Dwie litery do kariery Drukuj Poleć znajomemu

Dwie litery do karieryCo łączy Jana Kulczyka, prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, cały zarząd firmy budowlanej Atlas, znanego poznańskiego mecenasa Mirosława Babiaczyka i Jolantę Nalewaj – właścicielkę niewielkiej firmy Synergia? W szufladzie każdej z tych osób spoczywa dyplom upoważniający do postawienia przed nazwiskiem literek „dr” i każdą z nich można nazwać człowiekiem sukcesu zawodowego. 

– Zdrowa, silna firma ma zrównoważoną grupę pracowników o różnych osobowościach i kwalifikacjach. Powinno się w niej znaleźć miejsce także dla osób z doświadczeniem i predyspozycjami naukowymi – mówi dr Mirosław Babiaczyk, Partner w zajmującej się obsługą biznesu znanej poznańskiej kancelarii prawnej Babiaczyk, Skrocki i Wspólnicy. Dlatego Kancelaria ma w swoim kilkunastoosobowym zespole także prawnika, który realizuje przewód doktorski. Jak zapewniają Partnerzy Kancelarii, doktorant nie będzie miał problemów np. z urlopem naukowym na przygotowanie i obronę pracy. Samego dr Babiaczyka do emancypacji ze środowiska naukowego i określeniu kierunku rozwoju własnej kancelarii zainspirowała na początku lat 90. właśnie praca doktorska. – Praca nad doktoratem na Wydziale Prawa UAM wymagała ode mnie zbierania informacji dotyczących rozwiązań prawnych stosowanych w Niemczech. Widziałem wtedy w Max-Planck-Institut we Freiburgu, że można z powodzeniem łączyć pracę naukową z pracą we własnej kancelarii. W Polsce wtedy wydawało się to czymś mało stosownym – wspomina dr Babiaczyk. – Co ważne, widziałem tam, że nawet mecenasi prowadzący wyłącznie kancelarię nie zaniedbują podwyższania kwalifikacji, współpracy ze środowiskiem akademickim – dodaje. Dlatego jednym z priorytetów Kancelarii Babiaczyk, Skrocki i Wspólnicy jest stałe podnoszenie poziomu wiedzy i umiejętności zarówno Partnerów, jak i współpracowników. Może dlatego są jedną z najbardziej cenionych firm obsługujących niemieckie firmy w Polsce.

Tematyką niemiecką zajmował się w pracy naukowej także Jan Kulczyk – najlepiej rozpoznawalny przedsiębiorca w Polsce, który może pochwalić się doktoratem. Zapewne większość Polaków niekonieczne znając imię biznesmena, mówi o nim „doktor Kulczyk”. – Jako obecna doktorantka trochę sobie pochlebiam, że będę miała tytuł naukowy tej samej uczelni – uśmiecha się Dominika Narożna, rzeczniczka prasowa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Dr Kulczyk obronił dysertację doktorską na Wydziale Nauk Społecznych UAM w 1976 roku, a jej tematem był „Układ o podstawowych stosunkach między NRD a RFN, z 21 grudnia 1972 roku jako umowa międzynarodowa”. Jan Kulczyk zajmował się tematyką niemiecką w latach 70. jako pracownik naukowy Instytutu Zachodniego PAN. Jego promotorem był nieżyjący już prof. Alfons Klafkowski,. – Profesor Klafkowski był niezwykłą osobowością. Absolwent Uniwersytetu Poznańskiego z 1935 roku, ceniony prawnik, w latach 50. po zmianie ustawy o szkolnictwie wyższym został pierwszym rektorem UAM wybranym przez środowisko akademickie, a nie mianowanym przez władze. W dodatku przez całe życie pozostawał bezpartyjnym, zaangażowanym w środowisko PAX – wspomina Narożna. Prof. Klafkowski był specjalistą od prawa międzynarodowego, współzałożycielem Instytutu Zachodniego i zaplecza służb dyplomatycznych – Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, wówczas w strukturach MSZ. 

Autorytety pilnie poszukiwane

Czy warto – myśląc o przyszłości zawodowej – szukać jako promotorów swej pracy doktorskiej niekwestionowanych autorytetów, mistrzów w swoim fachu? Potwierdzają to i inne przykłady karier, niekoniecznie biznesowych. Opiekunem przewodu doktorskiego Rafała Dutkiewicza, prezydenta Wrocławia, był prof. Ludwik Borkowski, autor wielu podręczników i prac z metodologii logiki i teorii mnogości. – Praca pana Dutkiewicza z 1986 roku jest dość hermetyczna i nosi tytuł „Z badań nad metodą tablic semantycznych Betha” i dotyczy wnioskowania wstecz, które przydaje się na przykład w informatyce – mówi Beata Górka, rzeczniczka prasowa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, którego doktorem jest prezydent Wrocławia. Przełomem w karierze Rafała Dutkiewicza, podobnie jak w przypadku Jana Kulczyka i wielu innych pracowników naukowych, były pierwsze wolne wybory w 1989 roku i zmiana ustroju. Poszli „w biznesy”, jak się to wówczas mawiało i świetnie sobie poradzili. Dutkiewicz, w latach 80. wykładowca logiki formalnej na KUL-u oraz Uniwersytecie Wrocławskim, w 1989 roku został sekretarzem Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, a rok później przewodniczącym wrocławskich struktur komitetowych. W latach 90 założył Radio ESKA i stał się jednym z pierwszych head hunterów w Polsce. Był najpierw współwłaścicielem firmy „Signium”, zajmującej się wyszukiwaniem kadr kierowniczych. Później stworzył wrocławską filię Ward Howell International, firmy zajmującej się poszukiwaniem wyższej kadry menedżerskiej. Od 2002 roku Dutkiewicz pełni funkcję prezydenta Wrocławia. W ostatnich wyborach uzyskał znakomity wynik – drugi w Polsce. Najbardziej znanego w Polsce doktora KUL poparło blisko 85% wrocławian. Sam Dutkiewicz powtarza, że najważniejszym celem jego publicznej działalności jest budowanie społeczeństwa obywatelskiego, promowanie przejrzystych zasad uprawiania polityki i transparentne zarządzanie miastem. – Kiedy czytam te deklaracje, od razu nasuwa mi się myśl o jasnych, czytelnych regułach stosowanych w semantyce i logice formalnej – mówi pół żartem, pół serio Beata Górka.  

Nie chcę być szarym ludkiem

Osoba myśląca o studiach doktorskich z pewnością zwróci uwagę, że zarówno Jan Kulczyk, jak i Rafał Dutkiewicz rozpoczynali budować swoja karierę ponad 20 lat temu. Wtedy łatwiej było nie tylko pracownikom naukowym, ale i każdej innej przedsiębiorczej osobie rozpocząć działalność gospodarczą. Dzisiaj w dyskusjach doktorantów czy absolwentów studiów III stopnia pojawia się problem barier mentalnych przy rekrutacji. Niektórzy pracodawcy obawiają się ich zatrudniać, a nawet niemile jest przez firmę widziane podwyższanie kwalifikacji przez dotychczasowych pracowników. – Szef dał mi do zrozumienia, że jak chcę, to on nie ma na to wpływu, ale uważa, że doktorat jest nieprzydatny itd. itp. Może nie powiedział tego dosłownie, ale był nastawiony negatywnie. Doszłam do wniosku, że dla niego osoba, która chce się rozwijać, robić badania – jest wrogiem organizacji. Bo przecież rozwijając się, zyskam nową wiedzę i kompetencje, może zażądam większych zarobków, awansu i nie wiadomo czego. Najchętniej widziany jest szary ludek, który grzecznie i punktualnie przychodzi do pracy i nic więcej nie oczekuje – skarży się jedna z doktorantek na forum internetowym portalu Profeo. pl w wątku „Doktorat – jak postrzegają go pracodawcy”.

Rozwiązaniem jest wyszukiwanie przy składaniu aplikacji firm, gdzie w zarządzie zasiadają osoby z tytułem doktora. One z pewnością nie tylko nie boją się aktywności dobrze wykształconych pracowników, ale też są świadome jak wiele mogą wnieść do organizacji. Wbrew pozorom takich korporacji nie jest wcale mało – np. Noble Bank, ATM, PZU czy Atlas. Ta ostatnia firma jest o tyle wyjątkowa, że spośród czterech osób zasiadających w Zarządzie – wszystkie mogą pochwalić się tytułem doktorskim. – Wszystkim, którzy mają jakiekolwiek obawy związane z tym, że doktorat zablokuje im pewne ścieżki kariery, muszę przyznać rację. Jest to wysoce prawdopodobne. Jednak bariery są wszędzie, zaś uroda życia, to także niemożność przewidzenia najbliższego dnia – przyznaje Jacek Michalak wiceprezes ds. badań i rozwoju Grupy Atlas. Obronił pracę „Struktura i reaktywność nietrwałych enoli generowanych fotochemicznie i radiacyjnie z o-alkilopodstawionych ketonów arylowych” w 1992 na Politechnice Łódzkiej. Osoby z tytułem doktorskim w Grupie Atlas nie napotykają wspomnianych barier. Pracuje w niej kilku doktorów różnych dyscyplin naukowych. – Wśród moich najbliższych współpracowników jest doktor nauk chemicznych. To młody, 32-letni człowiek, który stopień doktorski uzyskał na Wydziale Ceramiki i Inżynierii Materiałowej Akademii Górniczo-Hutniczej. Udało mi się także namówić do pracy naukowej jedną z młodych współpracowniczek i od dwóch lat pracuje nad swoją dysertacją doktorską. Chciałbym, by w przyszłości dołączyli do nas kolejni doktorzy – mówi Michalak. Jego zdaniem doktorat to ważny etap w karierze zawodowej, dowód postawy życiowej. Wyjaśnia, że studia doktoranckie poszerzają horyzonty dzięki możliwościom współpracy międzynarodowej. Uczą samodzielności i umiejętności podejmowania decyzji, a ponieważ wymagany jest pozytywny efekt w określonym czasie – ukierunkowują na wymierny sukces. 

Droga przez mękę – z happy endem

Inną drogą rozwoju zawodowego dla absolwentów studiów doktoranckich jest założenie własnej firmy. Tak właśnie zrobiła Jolanta Nalewaj, właścicielka firmy Synergia zajmującej się konsultacjami dietetycznymi i poradami na temat różnych rodzajów diet. Kilka lat temu Nalewaj ukończyła studia magisterskie na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Niestety świeżo upieczona absolwentka najlepszej uczelni medycznej w Polsce, z oceną bardzo dobrą na dyplomie, nie mogła znaleźć atrakcyjnej pracy jako specjalistka od zdrowia publicznego. – Przez dwa lata po studiach pracowałam w firmach handlowych, gdzie moje obowiązki nie miały nic wspólnego z ukończonymi studiami. Wreszcie powiedziałam dość, zacisnęłam zęby i poszłam pracować do budżetówki z myślą o jednoczesnych studiach doktoranckich – mówi dr Nalewaj. Zatrudniona w klinicznym szpitalu przy ul. Łąkowej, pisała pracę na temat „Wpływu wycięcia macicy z przydatkami na stan psychiczny kobiet i poziom hormonów”. – Było naprawdę ciężko, bo jednocześnie tematyka mojego doktoratu pociągnęła za sobą konieczność nauki na czteroletnim podyplomowym studium psychoterapii psychoanalitycznej w Towarzystwie Psychoterapeutycznym – wspomina dr Nalewaj. Uważa, że dzięki tak wymagającej pracy doktorskiej, nauczyła się łatwiej znosić presję czasu i okoliczności, co dla przedsiębiorcy jest cechą niebagatelną. – Mój doktorat wspominam jako szkołę pokory, budowania relacji międzyludzkich, odporności psychicznej – twierdzi. Podczas studiów podyplomowych związanych z doktoratem musiała zacząć przyjmować pacjentów jako psychoterapeuta. – Zaczęłam się wtedy specjalizować w leczeniu zaburzeń jedzenia. Uzupełniłam też wiedzę na studium podyplomowym z dietetyki na Akademii Rolniczej w Poznaniu (dzisiaj Uniwersytet Przyrodniczy – przyp. red.). Połączyłam swoje doświadczenia z pracy jako psychoterapeuta i dietetyk i założyłam własną działalność gospodarczą – wspomina dr Nalewaj. Teraz Synergia jest jedną z najbardziej znanych w Zachodniej Polsce firm branży. 

Wbrew obawom wielu doktorantów, bardzo zmieniło się w ostatnich latach w Polsce postrzeganie aktywności komercyjnej absolwentów studiów doktoranckich. Zarówno po stronie środowiska akademickiego, jak i w sferze biznesu. – W momencie, gdy zdecydowałem się odejść z uczelni, zostałem potępiony przez środowisko. Szczęśliwie, po latach, sytuacja uległa zmianie i dziś pozostaję w bardzo dobrych stosunkach z koleżankami i kolegami z Politechniki Łódzkiej. W tym roku nawet jako gość specjalny zostałem zaproszony do wygłoszenia referatu podczas uroczystej sesji na 65-lecie mojego wydziału. Przedstawię wykład „Wydział Chemiczny Politechniki Łódzkiej z perspektywy 15-letniego lotu bociana”. Solidnie się do niego przygotowałem – mówi dr Michalak z Grupy Atlas.  – Zbliżamy się na szczęście do sytuacji z obszaru niemieckojęzycznej Europy. Tam tytuł doktora na wizytówce dodaje prestiżu i jest świadectwem wysokich kwalifikacji kontrahenta – wyjaśnia mecenas Babiaczyk. I dodaje, że coraz częściej również dla polskich klientów Kancelarii jego tytuł naukowy staje się dodatkowym bodźcem do ufności w kompetencje całego zespołu prawników.

Sebastian Szczęsny
Artykuł pochodzi z Informatora Studia po Dyplomie