Szkoły boją się seksu Drukuj Poleć znajomemu
Szkoły boją się seksu?Wraz z początkiem roku szkolnego 2009/2010 weszło w życie rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej zgodnie z którym zajęcia z edukacji seksualnej stały się obowiązkowe. Czy ta zmiana podniesie świadomość seksualną uczniów, i jak naprawdę wyglądają zajęcia poświęcone jednej z najistotniejszych sfer życia człowieka?

Przez całą przygodę ze szkołą: podstawową, gimnazjum i liceum miałam tylko kilka pogadanek na temat seksu. Były one nieobowiązkowe, a podczas ich trwania głównie słuchaliśmy wykładów na temat wirusa HIV – mówi Joanna, studentka z Warszawy. – Moje lekcje to jakaś farsa, mieliśmy kilka pogadanek z jakimś ekspertem, uczył nas zakładać prezerwatywę na banana. Poza tym, o takich sprawach rozmawiała z nami nasza katechetka, ale sam rozumiesz, wszyscy to olewali - ironizuje Piotrek, 27-latek z Warszawy.

Ta sytuacja miała się jednak zmienić. - Mamy nadzieję, że zmiana polegająca na tym, iż od nowego roku szkolnego rodzice bądź opiekunowie ucznia muszą napisać oświadczenie, jeśli nie zgadzają się na udział swojego dziecka w zajęciach z „Wychowania do życia w rodzinie”, znacznie zwiększy uczestnictwo w zajęciach – mówił podczas konferencji Człowiek w różnych fazach życia a edukacja seksualna, wiceminister edukacji Krzysztof Stanowski. – Wcześniej rodzice musieli wyrazić pisemną zgodę na udział swojego dziecka w lekcjach z tego przedmiotu. W świetle nowego prawa, zajęcia z wychowania do życia w rodzinie są prowadzone w ramach godzin przeznaczonych w szkolnych planach nauczania do dyspozycji dyrektora szkoły w każdej klasie po 14 godzin, w tym po 5 godzin z podziałem na grupy dziewcząt i chłopców.
Szkoły boją się seksu?
Z danych MEN wynika, że w roku szkolnym 2008/2009 w zajęciach wychowania do życia w rodzinie uczestniczyło 64,7 proc. uczniów szkół podstawowych, 65,4 proc. uczniów gimnazjów, 37,7 proc. uczniów liceów ogólnokształcących, 43,7 proc. uczniów liceów profilowanych, 50,5 proc. uczniów techników i 43,7 proc. uczniów zasadniczych szkół zawodowych. - Praktyka wskazuje, że nieuczestniczenie w zajęciach podejmujących tematykę dotyczącą wiedzy o życiu seksualnym człowieka jest jedną z głównych przyczyn ryzykownych zachowań młodzieży. Wprowadzane w rozporządzeniu rozwiązanie może przyczynić się do zwiększenia frekwencji uczniów, poprzez wyeliminowanie sytuacji, w których uczniowie nie uczestniczyli w zajęciach na skutek niedopełnienia formalności. Jednocześnie zachowane zostanie prawo rodziców i pełnoletnich uczniów do odmówienia uczestnictwa w lekcjach  –  czytamy w komunikacie Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Z opinii ekspertów wynika jednak, iż problem nie leży wyłącznie w nieobowiązkowości przedmiotu, ale również formie, w jakiej jest prowadzony. - Młodzież, opisując swoje doświadczenia z edukacją seksualną w szkołach, najczęściej zwracała uwagę na to, że osoby, które prowadzą zajęcia są niekompetentne i przekazują swoje poglądy zamiast obiektywnej, neutralnej światopoglądowo wiedzy. Równie często młodzi ludzie pisali o tym, że nauczyciele wstydzą się tematów, które mają omawiać, nie potrafią wypowiedzieć słowa ”seks” bez czerwienienia się, zamiast informować straszą, czy obrzydzają seks młodzieży, lub opowiadają na lekcji dziwne historie zupełnie niezwiązane z tematem zajęć. Wśród osób, które prowadzą lekcje wychowania do życia w rodzinie  dominują księża i katechetki, ale także nauczycielki języka polskiego, nauczyciele WOS-u oraz biologii – dowiadujemy się z raportu grupy edukatorów seksualnych Ponton (dokument powstał w oparciu o przeprowadzoną wśród uczniów ankietę na temat edukacji seksualnej, na jej wypełnienie zdecydowało się ponad 600 z nich).

Szkoły boją się seksu?Rodzi się pytanie – czy jest szansa na profesjonalnie prowadzone lekcje edukacji seksualnej? Zdaniem Grzegorza Wojaka, seksuologa, za tendencyjny sposób przeprowadzania lekcji odpowiada m.in. zbyt późne pojawienie się tematyki seksualności w szkole. - To tak jakby się okazało, że seksualność zaczyna się od osiemnastego roku życia, a tak nie jest. Prawda jest taka, że mamy coraz więcej ciąż 14-latek i rozmowa o seksie „od zera” z pełnoletnimi ludźmi, to zdecydowanie za późno – mówi. Słowa eksperta znajdują potwierdzenie w raporcie Głos Młodzieży przeprowadzonym przez Astra Youth (organizacji zajmującej się prawami seksualnymi). Wynika z niego, że 68 proc. polskich nastolatków w wieku 15-19 lat chciałoby w szkole zdobywać obszerną wiedzę na temat seksualności, a ponad 80 proc. z nich twierdzi, że edukacja seksualna powinna rozpoczynać się już w szkole podstawowej.

Kolejnym, poważnym problemem edukacji seksualnej w szkołach jest unikanie podstawowych tematów. – Nie rozmawialiśmy o seksie jako takim, jedynie o pedofilii, AIDS, HIV i jakiś patologiach, które nie dotyczą większości ludzi. Dialog na temat tego pierwszego bardziej by się przydał ludziom, którzy dojrzewają – dodaje 27-letni Piotrek z Warszawy.

Częstym zjawiskiem jest łączenie lekcji WOS z elementami Wychowania do życia w rodzinie – w tym przypadku zajęcia prowadzi ta sama osoba, która uczy wiedzy o społeczeństwie, czyli humanista. – To się w głowie nie mieści, kończę Politologię, mam uprawnienia by uczyć WOS w szkole i niby miałbym prowadzić teraz zajęcia o seksualności?! – pyta retorycznie Michał, student V roku Nauk Politycznych na UW.

Z badania przeprowadzonego przez CBOS w kwietniu 2008 roku na potrzeby Kampanii na rzecz Świadomego Rodzicielstwa wynika, że 75 proc. młodych Polaków chce obowiązkowych lekcji o życiu intymnnym i antykoncepcji. Na razie głównym źródłem wiedzy o seksie są jednak dla nich rówieśnicy (55 proc.) i internet (44 proc.). Tylko 35 proc. czerpie wiedzę od swych nauczycieli (ale połowa z nich uważa, że taka wiedza jest niewystarczająca), a co trzeci edukuje się na czasopismach dla nastolatków. Edukacja seksualna w szkole jest zaniedbywana od lat, a problem, jaki się z tym wiąże, nie sposób rozwiązać - niedokształcenie młodzieży przełoży się na zaniedbanie problemu w przyszłości, kiedy do szkół wejdzie kolejne pokolenie nauczycieli, którzy dzisiaj są jej uczniami.



 

Komentarze  

 
+12 #11 kornick 2010-03-07 12:16
LUDZIEEEE, to nie szkoła i państwo ma wychowywać, od wychowania są RODZICE!!!!
szkoła nie zastąpi rodziny, jak bardzo by się nie starała. to prawda, że niektórzy rodzice nie umieją przekazywać tych wiadomości, ale Kościół daje do tego bardzo konkretne narzędzia(domow e laudesy), kiedy rodzice w [rawdzie mogą przekazywać dzieciom wiarę. To nie jest rola szkoły
Cytować
 
 
+7 #10 AgaP 2010-02-28 15:57
U nas te zajęcia są prowadzone w ramach godziny wychowawczej, ot tak żeby nie siedzieć jeszcze godziny w szkole. W sumie - da się podyskutować, czasem czegoś dowiedzieć... Nic specjalnie odkrywczego, ale sympatycznie. Sporo zależy od nauczyciela, jego nastawienia i przygotowania.
Cytować
 
 
-1 #9 salamandra 2010-02-28 13:32
w mojej szkole każdy pełnoletni uczeń, bądź rodzic niepełnoletnieg o jeszcze licealisty, obowiązkowo musiał podpisać oświadczenie iż nie zgadza się na uczęszczanie / uczęszczanie dziecka na tego typu zajęcia..
Cytować
 
 
+2 #8 nna 2010-01-26 22:06
po co ta głupia godzina w liceum??? strata czasu czemu nie dadzą w biol-chemie dodatkowych godzin biologi i chemii tylko dowalają to dziadostwo które i tak każdy oleje i bedzie słuchać muzyki albo robić inne rzeczy! takie zajęcia powinny sie kończyć w gimnazjum a w liceum dajcie sie skupić na maturze do jasnej cholery i przestańcie wymyślać!!!!!!! !!!!! PO CO TO?? Czy my z tego zdajemy mature czy to nam naprawde potrzebne? nie wiem kiedy wreszcie oświata przejrzy na oczy!
Cytować
 
 
-13 #7 koooo 2010-01-26 18:57
:lol: :roll: Cytuję koooo:
:sad: :-) :P :P :P :P :P :P :P :-x :roll: :roll: :roll: :-x
:sad: :sad:
Cytować
 
 
-11 #6 koooo 2010-01-26 18:56
:-) :P :P :P :P :P :P :P :P :-x :roll: :roll: :roll:
Cytować
 
 
+2 #5 anan 2010-01-18 16:46
ja bym wolała dodatkową matematykę. na czymś takim i tak uczniowie nie dowiedzą si niczego nowego.
Cytować
 
 
+12 #4 oalala 2010-01-12 12:14
i co podpisaliscie bo wam kazali??? my bysmy ich wysmiali ;DD . . .
Cytować
 
 
-2 #3 Ziom 2010-01-11 18:34
Nam kazali podpisać takie karteczki, że zrzekamy się tego przedmiotu na rzecz dodatkowej matematyki...
Cytować
 
 
-2 #2 PW 2009-12-18 22:09
No, to pewnie powiedzieli wam o dziurach w prezesach, pokazali je pod mikroskopem, powiedzieli, że piguły mają działanie uboczne- powodują czasem fatalne w skutkach zatory w płucach, że potem trudno odzyskać płodność nieraz. I powiedzieli wam też o psychicznych konsekwencjach stosowania tego gówna;) Już w to wierze. Te lekcje to banialuki prowadzone przez konowałów, sponsorowanych przez durexa i inne paskudztwa;/
Cytować
 
 
+13 #1 heh 2009-12-18 21:38
Nie widzę problemu. U nas w szkole te zajęcia były prowadzone (chyba, bo nie mam porówniania) normalnie. Poza aspektami psychologicznym i (zadurzanie, zakochiwanie, odkochiwanie) mieliśmy sprawy biologiczno-chemiczne (jakie hormony, gdzie i jak działają np.), dziesiątki sposobów antykoncepcji i setki różnych typów prezerwatyw, parenaście pozycji omówionych dokładnie prawie, że w postaci wykresu (ale co poradzić, w końcu mat-fiz), filozoficzne spojrzenie z wszystkich możliwych stron, omówienie różnych fetyszów, zaburzeń seksualnych, kultury hentai, medykamentów na potencje bla bla bla...

1h (czasami zostawaliśmy na 2h jak było coś super i prosiliśmy nauczyciela, żeby nam poświęcił godzinkę więcej) w tygodniu, przez pierwszy rok w liceum i człowiek wychodzi z naprawdę wielką wiedzą. Teraz pewnie wszyscy super macho będą się śmiać, ale seksuolog naprawdę wie milion razy więcej od imprezowego podrywacza. Trzeba tylko...

... swallow your pride.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież