Wielki Finał w wielkiej Auli
Zginiemy bez zawodowców! Drukuj Poleć znajomemu

Zginiemy bez zawodowców!W ubiegłym roku aż 80 proc. warszawskich gimnazjalistów wybrało licea, Tylko 15 proc. technika, po blisko 3 proc. licea profilowane – raczej nieudany eksperyment polskiej oświaty – i szkoły zawodowe.

Prof. Stefan Kwiatkowski, ekspert kształcenia zawodowego, twierdzi, iż takie proporcje to klęska dla polskiej gospodarki. Rynek pracy oczekuje na dobrze przygotowany średni personel techniczny. Już brakuje fachowców, a niektóre kierunki techniczne mają problemy z naborem.

Jakie i czyje rekomendacje powinniśmy brać pod uwagę, aby asekurować decyzję nastolatka, zdecydowanego na zdobycie konkretnego fachu? Dzisiejszych pracodawców? Nauczycieli-wychowawców, czy futurologów zdolnych ocenić faktyczne potrzeby społeczne w perspektywie kilkunastu-kilkudziesięciu lat?

Eksperci szkolnictwa zawodowego odnotowują, iż ponownie nabiera ono wartości. Bo rynek pracy domaga się wykwalifikowanych robotników i techników, zdolnych do szybkiego podjęcia zadań na bardzo konkretnych stanowiskach pracy. Bo z doświadczeń nauczycieli akademickich wynika, iż student mający za sobą umiejętności i doświadczenia praktyczne – przyjmuje teorię i uogólnienia z większym zrozumieniem. Bo „od zawsze” naukę konkretnych zawodów podejmowali ludzie bardzo młodzi. Praca ich kształtowała, zawód i jego system wartości – wychowywał, świadomość odpowiedzialności za praktyczne zadania pozwalała szybciej dorastać. Taka filozofia wchodzenia w dorosłość nadal ma sens!

Szlify u najlepszych

Na liście zawodów z przyszłością z pewnością znajdują się te, które mają związek z rozwojem branży IT, nowymi technologiami, rozwojem nowoczesnego przemysłu, obsługą gospodarki, utrzymaniem ciągłości pracy mediów odpowiedzialnych za prawidłowe funkcjonowanie wielkich aglomeracji. Te prawdziwie techniczne zawody to, przede wszystkim, technik i monter elektronik, technik elektryk, elektryk, technik i monter mechatronik, technik energetyk, ślusarz, elektromechanik, operator obrabiarek CNC.

Wielkie światowe i krajowe koncerny wiedzą, iż absolwenci tak sprofilowanych szkół są ich „być, albo nie być”. Dawnych przemysłowych potentatów nie stać już na utrzymywanie swoich szkół przyzakładowych, ale pojawiają się w wybranych szkołach nowi patroni – międzynarodowe kolosy – z pakietami własnych oczekiwań, co do umiejętności absolwentów szkoły, ale także z gotowością do konkretnego wspierania procesu dydaktycznego.

Mamy więc coraz lepiej wyposażone warsztaty, gwarancję na praktyki u potencjalnych pracodawców, ulgi w opłatach (na przykład za internat). Często jest tak, iż patron nie oczekuje nawet natychmiastowego „zwrotu” inwestycji, lecz wspiera szkołę (szkoły, klasy), gdyż taką ma długofalową strategię rozwoju.

Przykłady takiej współpracy? Choćby Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Nowym Bytomiu w Rudzie Śląskiej. W tamtejszym technikum powstały klasy o specjalności „obsługa i naprawa pojazdów samochodowych”. Uczniowie otrzymali firmowe uniformy, a szkolne pracownie zostały wyposażone w dostarczony przez Toyotę sprzęt i pomoce dydaktyczne. Program nauczania dopasowano do standardów koncernu tak, aby kończący technikum absolwenci mogli zdawać pierwszy z czterech egzaminów wewnętrznych Toyoty. Przy szkole utworzone zostało również Regionalne Centrum Szkoleniowe Toyoty – korzystają z niego zarówno uczniowie klas patronackich, jak i pracownicy stacji serwisowych koncernu z całego południa Polski.

Czy jednak istnienie klas patronackich może uprawniać do stwierdzenia, że po zawodówce na każdego czeka praca? Kierownik jednego z serwisów Toyoty na Górnym Śląsku przyznaje, że pomysł mu się podoba, jednak jak na razie nie zatrudnił ani jednego absolwenta klasy patronackiej. Poza tym na pracę dla Toyoty liczyć mogą jedynie najlepsi. Przeciętni muszą radzić sobie na własną rękę.
Podobnie jest w przypadku Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Technicznych w Kuźni Raciborskiej. Jedynie najlepsi uczniowie trzeciej klasy szkoły zawodowej odbywający praktyki w Fabryce Obrabiarek Rafamet, będącej patronem szkoły, otrzymali od niej stypendia i gwarancję pracy.

W Zespole Szkół Samochodowych w Poznaniu także funkcjonują klasy patronackie m.in. Toyoty, Skody, Opla, Peugeota i Hondy. Uczniowie mają szansę na pracę zaraz po ukończeniu szkoły. Słowo szansa jest tu kluczowe. Dlaczego? Tylko najlepsi uczniowie z każdej klasy otrzymują stałą pracę i zdobywają szlify w zawodzie. Pozostali pewności nie mają. Według dyrektora szkoły na pracę może liczyć około 80 proc. absolwentów.

  • w zasadniczych szkołach zawodowych odbywają się egzaminy dające prawo do wykonywania 65 zawodów, a w technikach egzamin maturalny oraz egzaminy dające prawo do wykonywania 101 zawodów
  • w zasadniczych szkołach zawodowych do egzaminów potwierdzających kwalifikacje zawodowe przystępuje 73% uczniów ostatnich klas (zdaje je 87%), a w technikach 95% uczniów (zdaje je zaledwie 65%) 
  • egzamin maturalny w technikach zdaje 60% maturzystów
  • w Polsce mamy obecnie ok. 1900 szkół zawodowych (220 tys. uczniów) oraz ok. 2300 techników i szkół równorzędnych (560 tys. uczniów)
  • w roku szkolnym 2009/10 naukę w ZSZ rozpoczęło prawie 90 tysięcy uczniów, a w technikach około 157 tysięcy uczniów 
  • do techników trafiło 26,3% absolwentów gimnazjów (LO wybiera niemal dwa razy tyle absolwentów), tylko 15% absolwentów gimnazjów wybiera ZSZ 
  • nauką w technikach zainteresowani są przede wszystkim uczniowie w województwach świętokrzyskim, lubuskim, śląskim i podkarpackim, gdzie uczy się ponad 35% uczniów szkół ponadgimnazjalnych w regionie

Fach na miarę posady

Ranking 10 najbardziej poszukiwanych zawodów, przygotowany przez firmę Manpower, mówi, iż wykwalifikowany pracownik fizyczny to najbardziej deficytowa z polskich profesji. Zdaniem Dagmary Bałusz, rzecznika firmy, według przedstawicieli organizacji zrzeszających pracodawców (m.in. PKPP Lewiatan), krajowym pracodawcom potrzebni są: cieśle, stolarze, murarze, hydraulicy, spawacze, kierowcy, magazynierzy…

– Większość absolwentów szkół zawodowych kończy je z uprawnieniami w danej dziedzinie – przypomina Bałusz. – Są wyjątki, na przykład elektryk, który, mimo że jest absolwentem szkoły zawodowej, nie może pracować samodzielnie do czasu zdobycia uprawnień, które trzeba regularnie odnawiać – dodaje.

Odnotowywane zainteresowanie zawodami budowlanymi ma także drugie, bardzo pragmatyczne, dno. Okazuje się, iż europejscy pracodawcy z mniejszym entuzjazmem zatrudniają na swych budowach osoby nie mające dyplomów potwierdzających kompetencje murarzy, dekarzy, cieślów. Firmy ubezpieczeniowe zadbały o motywację do zatrudniania prawdziwych fachowców.

Roma Głowacka, rzecznik firmy Randstad, potwierdza, że wykwalifikowani pracownicy są ciągle poszukiwani: – Aktualnie najwięcej ofert pracy mamy na następujące stanowiska: pracownik fizyczny, operator wózka widłowego, operator maszyn, pracownik produkcji, pracownik magazynu, telemarketer, konsultant ds. obsługi telefonicznej – przyznaje.

Programy nauczania starają się nadążać za zmianami na rynku pracy – więcej czasu poświęca się na praktyczną naukę zawodu. Praktyki zawodowe przestały już być traktowane jako czas wolny od zajęć. Pracodawcy sygnalizują jednak, iż poprawa w szkolnictwie zawodowym następuje zbyt wolno w stosunku do potrzeb przedsiębiorców.

Powszechne jest także oczekiwanie, aby szkoły uczące zawodów pamiętały, iż część absolwentów zapragnie założyć własne firmy – samodzielnie lub przy pomocy rodziny. Szkoły powinny (i wiele z nich już to robi) nauczać w przystępny sposób prawa gospodarczego i metod pozyskiwania środków na uruchomienie firm: ze struktur unijnych, Urzędów Pracy, Urzędów Marszałkowskich, w ramach programów regionalnych, lub Rozwoju Obszarów Wiejskich.

Laury zawodowców

Szkolnictwo zawodowe ma swoich bohaterów, liderów, orędowników. Radosław Moskal, Nauczyciel Roku 2009 z Zespołu Szkół nr 3 w Ostrowcu Świętokrzyskim ani przez chwilę nie żałował, iż wybrał nauczycielską profesję: – Miałem zamiar rozpocząć pracę w Hucie Ostrowiec, ale w tamtym okresie (1990 r.) huta raczej zwalniała, niż przyjmowała nowych pracowników. Teraz mogę żartobliwie stwierdzić – chwała tamtejszej dyrekcji huty, że tego nie zrobili. Na pewno nie osiągnąłbym tylu sukcesów, co w mojej kochanej szkole. Miałem kilkanaście propozycji od różnych przedsiębiorstw oferujących mi większe pieniądze, zdecydowałem, że zostaję. Nie byłoby mi łatwo rozstać się z uczniami, porzucić pracownię, którą od kilkunastu lat wyposażam ściągając profesjonalny sprzęt. Ostatnio udało mi się sprowadzić za 3,66 zł falownik o wartości rynkowej około tysiąca euro. Teraz załatwiam alternatywny system do produkcji energii elektrycznej z generatorem wiatrowym, ogniwami fotowoltaicznymi, inwertorem i bateriami akumulatorowymi. Zamontujemy go na budynku szkoły. Zajęcia w profesjonalnie wyposażonej pracowni sprawiają, że uczniowie są dobrze przygotowani do pracy w nowoczesnych firmach i przedsiębiorstwach.

Zespół Szkół nr 3 w Ostrowcu to sześć kierunków technicznych: mechatronika, elektronika, informatyka, elektryka, teleinformatyka, logistyka. Uczniowie Radosława Moskala odnosili i odnoszą sukcesy w Olimpiadzie WiedzyTechnicznej, Olimpiadzie Innowacji Technicznych, Turnieju Młodych Mistrzów Techniki, Ogólnopolskim Konkursie Mechatronicznym i wielu innych.– Jesteśmy najlepsi pod względem wykorzystania środków z programu Leonardo da Vinci w województwie świętokrzyskim. Do tej pory zrealizowaliśmy 12 projektów dla uczniów i 2 dla nauczycieli. W konkursie na rok 2009 przebiliśmy wszystkie szkoły w Polsce, pozyskując ponad 271 tys. euro ma praktyki zawodowe dla 100 uczniów. Dzięki tym projektom (pozyskana kwota ogółem to około 800 tys. euro) ponad 300 uczniów i kilkunastu nauczycieli przebywało na miesięcznej praktyce w krajach Unii Europejskiej: Hiszpanii, Niemczech, Włoszech i Portugalii. Konkurs na rok 2010 to następne ponad 200 tys. euro.– Szkolą się u najlepszych, podglądają nowe rozwiązania, ale i inne kultury – dodaje R. Moskal.

Będą zmiany?
Jan Bis, prezes Polskiego Stowarzyszenia Upowszechniania Komputerowych Systemów Inżynierskich ProCAx i przedstawiciele Naczelnej Organizacji Technicznej zwracają uwagę na kierunek pożądanych zmian: – Wydaje się nam, iż warto rozważyć merytoryczny nadzór ministra gospodarki nad szkołami tego typu. Szkolnictwo artystyczne ma przecież pod opieką minister kultury… Zabiegamy więc o to. Jan Bis wie, że to plan wymagający ogromnej batalii i pracy nad zmianą ustaw. Twierdzi, iż cel uświęca tę walkę.

Nauczyciele, pracodawcy i ich przedstawiciele wywalczyli już pierwsze zmiany w programach – poprawę proporcji w treściach kształcenia (więcej przedmiotów zawodowych i więcej ścisłych, decydujących o możliwości kontynuowania studiów technicznych). Zwracają uwagę na mankament, jakim jest zbyt mała liczba zajęć zaplanowanych „odgórnie” na podstawowy język techników – rysunek techniczny.

Od kilku lat trwa też batalia o egzamin kończący technikum. Radosław Moskal irytuje się nie na żarty: – Egzamin zawodowy składa się z dwóch etapów: dwuczęściowego pisemnego oraz praktycznego. Aby go pozytywnie zaliczyć uczeń musi uzyskać z części pierwszej – co najmniej 50 proc. punktów, z części drugiej – co najmniej 30 proc., zaś z etapu praktycznego – co najmniej 75 proc. punktów możliwych do uzyskania. Część praktyczna w wielu zawodach do tej pory odbywa się … na papierze, bo brak funduszy i odpowiedniego sprzętu, aby taki egzamin przeprowadzić praktycznie! Jeśli nawet ośrodki egzaminacyjnemają sprzęt, to został on nabyty bez konsultacji z nauczycielami przedmiotów zawodowych i w firmach, które akurat wygrały przetarg. Ale to temat na zupełnie inną opowieść.

Warto przypomnieć, iż aby zdać maturę trzeba uzyskać minimum 30 proc. punktów. Do zdania część praktycznej egzaminu zawodowego potrzeba zaś 75 na 100 punktów (75 proc.).

– Uczniowie podchodzą do tego w ten sposób: egzamin jest ciężki, nie będę się stresował i podchodził do niego, idę na studia i dyplom potwierdzający kwalifikacje zawodowe oraz Europass nie będzie mi potrzebny – ubolewa nauczyciel z Ostrowca, pokazując mechanizm skutkujący zaniechaniem potwierdzania egzaminem kilku lat kosztownej i trudnej nauki w technikum.

Szczególnie ambitni uczniowie startujący w olimpiadach technicznych powinni też wiedzieć, iż trwa ważny dyskurs o ewentualnym zwolnieniu laureatów i finalistów turniejów i olimpiad technicznych z całości egzaminu zawodowego z oceną celującą, a nie tylko z jego pierwszej części.

Janusz Kowalski, wieloletni organizator Olimpiady Wiedzy Technicznej, wie, że uczeń technikum, biorący udział w tym współzawodnictwie musi być bardzo dobry z przedmiotów ścisłych – matematyki, fizyki, chemii, ale również dodatkowo musi być mistrzem z wielu przedmiotów technicznych i wykraczać znacznie poza poziom szkoły średniej. – To jest bardzo rozległa wiedza: podstawy elektrotechniki i elektroniki, układy cyfrowe, automatyka przemysłowa, urządzenia i systemy mechatroniczne. Laureaci i finaliści olimpiad technicznych posiadający tak ogromną wiedzę z kilku wymienionych przeze mnie przedmiotów powinni być zwolnieni z całego egzaminu zawodowego! – mówi zdecydowanie.

Rzemieślnik to brzmi dumnie

Zginiemy bez zawodowców!Prof. Jan Klimek (Szkoła Główna Handlowa) jest autorem wielu opracowań teoretyczno-praktycznych związanych z przedsiębiorczością – zwłaszcza z sektorem małych i średnich przedsiębiorstw. Prowadzi własną firmę cukierniczą i działa w samorządzie rzemiosła (wiceprzewodniczący Związku Rzemiosła Polskiego oraz Prezes Izby Rzemieślniczej oraz Małej i Średniej Przedsiębiorczości w Katowicach). Jest współtwórcą polsko-szwajcarskiego projektu wspierania przedsiębiorczości w Polsce.

Z pełną odpowiedzialnością zachęcam wszystkich rodziców do rozważenia szkoły zawodowej jako możliwej ścieżki rozwoju swoich dzieci. Sam tak zaczynałem swoją karierę, po części przeszły ją również moje córki. Pochodzę z rzemieślniczej rodziny. Etos pracy we własnej firmie cukierniczej tworzyli moi bliscy w kolejnych pokoleniach. Jako 14-latek świadomie wybrałem Zasadniczą Szkołę Zawodową w Katowicach-Szopienicach. Zdałem egzamin dający mi uprawnienia do pracy cukiernika. Pracowałem i uczyłem się nadal: technikum, Akademia Ekonomiczna w Katowicach, doktorat we Wrocławskiej Akademii Ekonomicznej, wreszcie habilitacja i rozpocząłem pracę jako profesor w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. W wielu 22 lat założyłem własną działalność gospodarczą, firmę cukierniczą, która funkcjonuje do dzisiaj, czyli ponad 36 lat.
Jestem wdzięczny moim rodzicom za wsparcie mnie w tak obmyślanej edukacyjnej ścieżce. Wiem, że nie byłoby naukowych sukcesów bez doświadczenia, jakie przyniosła mi praca we własnej firmie. Nie miałbym takiej wiedzy praktycznej, którą dziś mogę dzielić się ze studentami. Doświadczenie to było również przydatne, gdy podczas pełnienia przez dwie kadencje funkcji posła, byłem wiceszefem Sejmowej Komisji Gospodarki oraz Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Moje córki – aktorka i dziennikarka - uczyły się wprawdzie przed podjęciem studiów w szkołach ogólnokształcących, ale obie ukończyły naukę zawodu i są dyplomowanymi cukiernikami. Mamy fach. To komfortowa sytuacja.
Trzymam za Was – zawodowcy – kciuki! Niech Wam nikt nie sugeruje, że wybraliście mniej ambitnie – praktyczna nauka zawodu nie wyklucza dalszego rozwoju. Tylko bądźcie konsekwentni w postanowieniach i kończcie zawsze to, co zainicjowaliście. Koniecznie!

Potrzeby i mody
Dyrektor generalny Związku Rzemiosła Polskiego, Maciej Prószyński, z definicji (ale nie tylko ze względu na zawodowe kompetencje) wielką wagę przywiązuje do praktycznych aspektów kształcenia zawodowego. Twierdzi, iż taka formuła – szkoły połączonej z praktyczną nauką zawodu u przedsiębiorcy – jest najefektywniejszym modelem, stosowanym z powodzeniem przez wiodące kraje europejskie. –

Nauka zawodu w szkolnym warsztacie wyposażonym w starego „malucha” jest drogą donikąd. Terminowanie u dobrego rzemieślnika to nauka przedsiębiorczości, prawdziwych relacji z klientami, praca przy rzeczywistym warsztacie zawodowym, nauka relacji pracownik-przełożony, nabywanie umiejętności zespołowego działania. I złości nas, gdy słuchamy czasem frazesów o kształceniu „rozwiniętych Europejczyków” w opozycji do monterów instalacji sanitarnych, budowlańców, czy mechaników samochodowych. Złości, bo to zawody społecznie ważne.

Środowisko przedsiębiorców-rzemieślników powtarza też za doświadczonymi europejskimi specjalistami: zwróćcie uwagę na proporcje przekazywanych treści i umiejętności. Polska norma układa je w relacji 1: 1 (teoria i praktyka). Belgowie i Niemcy ułożyli je w proporcji 1: 4 (na rzecz praktyki oczywiście), gdyż, jak twierdzą – i jak tego oczekują unijni eksperci – uczyć trzeba dobrze, a nie długo…

Z perspektywy małych i średnich firm widać też znakomicie potrzeby, tendencje i… mody na zawody.

Największym zainteresowaniem cieszy się nauka fryzjerstwa (prawie 8 700 nowych uczniów – młodocianych pracowników w 2009 r.). Mechanikę samochodową wybrało blisko 7 000 osób. Blisko 2 500 zdecydowało się na zawód cukiernika, a 2 400 – stolarza.

Rzemieślnicy alarmują: pogłębia się kryzys kształcenia w zawodach odzieżowych i włókienniczych (bez uczniów: bieliźniarz, modystka – 1 osoba, tylko 53 kandydatów na naukę krawiectwa). Za chwilę będziemy pozbawieni fachowców obróbki skór i futer (garbarzy, kuśnierzy, cholewkarzy, kaletników, obuwników). Maleje liczba kandydatów do zawodów związanych z obróbką drewna.

Na 110 zawodów rzemieślniczych nauka odbywa się faktycznie jedynie w 67. Najliczniejszą grupą są uczniowie przygotowujący się do pracy w zawodach związanych z przetwórstwem żywności, z motoryzacją, z pielęgnacją ciała człowieka, z budownictwem. Do egzaminów czeladniczych przystępuje najwięcej kandydatów na fryzjerów, mechaników pojazdów samochodowych, cukierników, stolarzy i piekarzy. Ok 90 proc. przystępujących uzyskuje pozytywne oceny podczas egzaminów czeladniczych.

Badania karier przeprowadzane przez ZRP wykazują, iż młodociani pracownicy pozostają po okresie nauki zawodu u swych pracodawców. – A to oznacza, iż są dobrze przygotowani nie tylko do egzaminu końcowego w Izbie Rzemiosła, ale także do rzeczywistej zawodowej pracy – mówi dyrektor Prószyński. A chodzi o armię 95 000 młodych ludzi, uczących się zawodu u 26 000 rzemieślników.

Magda Rulska
Janusz m. kowalski
Współpraca: LJ, KKS