Matura na zamówienie Drukuj Poleć znajomemu
Matura na zamówienieMatura za 40 zł! - Sprzedam prezentację, cena do uzgodnienia. - Doświadczony nauczyciel napisze prezentację maturalną... Czy rzeczywiście zdobycie tekstu ustnej prezentacji z języka polskiego jest tak łatwe jak twierdzą autorzy internetowych ogłoszeń? Z jakim ryzykiem jest związane przedstawienie cudzej pracy?  Kto odpowiada za kontrolę prezentowanych prac? Postanowiliśmy sprawdzić to na własnej skórze. Zakładając konta na serwisach dla maturzystów, spotykając się z piszącymi, kupując od nich prace i konsultując je z polonistami. Tylko u nas dowiecie się jak naprawdę wygląda czarny rynek maturalnych prac.

- Będzie Pani zadowolona. Żona pisze prace znajomym, i bratu mojemu pisała. Zdawał maturę w zeszłym roku. Poszło bezproblemowo – zachwala pracę, którą właśnie mam kupić, niewysoki blondyn. Mąż studentki polonistyki zastępuje swoją żonę podczas naszego spotkania w okolicach Kolumny Zygmunta. Miesiąc temu na jednym z portali znalazłam jej ogłoszenie: Studentka III roku filologii polskiej napisze pracę maturalną na każdy temat (…) Bez plagiatów! Tanio, szybko i solidnie. W zdaniu ustnego egzaminu pomogłam już niejednej osobie! Ty też się nie rozczarujesz.

Czy tanio? 120 zł, to przeciętna cena. Czy szybko? Niekoniecznie, na spotkanie umawialiśmy się trzy razy, więc pracę otrzymałam dopiero miesiąc po zamówieniu. Czy solidnie? Polonistka, egzaminator z warszawskiego liceum później oceni ją: - Praca jest dość schematyczna, przede wszystkim oparta na streszczeniu zaproponowanych lektur, pojawiają się błędy w bibliografii. Zresztą -oceńcie sami, czytając pełny tekst prezentacji.

Mimo kiepskiej jakości pracy, problemów z kontaktem z moim zleceniobiorcą, dość wysokiej ceny – pracę kupuję. Podobnie jak tysiące maturzystów zachęconych perspektywą przerzucenia „czarnej roboty” na inna osobę. Chętnych do zawierania transakcji nie brakuje zwłaszcza teraz, gdy sezon na kupowanie prezentacji maturalnych dopiero się zaczyna. Rynek prac maturalnych kwitnie, a piszący i zamawiający pozostają bezkarni.

Po co się męczyć?

Marcin jest studentem pierwszego roku na jednej ze śląskich uczelni. Jako swoją ubiegłoroczną prezentację maturalną przedstawił pracę kupiona od polonisty, który zamieścił ogłoszenie na internetowym forum. – W klasie nie byłem wyjątkiem – przyznaje. – Matura z polskiego nie jest praktycznie do niczego potrzebna, więc po co męczyć się z jej przygotowaniem? Za przedstawienie kupionej prezentacji otrzymałem 70 proc. punktów, co w zupełności wystarczyło, żeby dostać się na wybraną uczelnię. Gdybym miał podchodzić do egzaminów jeszcze raz, na pewno zrobiłbym to samo.

Artur z Białegostoku, również ubiegłoroczny maturzysta, dodaje: - Znam kilka osób, które kupiły prezentacje i wydaje mi się, że nie jest to żaden problem. Zazwyczaj takie prezentacje oceniane są na minimum 15 punktów.

- Nie dziwię się, że większość maturzystów chce to po prostu zdać. Ta matura właściwie do niczego nie jest potrzebna. Są dwa, może trzy kierunki, które biorą pod uwagę jej wyniki podczas rekrutacji na studia – mówi Maciej Majer, założyciel serwisu pracematuralne.pl, na którym oferuje pisanie prac na zamówienie. Maciej był uczniem pierwszego "rocznika", który zdawał egzamin maturalny w nowej formie, prace na zamówienie zaczął pisać właściwie od razu po swojej maturze. Zaczynał od napisania ogłoszenia na forum internetowym, własny serwis prowadzi od 3 lat.

Specyficzny status egzaminu dostrzegają nie tylko uczniowie oraz piszący prace, także nauczyciele, dyrektorzy szkół i władze oświaty. Kierownictwo CKE przyznaje, że egzamin nie spełnia swojej funkcji. Lucyna Grabowska, p.o. kierownika Wydziału Matur CKE próbuje wyjaśnia: - Uczniowi zależałoby na wyniku egzaminu, gdyby uczelnie brały go pod uwagę podczas rekrutacji.

 

 

Trudno dziwić się i uczniom (którzy nie widzą potrzeby wysilania się przy pisaniu pracy) i uczelniom (które nie chcą rekrutować przyszłych studentów biorąc pod uwagę egzamin traktowany pobłażliwie nawet przez władze oświatowe).

Fikcyjna kontrola

Pierwsze ustne egzaminy przeprowadzane według zasad nowej matury odbyły się w maju 2005 r. Zdawalność egzaminu zawsze była bardzo wysoka (ubiegłoroczna wynosiła 97,9 proc.). Nie wiadomo jednak ile spośród  przedstawionych do tej pory prac zostało zakupionych od starszych roczników bądź napisanych na zamówienie. – Takich statystyk nie prowadzimy, bo nie ma żadnych  danych na ten temat w protokołach egzaminacyjnych. O tym, że prezentacje są kupowane, ściągane z Internetu wiemy od nauczycieli, którzy piszą do nas maile. Czy to jest problem 30, 20 czy 10 procent po prostu nie wiadomo – mówi Lucyna Grabowska z Wydziału Matur CKE. – Zdajemy sobie sprawę z tego, że system nie jest doskonały, ale tak naprawdę wiele zależy od szkoły. Od organizacji egzaminu w szkole zależy jak nauczyciele współpracują z uczniem: czy śledzą jego pracę czy po prostu rozdają tematy i zostawiają ucznia samemu sobie.

Doskonale wie o tym Patryk, student piątego roku dziennikarstwa, który pisze dla mnie drugą wersję pracy na temat portreru kobiety w literaturze. Podczas pierwszego spotkania prezentuje konspekt wypowiedzi, proponuje bibliografię. Mówi: - Przemyśl to, skonsultuj z nauczycielem. Jeśli będzie miała jakieś uwagi, daj znać. Tak, aby ostateczny tekst prezentacji był zgodny z jego oczekiwaniami. W kawiarni przy uniwersyteckiej bibliotece spędzamy pół godziny. Student cierpliwie tłumaczy mi z jakich streszczeń korzystać, żeby poznać treść lektur z bibliografii, jak rozmawiać z nauczycielem podczas konsultacji. Taka porada kosztuje 100 zł. A w kieszeni mam dopiero plan pracy i bibliografię. Tekst prezentacji odbiorę za dwa tygodnie. Tymczasem dopadają mnie wątpliwości – czy na pewno nikt nie zauważy, że zaprezentowana prezentacja jest kupiona?

Sekretariat dyrektora CKE, zapytany o to, kto sprawuje kontrolę nad prezentowanymi pracami, odsyła do Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych. Anna Frenkiel, dyrektor warszawskiej OKE podkreśla kompetencje nauczycieli i dyrektorów, wskazując także na władze kuratorium, które „jako jedyne prowadzą prace kontrolne”. Co na to kuratorium? Andrzej Kulmatycki, rzecznik prasowy warszawskiego kuratorium odpowiada: - Kuratorium prowadzi kontrolę przeprowadzania egzaminów jedynie w zakresie proceduralnym, a nie merytorycznym.

 

 

Kto więc miałby zająć się sprawdzaniem czy praca przedstawiona przez maturzystę jest jego autorstwa? Komisja egzaminująca maturzystów, nawet w razie podejrzeń, właściwie nie jest w stanie udowodnić plagiatu; kuratorium mogłoby zająć się sprawą jedynie w przypadku gdyby otrzymało zgłoszenie, dotyczące konkretnego nauczyciela sprzedającego pracę; natomiast policja nie może ścigać ogłoszeniodawców za samo opublikowanie ogłoszenia. Wniosek? Maturzyści mogą czuć się bezkarni.

W białych rękawiczkach

Mijają dwa tygodnie od spotkania z Patrykiem. Na odbiór pełnego tekstu prezentacji umawiam się przy Stacji Metro Centrum. Tym razem spotkanie trwa 5 minut. Kilka szybkich porad gdzie szukać książek z bibliografii i jak odpowiadać na pytania komisji. Płacę 150 zł i w ręku mam już gotową prezentację [zobacz pełny tekst prezentacji]. W domu upewniam się czy na pewno nie grozi mi, że ktoś dowie się o kupnie prezentacji. W mailu od zespołu prezentacjematuralne.edu.pl, w którym pracuje Patryk czytam: Żadne z nas nie ryzykowałoby nieprzyjemności policyjnych dla 100 czy 150 zł.

Krzysztof Siewicz, prawnik z kancelarii Grynhoff  Woźny Maliński, wymienia konsekwencje, które mogłyby spotkać maturzystów w razie wykrycia, że praca maturzysty nie jest jego autorstwa: - Prawnicy nie są zgodni czy rzeczywiście możemy mówic o naruszeniu praw autorskich w sytuacji, gdy została wyrażona wyraźna zgoda twórcy na wykorzystanie jego utworu. Ale nawet jeżeli uznamy, że posługiwanie się cudzą praca na egzaminie nie stanowi naruszenia praw autorskich, nie oznacza to, że w ogóle nie doszło do naruszenia prawa. Istnieje na przykład przepis w kodeksie karnym, który mówi o tym, że karalne jest wyłudzenie poświadczenia nieprawdy przez wprowadzenie w błąd osoby upoważnionej do wydania określonego dokumentu, w tym przypadku świadectwa dojrzałości.

Agnieszka Hamelusz z Komendy Głównej Policji dodaje: - Osoba sprzedająca pracę będzie pomocnikiem przy przestępstwie wyłudzenia poświadczenia nieprawdy. Jednak możliwość bycia oskarżonym o pomocnictwo nie odstrasza ogłoszeniodawców. Właściciele niektórych serwisów na swoich stronach zamieszczają klauzulę informującą o tym, że zamawiane prace są jedynie wzorem, które mają służyć pomocy w przygotowaniu własnej pracy. Maciej Majer, założyciel serwisu pracematuralne.pl zrezygnował z takiej klauzuli: - Nie muszę się w ten sposób zabezpieczać, moja działalność jest w pełni legalna.

 

 

Etyka vs portfel nauczyciela

Pisanie prac maturalnych na zamówienie to dochodowe zajęcie. Maciej Majer przyznaje, że jego działalność przynosi spore zyski: - Jeżeli przez cały rok byłoby tak, jak w okresie od stycznia do kwietnia, to spokojnie można byłoby z pisania prac maturalnych przeżyć. Ceny moich prac wahają się od 80 zł wzwyż. Najwięcej wziąłem za pracę 800 zł. Z pozyskaniem klientów też nie ma problemu: - Żona otrzymuje mnóstwo zamówień – przyznaje wygadany blondyn, od którego kupiłam pierwszą pracę. – W okolicach kwietnia i maja nie jest w stanie nawet odpisać na wszystkie maile.  

Ile czasu pisze się taką pracę? – Cztery lata temu napisanie pracy mogło mi zająć nawet do 4 tygodni. Teraz jestem w stanie napisać pracę wraz z bibliografią w jeden dzień – przyznaje Maciej.

Łatwy i przyjemny zarobek kusi nie tylko studentów. Wśród ogłaszających się nie brakuje nauczycieli, a nawet maturalnych egzaminatorów. Katarzyna Walentynowicz z warszawskiego Liceum im. Ruy Barbosy przyznaje, że to zachowanie nieetyczne: - W środowisku nauczycielskim, tak jak w każdym zawodzie powinna być pewna weryfikacja.  Należy wyciągać konsekwencje wobec nauczycieli, którym udowodni się takie działanie. Niestety żaden z moich rozmówców nigdy nie słyszał o tym, aby proceder udało się wykryć.

 

 

Ustny egzamin maturalny z języka polskiego jest traktowany pobłażliwie przez uczniów, nauczycieli, dyrektorów szkół i władze oświaty. Ministerstwo ma kilka pomysłów na uzdrowienie sytuacji (m.in. nagrywanie egzaminów), ale czy któryś z nich skutecznie ukróci proceder handlowania prezentacjami, który jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej problemów polskiej edukacji?

Marta Rychert


Imiona ubiegłorocznych maturzystów oraz osób, od których kupiono prezentacje maturalne zostały zmienione.