Oni naprawdę chcą się uczyć! Drukuj Poleć znajomemu
Najlepsze liceum w Polsce

Oni naprawdę chcą się uczyć!Jest taka szkoła, w której nauczyciele nie podnoszą na uczniów głosu, a uczniowie w czasie przerwy idą do biblioteki. Szkoła, w której nie wystarczy dobrze się uczyć, trzeba jeszcze pomagać potrzebującym. Szkoła, do której absolwenci wracają, żeby pomóc młodszym kolegom...

Zespół Szkół Uniwersytetu Mikołaja Kopernika Gimnazjum i Liceum Akademickie, znany w Toruniu jako GiLA, to publiczna, ponadpodstawowa szkoła ogólnokształcąca dla uczniów szczególnie uzdolnionych, założona w 1998 roku.

Prekursorzy z tradycjami

Pod koniec lat 90. Uniwersytet Mikołaja Kopernika wystąpił z inicjatywą powołania Gimnazjum Akademickiego – ponadregionalnej szkoły dla szczególnie uzdolnionych uczniów. Jej ścisłe powiązanie z uczelnią miało zapewnić wysoki poziom merytoryczny nauczanych przedmiotów i mobilizować uczniów do osiągania naukowych sukcesów. Specjalny status szkoły stanowi wyjątek w strukturze oświatowej kraju, obecnie w jej skład wchodzi zarówno gimnazjum, jak liceum ogólnokształcące. Jak wskazują wyniki tegorocznego XIII Ogólnopolskiego Rankingu Szkół Ponadgimnazjalnych – ten ponad dziesięcioletni eksperyment zaowocował sukcesem.

Dlaczego właśnie w Toruniu? Twórcy GiLA powołuja się na wielowiekowe tradycje. Już w XVI w. funkcjonowała w Toruniu słynna szkoła wyższa nosząca miano Gimnazjum Akademickiego. Liceum toruńskie nawiązuje także, zwłaszcza pod względem rozwiązań dydaktycznych oraz doboru uczniów i nauczycieli do Państwowego Liceum im. Jana i Jędrzeja Śniadeckich, powołanego przy Uniwersytecie Wileńskim w 1938 r. Uniwersytet Mikołaja Kopernika czuje się spadkobiercą tradycji uniwersyteckich Wilna, bo do Torunia właśnie trafiła znacząca część jego kadry akademickiej.

Prof. dr hab. Andrzej Radzimiński, rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu:

Oni naprawdę chcą się uczyć!Bardzo się cieszymy z sukcesu naszej szkoły i mam nadzieję, że będzie on kolejnym dowodem na to, że warto wspierać kształcenie szczególnie uzdolnionej młodzieży. Szkoła średnia przy naszym uniwersytecie miała być początkiem ogólnopolskiego eksperymentu pedagogicznego, niestety, program kształcenia zdolnej młodzieży nie powstał w Polsce do dziś. Za to uczniowie i absolwenci Gimnazjum i Liceum Akademickiego od lat znakomicie sobie radzą i osiągają sukces za sukcesem. Szkoła ta kontynuuje tradycje liceum Śniadeckich, które funkcjonowało w okresie dwudziestolecia międzywojennego przy Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, a że korzenie naszego uniwersytetu sięgają właśnie uczelni wileńskiej, zwycięstwo liceum w rankingu ma dla nas wręcz symboliczne znaczenie.
 

Przyjeżdżają z daleka

Ponadregionalny charakter szkoły sprawia, że dla wielu uczniów staje się ona na długi czas drugim domem. Szkoła i internat mieszczą się w nowych, pięknych budynkach położonych niedaleko toruńskiej starówki, w oddaleniu od zgiełku i hałasu. To pozwala uczniom skupić się na rozwijaniu pasji i talentów.

Wojciech Lechowski z III kl. ma do domu aż 300 kilometrów – przyjechał tu spod Zielonej Góry. Jako laureat konkursu przedmiotowego, dostał z Liceum Akademickiego zaproszenie do nauki w Toruniu i postanowił z niego skorzystać. Dzięki tej decyzji, niedawno pojechał znacznie dalej – aż na Tajwan, gdzie odbywała się Międzynarodowa Olimpiada Geograficzna. Wrócił z brązowym medalem (wygrali reprezentanci Singapuru). Wojtek jest podopiecznym dyrektora Arkadiusza Stańczyka, który poświęcił mu dużo prywatnego czasu, aby go przygotować do olimpiady. Geografia to jednak tylko jedna z pasji Wojtka i swojej przyszłości nie planuje wiązać wyłącznie z samą geografią. Na studia wybiera się do Szkoły Głównej Handlowej.

Karolina Dąbkowska z klasy II przyjechała tu z Wąbrzeźna, za namową starszych kolegów ze szkoły podstawowej, którzy też wybrali GiLA. – Zdecydowałam się na wyjazd z rodzinnej miejscowości i nie żałuję, choć nauka tutaj wymaga zdecydowanie więcej pracy – podkreśla Karolina. – Bardzo cenię zajęcia dodatkowe na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika – przez 2 lata chodziłam na nie do Instytutu Filologii Słowiańskiej, co bardzo pomogło mi w przygotowaniach do Olimpiady Języka Rosyjskiego. Już wiem, że nie będę musiała zdawać matury z języka obcego, bo sukces w olimpiadzie zapewnił mi zwolnienie z tej części egzaminu.

Oni naprawdę chcą się uczyć!
 

Uczniowie jak studenci

Statut toruńskiego liceum stanowi, że liczba uczniów w klasie nie powinna przekraczać 20 osób. Szkoła prowadzi profile: humanistyczny, przyrodniczy i matematyczny. Ponadto od drugiej klasy uczniowie zdobywają wiedzę w szerszym zakresie, zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, na dwóch wybranych przez siebie zajęciach kształcenia indywidualnego. Gimnazjum i Liceum Akademickie w Toruniu wykorzystuje przy tym wszelkie możliwości, jakie daje powiązanie z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika. Uczniowie mają w ten sposób wyjątkowe możliwości poszerzania wiedzy i rozwijania swoich zainteresowań. Korzystają z Biblioteki Uniwersyteckiej, pracowni i laboratoriów naukowych. W wybranych zajęciach uczestniczą na prawach studenta – uczestniczą w wykładach, ćwiczeniach, korzystają z indywidualnych konsultacji z nauczycielami akademickimi. Rozbudzaniu zainteresowań uczniów służą również wykłady zatytułowane Profesorowie UMK proponują oraz cykle wykładów monotematycznych odbywających się w szkole.

Uczniowie toruńskiej szkoły zapewniają, że jedną z największych korzyści akademickości szkoły są wysokie kompetencje kadry pedagogicznej. Anna Beata Kwiatkowska uczy w GiLA informatyki (w ostatnim roku 10 jej uczniów przeszło do II etapu Olimpiady Informatycznej!), prowadzi także zajęcia na Wydziale Matematyki i Informatyki UMK. Jest związana ze szkołą od samego początku, czyli już od 12 lat. – Siłą GiLA jest z pewnością doskonale przygotowana kadra pedagogiczna, ale to wcale nie znaczy, że od razu wiedzieliśmy, jak pracować z młodymi bardzo zdolnymi ludźmi – mówi. – Do wielu rozwiązań, których nie ma w podręcznikach akademickich, dochodziliśmy sami.

Uczniowie są traktowani po partnersku. Nie boją się zadawać pytań, nie obawiają się dyskusji. Cenią także i to, że nauczyciele potrafią przyznać, że czegoś nie wiedzą. To podejście procentuje po latach, gdy absolwenci wracają do szkoły i z własnej woli proponują, że poprowadzą jakieś zajęcia dla młodszych kolegów czy pomogą im w przygotowaniach do olimpiady.

Większe możliwości zdobywania wiedzy oznaczają jednak, że uczniowie toruńskiej szkoły później wracają do domu lub internatu, niż ich rówieśnicy z klasycznych ogólniaków. – W porównaniu z uczniami innych szkół, mam więcej godzin zajęć – mówi Marta Cieślak z I klasy. – Najwcześniej kończę lekcje o 14.30, ale bywa, że dopiero o 17 czy 18. Oczywiście, trochę czasu zajmuje mi jeszcze odrobienie prac domowych czy przygotowanie do lekcji, ale wcale nie jest tak, że spędzam nad książkami całe dni i noce!

Młodzież z GiLA naprawdę nie spędza całego czasu na nauce: tu uczy się ja także wrażliwości na drugiego człowieka i troski o innych. Uczniowie uczestniczą w akcjach charytatywnych nie tylko od święta.

Jesteśmy z naszymi uczniami
mówi Arkadiusz Stańczyk, dyrektor gimnazjum i liceum akademickiego

Oni naprawdę chcą się uczyć!Zaczęła się przerwa, a na korytarzach zaskakująco cicho. Czyżby uczniowie wybitnie zdolni byli też wyjątkowo grzeczni?
Ile razy przychodzi do nas ktoś z zewnątrz, uderza go ten spokój i cisza w szkole. Może to wynik tego, że nasi uczniowie nie muszą na siebie zwracać uwagi swoim zachowaniem, mają świetne kontakty z nauczycielami i rówieśnikami. Poza tym poświęcają się pracy i zamiast biegać po korytarzach, wolą na przykład pójść do biblioteki. Nie wprowadzamy żadnej szczególnej dyscypliny, ale sami wychowujemy uczniów, nie podnosząc na nich głosu.

Uczniowie pochodzą z całej Polski, połowa z nich mieszka w szkolnym internacie. Tymczasem są w szczególnym wieku, to duże wyzwanie wychowawcze.

Jesteśmy z uczniami, nauczyciele znają ich i rozumieją, poświęcają im sporo prywatnego czasu. Świetną pracę wykonują panie pedagog i psycholog, to uczniowie chcą z nimi rozmawiać, dosłownie ustawiają się w kolejce. Także wychowawcy w internacie to znakomici fachowcy, wszyscy mają przygotowanie pedagogiczne, część nawet doktoraty. Zdarza się, że po kilku latach spędzonych przez ucznia w szkole znamy go lepiej niż rodzice. Czasem to nas tata czy mama pyta, na jakie studia wybiera się ich dziecko. Oczywiście, odległość od domu jest problemem. Nie wszyscy uczniowie potrafią się odnaleźć, mamy przypadki, decydują się przerwać naukę i wrócić do domu.

Gimnazjum Akademickie było eksperymentem pedagogicznym, miało pokazać, czy warto tworzyć szkoły dla zdolnych uczniów.
Jeździłem wtedy po kraju i słyszałem pytania: po co tworzyć szkoły dla dzieci zdolnych, wyciągać je z ich środowisk? Teraz z wielką satysfakcją mówię – mieliśmy rację. Musi w końcu powstać system kształcenia szczególnie uzdolnionych uczniów. Naszego państwa nie stać na to, by dzieci zdolne pozostawiać same sobie. Każdy „zgubiony” zdolny człowiek to nieodwracalna strata dla społeczeństwa. Tymczasem w wielkich szkołach, gdzie mamy dziesięć równoległych klas po 30 uczniów, one same niechętnie pokazują swoje ponadprzeciętne zdolności, bojąc się piętna kujona.

Może się wydawać, że praca ze zdolnym uczniem to dla nauczyciela sama przyjemność. Tymczasem i od niego wymaga to szczególnych zdolności.

To jest przede wszystkim umiejętność indywidualnego patrzenia na ucznia. Nie wierzę, że w innych szkołach nie da się zachęcić ucznia do pracy, rozbudzić w nim zainteresowania. Nie trzeba być przecież wybitnym chemikiem, można być też dobrym mechanikiem. Dzieci szczególnie uzdolnione są bardzo otwarte na świat, szukają w sobie pasji. Zdarza się, że przychodzi do nas dziecko uzdolnione matematycznie i nagle odkrywa w sobie zamiłowania humanistyczne. Trzeba to umieć zauważyć, podać mu rękę.

Obserwujecie losy absolwentów?

Oczywiście, i jesteśmy z nich dumni. Znakomicie dają sobie radę na studiach. Studiują dwa, trzy kierunki. Są aktywni społecznie, to widać zresztą już w naszej szkole. Pierwsi absolwenci skończyli studia dwa lata temu, na razie trudno powiedzieć, jak poradzą sobie w życiu, ale z informacji, które od nich dostajemy, widać, że nie będą mieli żadnych problemów. Kontakt z absolwentami jest łatwy, bo czują się wyjątkowo związani ze swoją szkołą. Chętnie do nas wracają, prowadzą u nas zajęcia, opowiadają o sukcesach.
 
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Marcin Czyżniewski
Głos Uczelni nr 2/2010

Co dalej?

Uczelnia od kilku lat wspiera szkołę także specjalną dotacją, umożliwiającą rozwijanie kształcenia uzdolnionej młodzieży, ale trudna sytuacja finansowa szkolnictwa wyższego powoduje, że pomoc ta zostanie w najbliższych latach ograniczona. Niestety, pomimo wielokrotnych prób uzyskania dodatkowego wsparcia dla działalności szkoły, Ministerstwo Edukacji Narodowej nie jest zainteresowane rozwijaniem tego wyjątkowego projektu oświatowego.

– Myślę, że moja szkoła różni się od innych przede wszystkim tym, że chodzą tu ludzie, którym naprawdę chce się uczyć – podkreśla Marta Cieślak. – Mają swoje pasje, zainteresowania, mniej lub bardziej sprecyzowane plany na przyszłość. Na pewno nie ma tu nikogo, kto chodzi do szkoły tylko dlatego, że nie ma żadnego lepszego pomysłu na życie.
Nic dodać, nic ująć!

AWP