Bilans 2011
 Studenci w Polsce
 Liczba Szkół Wyższych
 Studenci w uczelniach niepublicznych
 Liczba uczelni niepublicznych

 Mapa uczelni
niepublicznych w Polsce
Uczelnie niepubliczne 2011
Pełna tabela

Bilans 1991-2011
Pełna tabela

Fenomen dwudziestolecia Drukuj Poleć znajomemu

10. Przeciw dyskryminacji

 
  1. Ojcowie założyciele
  2. Kadra
  3. Skąd się wzięli studenci?
  4. Liczby i tendencje
  5. Jak to jest na świecie
  6. Prawo – krótki przegląd
  7. Baza materialna
  8. Akademicki charakter
  9. Samoorganizacja środowiska
  10. Przeciw dyskryminacji
  11. Jak wyjść z pułapki demograficznej
  12. Ponad granicami

 

Zgodnie z prawem Emanuela S. Savasa, każda działalność gospodarcza i pozagospodarcza (edukacyjna, zdrowotna itp.) realizowana przez podmioty niepubliczne jest o ok. 50 proc. sprawniejsza merytorycznie i efektywniejsza ekonomicznie. Savas udowodnił to na przykładzie Stanów Zjednoczonych i innych rozwiniętych państw. Po prostu podmioty niepubliczne, w związku z tym, że są oparte na kapitałach prywatnych, nie mogą być złe, słabe merytorycznie i nieefektywne, co zwykle występuje w jednostkach dofinansowywanych przez państwo, z zwłaszcza w publicznej sferze edukacyjnej, w tym szkolnictwa wyższego – przypomina dr Marcin Geryk, założyciel i kanclerz dwóch uczelni niepublicznych (Wyższej Szkoły Zarządzania w Gdańsku oraz Wyższej Szkoły Infrastruktury i Zarządzania w Warszawie) w publikacji Rynek uczelni niepublicznych Polsce.

Dwadzieścia lat funkcjonowania uczelni niepaństwowych potwierdziło to prawo. Co więcej, fakt, iż 1/3 studentów w Polsce kształci się w uczelniach niepaństwowych bez zasilania budżetowego, stanowi wielkie odciążenie budżetu państwa oraz dobry kierunek poprawy systemu budżetowego – udowadniał dziesięć lat temu prof. Waldemar Grzywacz, ekonomista, ówczesny kierownik Katedry Ekonomii i Polityki Gospodarczej na Wydziale Zarządzania i Ekonomiki Usług Uniwersytetu Szczecińskiego. – Przy założeniu, że wydatki budżetu państwa na państwowe szkolnictwo wyższe wynosiły w ostatnich latach ok. 3 proc. ogólnych wydatków budżetowych, i że 1/3 studentów (ok. 500 tys.), kształcona w systemie niepaństwowym, byłaby finansowana z budżetu, w roku 2002 trzeba by wydatkować na finansowanie tej młodzieży dodatkowo 1 proc. z budżetu, tj. około 1,8 mld zł – pisał w 2002 roku na łamach Forum Akademickiego.

Ale już wówczas przestrzegał: system finansowania szkół niepaństwowych może się załamać, wiele z nich może zawiesić działalność ze względu na coraz większe trudności finansowe. – Duża liczba wyższych szkół niepaństwowych wywołuje naturalne zjawisko konkurencji jakościowej i cenowej o pozyskiwanie studentów. Konkurencja jakościowa, konkurencja programów studiów, praktyk, kadry nauczającej i wyposażenia obiektów uczelnianych jest ze wszech miar wskazana. Poprawia się poziom edukacyjny kształcenia. Szkoły dobre utrwalą swoją obecność na rynku edukacyjnym, a słabe ulegną likwidacji. Konkurencja cenowa, niskich opłat za studiowanie, co ma duże znaczenie w naborze studentów, może jednak spowodować likwidację szkół dobrych, które nie mają własnych środków zasilania finansowego. Do tego nie powinno się dopuścić – apelował. – Budżet powinien zasilać w jakimś procencie kształcenie studentów w szkołach niepaństwowych, w odpowiednim stosunku do zasilania kształcenia w szkołach państwowych. Uprzywilejowanie szkół państwowych wobec niepaństwowych jest przejawem błędnego i nadmiernego interwencjonizmu państwa.

Wynikał z tego wniosek, że należy sprzyjać rozwojowi szkół niepaństwowych, z reguły małych i średnich, kształcących głównie na poziomie licencjackim. Odciąża to budżet od wydatków na edukację, a tym samym poprawia stan finansów publicznych. Jednak te uczelnie powinny być współfinansowane z dotacji budżetowych, co poprawi ich stan ekonomiczny i umożliwi poprawę standardu edukacyjnego.

Ten postulat został spełniony, ale tylko w… tekście ustawie o szkolnictwie wyższym z 2005 r. Znalazł się w niej zapis o finansowaniu studentów studiów stacjonarnych na uczelniach niepublicznych. Jednak MNiSW nigdy do niego nie wydało rozporządzenia, co skutecznie zamroziło ten pomysł. Powód? Brak możliwości finansowych – argumentowały władze ministerstwa nauki.

Ale z wyliczeń prof. Tadeusza Pomianka, rektora Wyższej Szkoły Zarządzania i Informatyki w Rzeszowie oraz prezesa Polskiego Związku Pracodawców Prywatnych Edukacji PKPP Lewiatan jednoznacznie wynika, że uczelnie publiczne są bardzo kosztochłonne i nieprawdą jest, że dofinansowanie studiów stacjonarnych w uczelniach niepublicznych kosztowałoby budżet „miliardy złotych rocznie”, jak wynikało z wypowiedzi minister Barbary Kudryckiej.

Według rozwiązania proponowanego przez rektorów tych uczelni, w pierwszym roku dotacja wyniesie nie więcej niż 120 do 160 mln zł i wzrośnie maksymalnie do 400 – 500 mln zł rocznie. W dodatku te pieniądze szybko się zwrócą, bowiem uruchomią większą gospodarność w uczelniach publicznych – argumentowali. – To nie są pieniądze, które rozłożyłyby budżet państwa. Jeśli dotacja na szkoły publiczne sięga 10 mld zł, to niepubliczne według naszych wyliczeń dostałyby w pierwszym roku ok. 120 mln zł, a docelowo ok. 500 mln zł. Część tych pieniędzy można zaoszczędzić w szkołach publicznych po dobrym porachowaniu faktycznych kosztów kształcenia – podkreślał.

Taki dialog trwał przez ostatnie lata. Ze strony rektorów nasilił się zwłaszcza przed przyjęciem przez Sejm najnowszej nowelizacji ustawy w marcu 2011 r. O dopłaty do studiów stacjonarnych upominała się KRZaSP, a także grono rektorów kilkunastu najlepszych uczelni niepaństwowych, w tym prof. Daria Nałęcz, prof. Andrzej Koźmiński, prof. Edmund Wnuk-Lipiński, prof. Andrzej Eliasz, prof. Tadeusz Pomianek, dr Krzysztof Pawłowski.

Wcześniej rektorzy rozmawiali o tym z rządem w marcu 2010 roku. Powstała nawet mieszana komisja rządowa do spraw uregulowania tej istotnej dla studentów sprawy, ale gdzieś to wszystko ugrzęzło, choć podnosili poważne argumenty.

 – W ciągu ostatnich 5 lat nabór na studia stacjonarne w uczelniach niepublicznych spadł z blisko 50 tys., na 24 tys. Tymczasem nabór na uczelniach publicznych na studia stacjonarne ciągle rośnie i ostatnio (w 2010 r.) wyniósł 224 tys. Jeżeli w 2014 roku liczba maturzystów wyniesie ok. 250 tys., to oznacza, że nie mamy żadnych perspektyw, a realnym staje się powrót w ciągu kilku lat do monopolu państwowego – pisali rektorzy po obradach Forum Debaty Publicznej w styczniu 2011 roku. – Dotacja do studiów stacjonarnych jest nam potrzebna nie do celów komercyjnych, ale żeby mieć szansę na normalne funkcjonowanie, jak również na budowę i stabilizację silnych zespołów naukowo-badawczych złożonych z ambitnych naukowców i zdolnych studentów. Inaczej nie będziemy mogli skutecznie rywalizować o środki na badania i w efekcie wzmacniać polską naukę i gospodarkę.

Przed głosowaniem nad nowelizacją zwracali się do posłów: – Należy postawić pytanie, czy parlament demokratycznego kraju, który wybrał gospodarkę rynkową, powinien uchwalać ustawę dyskryminującą uczelnie niepubliczne? Nie istnieje żaden mechanizm zapewniający rzeczywistą konkurencyjność między uczelniami publicznymi i niepublicznymi, poza niewielkim zapisem o wprowadzeniu konkurencyjności między uczelniami, tj. finansowania zadań w trybie konkursowym, bo planowane środki na ten cel mają wynieść niecałe 250 mln zł. W efekcie powoduje to, że mamy do czynienia z dwoma odrębnymi podsektorami, z których publiczny jest niewątpliwie uprzywilejowany ze względu na rozwiązania prawne. Wymownie świadczy o tym fakt, że na część tego rodzaju regulacji zwróciła uwagę nawet Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich i wystąpiła w obronie uczelni niepublicznych.

Nie zmieniło to wymowy nowelizacji ustawy. Postulat zrównania czy choćby zbliżenia uczelni publicznych i niepublicznych w dostępie do publicznych pieniędzy wciąż dla wielu brzmi jak herezja, choć z drugiej strony osoby znaczące w polityce oświatowej państwa nie kryją swojej krytycznej oceny dla wprowadzonych w nowelizacji rozstrzygnięć i przewidują dalsze zmiany w najbliższych latach. A rektorzy uczelni niepublicznych zapowiadają, że nie ustaną w zabieganiu o być albo nie być uczelni niepublicznych, bo w gruncie rzeczy jest to troska o jakość kształcenia i badań, które może wyzwolić tylko prawdziwa konkurencja między sektorami.

Nad zmianą systemu finansowania szkolnictwa wyższego pracuje istniejące od roku Centrum Analiz i Dialogu Międzysektorowego, założone przez Fundację Rektorów Polskich. Przedstawiciele uczelni publicznych i niepublicznych myślą nad takim rozwiązaniem, który będzie równo traktował oba typy uczelni, a kluczem do przyznawania pieniędzy byłaby jakość kształcenia. – Mamy przygotować ekspertyzy dotyczące nowego systemu finansowania szkolnictwa wyższego, który ma promować przede wszystkim jakość kształcenia, wspierając lepszych, zapewnić konkurencyjność i równe traktowanie uczelni publicznych i niepublicznych. Wzorcem są dla nas rozwiązania brytyjskie, gdzie wszystkie uczelnie mają taki sam dostęp do funduszy publicznych, a pieniądze trafiają do lepszych. Słabe uczelnie, obojętnie, z jakiego są sektora, na tych rozwiązaniach nie skorzystają – zapowiada prof. Pomianek, członek zespołu.