejszymi specjalistami. Chwali sobie, że we Francji, jeżeli musi popracować na supernowoczesnym mikroskopie za pół miliona dolarów, nie stanowi to problemu. Nie widzi jednak najmniejszych powodów, by obawiać się konfrontacji z absolwentami uczelni zagranicznych, nawet tych najbardziej znanych. - Owszem, nasze laboratoria nie są jeszcze tak dobrze wyposażone jak te francuskie, jednak przygotowanie, jakie dają nam polscy wykładowcy powoduje, że bez najmniejszych problemów odnajdujemy się za granicą. Natomiast polska uczelnia jest bardziej elastyczna, nie ma określonych godzin pracy, również kontakt z profesorami jest łatwiejszy i bardziej serdeczny.
- We Francji czuję się czasem jakbym nie pracował na uczelni, a w jakiejś korporacji - o 9 rano muszę być w pracy i nie mogę wyjść przed 18, nawet jeśli pozostała mi tylko praca przy komputerze, którą mogę równie dobrze
dokończyć w akademiku
- opowiada Jarek.
Francuski system szkolnictwa wyższego to ponad 400 uczelni wyższych na terenie całego kraju. Wyróżnia się ich dwa główne typy: uniwersytety i tzw. grandes écoles. Nauka na uczelniach państwowych jest bezpłatna, obowiązuje jedynie opłata rejestracyjna. Na uniwersytety przyjmowani są posiadacze matury francuskiej i Ci, którzy legitymują się dokumentem, dającym im uprawnienia do wstąpienia na uczelnię wyższą w kraju pochodzenia. Wstęp na uczelnie odbywa się bez egzaminów (z wyjątkiem studiów medycznych i farmaceutycznych), ale po pierwszej sesji korytarze uczelni pustoszeją. Aby dostać się do grandes écoles, trzeba zdać trudne egzaminy wstępne, dlatego szkoły te cieszą się dużym prestiżem, wybierają je najlepsi uczniowie. Kształcą inżynierów, polityków, artystów, managerów, a ich absolwenci są poszukiwanymi specjalistami.

Gagner sa vie, czyli z czego żyć?

Francja nie należy do najtańszych krajów i koszty życia mogą skutecznie zniechęcić potencjalnego żaka. Ale to właśnie studentowi najłatwiej we Francji się utrzymać. Jeszcze przed wyjazdem należy postarać się o stypendium, ich wybór jest bardzo duży i są one dostępne nie tylko dla tych najlepszych. Jeśli stypendium nie pokrywa wszystkich kosztów życia, zawsze można rozejrzeć się za pracą: studenci po zajęciach przemieniają się w barmanów, opiekunki do dzieci, pracowników recepcji, malarzy, ogrodników... możliwości jest mnóstwo.

Jarek otrzymuje stypendium doktoranckie, przyznawane przez francuskie Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego i Nauki, dzięki któremu pokrywa wszystkie wydatki związane z życiem we Francji. Nie musi pracować dodatkowo. - Ewentualnie mógłbym poprowadzić zajęcia ze studentami, za które doktorantom we Francji płaci się extra. Może byłoby trochę trudno, bo moją francuszczyzną raczej nie mogę się pochwalić, ale póki co koncentruję się tylko na pracy badawczej - podsumowuje Jarek. Jego kolega po fachu, Bartek, student chemii z Paryża, też korzysta z pomocy rządu francuskiego dla doktorantów. - Tutaj po prostu łatwiej się żyje - mówi. Jako doktorant w Polsce dostawał stypendium, które nie wystarczało mu nawet na opłacenie wynajmu mieszkania. Frustrowało go, że nawet, kiedy zaczął zarabiać powyżej średniej krajowej, to i tak większość jego zarobków pochłaniały rachunki. - We Francji pracuje się, żeby żyć, a nie żyje żeby pracować - kwituje Bartek.

- Z kasą można sobie poradzić - opowiada Justyna, która obecnie pracuje w bibliotece uniwersyteckiej. - Trudniej oswoić się z oddaleniem od rodziny, przyjaciół i języka ojczystego. Trudno też czasem zrozumieć dziwactwa Francuzów i to, że polskie dowcipy po francusku są dla nich zupełnie nieśmieszne...

Ciągnie swój do swego

Jeśli doskwiera brak rodaków, można skontaktować się ze Stowarzyszeniem Studentów i Absolwentów Polskich w Paryżu (Association des Etudiantes et Diplomés Polonais). Jest to prężna organizacja, która zajmujeStudia à la français się udzielaniem pomocy nowoprzybyłym studentom, organizowaniem imprez kulturalnych z udziałem polskich artystów, współpracą edukacyjną oraz organizacją wycieczek i wieczorów tematycznych dotyczących kultury francuskiej.
- Aktywnie uczestniczyliśmy w negocjacjach polskich i francuskich instytucji na temat przyznania polskim studentom takich samych praw, z jakich korzystali ich francuscy koledzy. Teraz zabiegamy o powstanie prawdziwie polskiego akademika - opowiada Monika Wanago z AEP. Bo w paryskim miasteczku uniwersyteckim (Cité Universitaire), w którym znajduje się 40 akademików przyporządkowanych różnym państwom z całego świata, wciąż brakuje Domu Polskiego. W argentyńskim można nauczyć się tańczyć tango, w hiszpańskim zjeść pyszną paellę, a w japońskim obejrzeć wystawę kaligrafii... ale pomimo że we Francji studiuje ponad 3,5 tys. Polaków, w Cité Universitaire nie uświadczysz polskich pierogów i barszczyku.

Faux pas, czyli czego unikać

O wpadkach językowych i tych na podłożu kulturowym polscy studenci z Francji tworzą legendy. Teraz z rozbawieniem wspominają początkowe zmagania z gramatyką i wymową francuską, ale czasem niewystarczająca znajomość języka przysparzała im problemów. Z tego powodu Przemkowi Podolskiemu, studentowi z Aix-en-Provence przepadło zaproszenie na wesele. - Francuska koleżanka oznajmiła mi, że wychodzi za mąż - opowiada Przemek. - Moją łamaną francuszczyzną odpowiedziałem: "Tak? A kiedy?", a przynajmniej tak mi się wydawało... Niestety, zamiast słowa "quand", nieświadomie wypowiedziałem "con"...Wymowa tych dwóch słów jest bardzo podobna i dla początkującego frankofona właściwie nie do odróżnienia. Rozmówczyni Przemka usłyszała więc, zamiast pytania o termin ślubu, frazę "Tak? To do dupy!". No cóż, prawie straciłem koleżankę - śmieje się Przemek.

Niektórzy Francuzi mają dość ambiwalentny stosunek do obcokrajowców, którzy próbują mówić w ich języku. Wprawdzie bardzo cieszą się, że ktoś na jakiś czas dał się przekonać, żeby zrezygnować z barbarzyńskiego angielskiego na rzecz języka sztuki i kultury, ale często cieszy ich także to poczucie wyższości, gdy wiedzą, że popełniasz błąd.  - Francuzi są przekonani, że świat byłby dużo lepszym miejscem, gdyby debaty w Unii Europejskiej i ONZ toczyły się po francusku - stwierdza Marek Skuła. - Ale pomimo tego opowiadają sobie kawały o akcencie francuskojęzycznych Szwajcarów, Belgów, Kanadyjczyków i mieszkańców Afryki, a jeśli ktoś w telewizji wypowiada się z akcentem odbiegającym od standardu, dokładają napisy, no bo przecież kto mógłby zrozumieć ten "wsiowy" francuski! - śmieje się Marek. Ale prawdą jest, że francuskiego na uczelni można nauczyć się bardzo szybko. Oprócz tego, że wszystkie zajęcia odbywają się po francusku, praktycznie każda uczelnia oferuje szeroki wachlarz bezpłatnych kursów języka francuskiego na wszystkich poziomach.

Szkoła życia

Studia we Francji to nie tylko wino, sery, śródziemnomorskie klimaty i francuski chic, ale też szkoła życia. - Żeby się o tym przekonać, trzeba jednak zebrać się na odwagę, wyjechać i powtórzyć za Juliuszem Cezarem: veni, vidi, vici - opowiada Jarek Syzdek. Opłacało się, od momentu, kiedy sam wyjechał, przekonał do podjęcia studiów za granicą kilkunastu kolegów. Sam myśli o kontynuacji kariery naukowej w Stanach, bo lubi swoją pracę, ale na tyle, na ile lubi ludzi, z którymi pracuje.
Justyna swoją najbliższą przyszłość łączy z Francją. - Tutaj znalazłam... szczęście. We Francji po prostu dobrze się żyje, to miejsce ma tyle pozytywnej energii, jest tak inspirujące, tutaj czuję, ze mogę rozwinąć skrzydła. Być może wróci do Polski, kiedy przyjdzie czas, by z żaka zamienić się w odpowiedzialną mamę, bo zawsze dobrze, gdy babcia z najlepszą radą jest w pobliżu.

Marek po raz drugi odnalazł miłość swojego życia. W tym roku kończy studia, obecnie odbywa staż w jednej z francuskich firm telekomunikacyjnych. Razem z Soline planują przeprowadzkę do Montpellier, w jej rodzinne strony. - Mój teść ma polskie korzenie, dogadujemy się więc wyśmienicie. Soline polubiła żubrówkę z sokiem jabłkowym i zakochała się w pierogach mamy Marka.

   
 Dyplomy polskie od pewnego czasu są już uznawane we Francji. Kropkę nad i postawiły panie minister, prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego oraz Valérie Pécresse, minister szkolnictwa wyższego i badań Republiki Francuskiej, które 28 maja 2008 r. podpisały Umowę między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Francuskiej o wzajemnym uznawaniu dokumentów uprawniających do wstępu na studia wyższe, okresów studiów, dyplomów, tytułów i stopni.
 
   

 

Daria Drabik

 

Komentarze  

 
0 #1 mat 2009-04-29 12:38
Naprawdę świetnie napisany artykuł
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież