Wybierz zawód

The file ///wyszukiwarka/wybierz_zawod_left.php cannot be included!
It does not exist or is not readable.
Latanie bez spadochronu
 Rozmowa z Łukaszem Borowiczem, dyrektorem artystycznym Polskiej Orkiestry Radiowej, trzydziestoletnim dyrygentem na progu światowej kariery.

Wpadliśmy na siebie w drzwiach. Prawie zapomniałeś, że byliśmy umówieni na wywiad!

Pracujemy teraz nad symfoniami Schumanna. Ta muzyka tak wciąga, że można zapomnieć o świecie! Jego historia życia jest wyjątkowo tragiczna, przy swojej ogromnej wrażliwości artysta rozchorował się psychicznie. W twórczości Schumanna są takie emocje, że muzyka musi być miejscami wręcz chropowata, krzycząca, zwariowana. W taki tryb sam też się wprowadzam i oto tego konsekwencje.
 
Miałeś tremę przed występem z Krzysztofem Pendereckim w Teatrze Bolszoj w Moskwie?

Oczywiście! Wszyscy moi mistrzowie powtarzają, że jeśli przed jakimś koncertem nie będę miał tremy, jakiejś ekscytacji, to czas zmienić zawód. Możliwość występu z profesorem Pendereckim to dla mnie ogromny zaszczyt.
 
Prestiż też?

Też, ale przede wszystkim poczucie odpowiedzialności. Spotkania i rozmowy z wybitnymi kompozytorami w Moskwie były dla mnie zrealizowaniem marzeń muzycznych. Ciągle się uczę, rozwijam, właśnie dzięki takim koncertom.

Kto zdecydował o Twojej karierze muzycznej?

To rodzice posłali mnie do podstawówki do szkoły muzycznej. Jak każde dziecko, z początku cieszyłem się, że gram na instrumencie, na skrzypcach. Najpierw traktujesz to jak kolejną fajną zabawkę. Ale czasem wystarczy miesiąc lub mniej i zabawka się nudzi, a tu trzeba ćwiczyć dzień w dzień. Musiałem rezygnować z zabaw na podwórku, z oglądania telewizji. Wreszcie zacząłem się buntować. Ale nie trwało to długo, bo muzyka za bardzo mi się spodobała.

Chodziłeś w liceum na koncerty rockowe?

Niekoniecznie na rockowe. One są zwykle stanowczo za głośne, sztuką jest dobrze nagłośnić rockowy koncert. Choć uważam, że każda dobrze wykonywana muzyka jest dobra, ja koncentruję się na wybranym dziale, przecież nie można interesować się wszystkim. Już od podstawówki kolekcjonowałem płyty CD z klasyką. Historii muzyki uczyłem się tak, że jako uczeń szkoły muzycznej pisałem prośby o katalogi do zagranicznych firm fonograficznych. Potem wertowałem przed snem taki katalog jak jakąś książkę marzeń. Dzięki temu na egzaminach, gdy trzeba było rozpoznać utwór i kompozytora, już po grzbiecie okładki wiedziałem, kto to będzie!

Twój brat jest DJ-em, byłeś kiedyś na jego występie w klubie?

Nie byłem, ale w domu prezentował mi możliwości gramofonów. To są rzeczywiście ciekawe sprawy. Dzięki DJ-om odrodziła się produkcja dobrych gramofonów, wróciły też olbrzymie kolekcje płyt winylowych z muzyką poważną.

Kiedy po raz pierwszy stanąłeś przed publicznością z batutą w ręku?

To była zabawna historia. W liceum muzycznym na koncercie klasowym mój wychowawca zaproponował, byśmy zagrali oktet Mendelssohna. A że na początku to się nie za bardzo zgrywało, poprosił, bym go zadyrygował - jako skrzypek, którego w ogóle interesuje muzyka i nagrania. Bardzo mi się to spodobało i po pewnym czasie rzuciłem jedną muzyczną miłość dla drugiej.
 
Jesteś bardziej przywódcą czy kolegą w relacjach z orkiestrą?

Są to raczej relacje przywódcze. Orkiestra nie może być klubem dyskusyjnym, ta zasada w muzyce istnieje od zawsze. Czasem mówi się, że orkiestry kameralne występują bez dyrygenta i świetnie się porozumiewają. To nie jest prawda, bo w takiej orkiestrze dyrygentem jest pierwszy skrzypek, który prowadzi próby, pokazuje też kiedy zacząć czy skończyć.

Często na konkursach dyrygenckich uczestnicy zawczasu przygotowują sobie na kartce uwagi, które przekazują orkiestrze, żeby dobrze wypaść. Niektórzy nawet ćwiczą przed lustrem intonację, jak mają to powiedzieć. Nie ma nic głupszego! Trzeba reagować w czasie rzeczywistym, stanowczo.
 
Pozwalasz pertraktować muzykom?

Czasem np. chcę, by zagrać coś w bardzo szybkim tempie, a muzyk mówi, że to jest niewykonalne. Można się upierać albo zastanowić, że minimalnie wolniejsze tempo pozwoli mu zagrać pewniej, więc efekt psychologiczny dla słuchacza będzie taki sam.