Moje życie, moja zabawa Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 6
KiepskiŚwietny 

Czesław Mozil Fenomen polskiej sceny muzycznej, niekwestionowana gwiazda. Tak o nim piszą. Mylą się. Nie wszyscy jednak wiedzą, że konceruje (z zespołem Tesco Value) już niemal 12 lat. Żaden z niego fenomen, tylko świetnie wykształcony muzyk. Nie zachowuje się jak gwiazda. Kim więc jest? Rozmowa z Czesławem Mozilem, pseudonim sceniczny Czesław Śpiewa.

Jako sześciolatek wyemigrowałeś do Danii. Dlaczego teraz, po 22 latach, wróciłeś do kraju?

Kocham i Danię, i Polskę, ale zawsze czułem się Polakiem. I chociaż jestem bardzo zduńczony, to Duńczykiem nigdy nie będę. Wyjechałem z Polski jako dzieciak i cały ten proces dorastania, dwa języki, dwa kraje, szukanie pośród tego identyfikacji, kwestia niezrozumienia, dlaczego mnie tak bardzo podniecają akurat Polki, wszystko to była dla mnie psychiczna jazda. I chociaż większość życia mieszkałem w Danii, Polska zawsze była blisko mnie. Często tu przyjeżdżałem, a powrót był moim marzeniem.
 
Może wróciłeś, bo Tesco Value nie odnosiło sukcesów w Danii?

Tutaj też nie od razu dostałem Złotą Płytę. Z Tesco Value jeździliśmy po Polsce od 2002 roku. Graliśmy w małych salkach koncertowych, dziwnych klubach bez sprzętu i w ogóle w ekstremalnych warunkach. Te koncerty nie dawały kasy, sławy też nie, ale dzięki nim słowo sukces od dawna było mi dziwnie smaczne. Granie dla 50 osób, pisanie muzyki do przedstawień teatralnych w Kopenhadze, to wszystko zawsze mnie kręciło.
 
Zostałeś jednak w Polsce. Jak Ci się tu u nas żyje?
 
Wiele rzeczy mi się podoba, ale sporo też można by zmienić. Chciałbym, żeby w porządku było błądzić, powiedzieć: ja nie potrafię. A tu jest tylu ludzi, którzy nawet o drogę boją się zapytać, rozumiesz? Tutaj jest mnóstwo osób, które wybierają ustabilizowany tryb życia, bo tak robią wszyscy i tak jest przyjęte. Oczywiście szanuję tych ludzi, to jest nawet piękne, tylko czy oni są do końca szczęśliwi?
 
Twoja Maszynka do świerkania przez kilka tygodni utrzymywała się w czołówce listy przebojów radiowej Trójki. Płyta, z której pochodzi singiel, w ciągu trzech miesięcy zyskała status platyny.

Taki boom na Czesława mnie zaskoczył. Ale to nie jest tak, że teraz latam i odbija mi od tego wszystkiego. Showbusiness, medialna wrzawa, udział w głupkowatych programach, to wszystko mnie nie podnieca. Gram od małego i jestem zajebiście zahartowany. Mógłbym oczywiście zaakceptować udział w Tańcu z gwiazdami czy Gwiazdach na lodzie, mógłbym się zajebiście kręcić, nie? Ale wolę grać. Jakbym powiedział fanom, że na miesiąc odwołuję koncerty, bo chcę się nauczyć kręcić na lodzie, to co oni by pomyśleli? Że pierdoła?
 
Polskie gwiazdy tak robią.
 
Ja nie jestem gwiazdą. Nie będę gwiazdą, dopóki sam nie zdecyduję. A nie chcę, bo kiedy zacznę się lansować i obskakiwać te wszystkie imprezki dla gwiazdeczek, to albo zniszczę swoją karierę, albo będę musiał rozwalić cały ten showbusiness. Ale ani jednego, ani drugiego, nie chcę.
 
Dlaczego nie?
 
Showbusiness jest i musi być. Dla tych, którzy mniej osiągają. Logiczne - jak ktoś się nie sprzedaje, to musi pokazywać się w mediach.
 
Więc jak Ty to robisz? Według Empiku twoja płyta jest na drugim miejscu w rankingu najlepiej sprzedających się krążków 2008 roku. I to wszystko tak bez lansu?
 
Dobra, przyznam się, trochę się lansuję. Ale robię to z takim moim dobrym smakiem. Nie muszę wchodzić na scenę, grać shit i robić z siebie debila, bo nigdy tego nie robiłem. Ja się na scenie po prostu dobrze bawię. I nagle okazuje, że: Kurcze, on jest niesamowity! On jest sobą na scenie! - mówią. Wyobrażasz sobie, jakie to jest nienormalne? Popatrz na to procentowo. Mamy 40 mln ludzi w Polsce i jednocześnie tak mało kapel, które grają muzykę inną, niż ten syf w radiu. To nie może odpowiadać zapotrzebowaniu publiki. W branży są ludzie, którzy się załapali, niewiele kumają, ale rządzą. Gdybym był biznesmenem, gdybym miał zainwestować kasę w wytwórnię, to bym na pewno nie szedł na jakieś tandetne laski, które na żywo nie potrafią śpiewać.

Ale to one się sprzedają. Popatrz na wszystkie opola, sopoty. Tam jest publika.
 
Zawsze będzie publika na Opolu, ale czy to jest fajne? To jest tandetne!
 
Dla milionów Polaków, które siedzą przed telewizorem, może niekoniecznie.
 
Gdyby Polacy dostali coś innego, to by na pewno było inaczej. To nie widzowie decydują, kto występuje na takich festiwalach. Jest mnóstwo piosenkarek w Polsce, które nie wydają nowych płyt, a media i tak cały czas o nich piszą. Ludzie niestety zapomnieli, że gwiazda to nie jest wyłącznie człowiek rozpoznawalny.
 
Ciebie rozpoznają?

Często tak. Ale na pewno nie jest to sława uczestnika Tańca z gwiazdami. Wtedy miałbym niezły hardcore. A ja dalej chcę mieć seks, z kim będę chciał, i nie czytać potem o tym w tanich gazetach. Jestem bardzo otwarty jeśli chodzi o sprawy seksualne, ale myślę, że to jest sprawa prywatna, tak samo jak religia.

Wiesz, że podzieliłeś polską krytykę muzyczną? Jedni cenią twoją muzykę za prostotę melodii i tekstów, inni za to samo krytykują. Zarzucają, że melodia to trzy akordy na krzyż, a zaczerpnięte z internetu rymy częstochowskie, które wykorzystujesz w tekstach, tworzą infantylną treść.
 
Przyznaję, te piosenki są proste. Ale jeśli chodzi o warsztat muzyczny i produkcję, to takiej płyty w Polsce przez długi czas nie było. Jest i muzykalnie, i z dystansem. I choć klimat podobny, to w niczym to nie przypomina poezji śpiewanej, która mnie mdli.

Powiedzmy sobie szczerze, że tekst typu uciekła ładna babeczka z dość wesołego miasteczka to nie jest twórczość najwyższych lotów...
 
Tylko, że jak ja mówię uciekła ładna babeczka z dość wesołego miasteczka, lecz jakie były powody, że mimo wielkiej urody, nie miała tam powodzenia i rzekła cześć do widzenia to jest Polska 2008. Teksty były pisane przez internautów na czacie Multipoezja, poskładał je poeta Michał Zabłocki i moim zdaniem lepszego street poetry nie znajdziesz obecnie w tym kraju. Tekst piosenki może być równie głupi, jak Love me do albo All you need is love Beatles'ów, ale jak oni to śpiewają, to ja wierzę w tę miłość. Ja od wokalisty chcę tylko talentu. Rozpoznaję go bardzo szybko, cholernie podoba mi się na przykład, jak śpiewa Monika Brodka. I nie zastanawiam się, kto jej pisał i czy Brodka jest produktem.
 
Ty oczywiście produktem nie jesteś?
 
A wiesz, ile osób myśli, że jestem? Że się nazywam Czesław, bo ściągnąłem to z Niemena? Mogę się założyć, że ci, co tak myślą, nawet nie znają kolekcji Niemena. Moich utworów też na pewno nie znają. Zresztą, ja nie mam żadnej misji, żeby udowadniać innym, że to, co robię, jest dobre. Ja chcę tylko grać. To jest moje życie i to jest moja zabawa.

Wobec tego życzę Ci, żeby ta zabawa trwała jak najdłużej. Przynosiła radość Tobie i Twojej publice. Dzięki za rozmowę.

Rozmawiała: Marta Rychert

Lubię to!