Jestem leniem konstruktywnym Drukuj Poleć znajomemu

Jestem leniem konstruktywnymRozmowa z Gabą Kulką, pianistką, wokalistką i autorką tekstów. W grudniu 2009 r. została nominowana do Paszportu Polityki w kategorii muzyka rozrywkowa. W lutym 2010 roku wydawnictwa Hat, Rabbit oraz Sleepwalk uzyskały nominacje do nagrody polskiego przemysłu fonograficznego Fryderyka w kategorii album roku muzyka alternatywna, przy czym ten drugi album nominowano również w kategorii produkcja muzyczna roku.

Na polską scenę muzyczną weszłaś po cichu, nie musiałaś wspomagać się skandalami... 

To, że trzeba użyć jakiegoś nieartystycznego podstępu, aby zaistnieć, jest popkulturowym mitem. Podziwiam osoby, które w nagły sposób zostały wrzucone w showbiznes, a potem muszą kombinować, aby się w nim utrzymać. Ja mam taki komfort psychiczny, że nawet jeśli przez jakiś czas brakuje mi pomysłu na piosenkę, to nie muszę robić czegoś nienaturalnego dla siebie, żeby dać przykrywkę dla mojej obecności. U mnie nie było zrzutu spadochronowego na rynek, tylko wychynęłam zza pewnego horyzont postrzegania i oto jestem.

Oto jesteś gwiazdą, ale wcale się nie zachowujesz jak gwiazda.


Ja właściwie nie rozumiem, co to znaczy. Wydaje mi się, że ludzie nazywają gwiazdą osobę, która nagle wkroczyła do świadomości większej ilości osób. Mierzy się to pojemnościowo, ile osób Cię zna – gdy przekroczysz pewien próg, stajesz się gwiazdą. Potem dzieli się to przez populację, czasogodziny w telewizji, pewnie jeszcze trzeba wziąć pod uwagę szerokość geograficzną – na pewno jest na to wzór matematyczny. 

W Tańcu z gwiazdami raczej Cię więc nie zobaczymy?

Ja wprawdzie tańczyć lubię, ale nie tak jak bohaterowie programu i nie w takich strojach (śmiech). W tańcu się zdecydowanie bardziej krępuję niż w muzyce.  Dobrze wypowiadasz się o ludziach, ale pewnie jest w nich coś, co Cię denerwuje. Ludzie są w sumie fajni. Oczywiście mają różne wady i bywają bardzo nieuczciwi, ale trzeba starać się oddzielić te wady od samych ludzi. U innych najbardziej denerwują mnie własne wady. Ja na przykład jestem bardzo afektowana i potrafię zapalić się niemal histerycznie, ale gdy widzę kogoś, kto robi to samo, szlag mnie trafia. 

Więc Twój partner powinien być Twoim przeciwieństwem?

Trochę tak jest, wprawdzie niezupełnym, ale dobrze, gdy pewne cechy są równoważone. Bardziej energicznej osobie potrzebna jest zrównoważona połówka, aby z siłą spokoju przyjęła jej wariactwa na klatę.

 Wiem, że powinnam mierzyć siły na zamiary i bez kompletnego poświęcenia się jednej dziedzinie nie będzie rezultatów.
 

Ty masz w sobie dużo emocji. Łatwo Ci było złamać serce, gdy byłaś nastolatką?

Nie tylko, gdy byłam nastolatką! Teraz cierpię tak samo, choć wydaje mi się, że kiedy człowiek jest starszy, uczy się wyłapywać w sobie jakieś powtarzające się wzory. Gdy jestem w stanie uświadomić sobie, że coś jest moim psychicznym nawykiem, łatwiej to rozbroić, nie ma w tym takiego ładunku emocjonalnego. Co nie znaczy, że mój charakter się zmienia, z latami przybywa mi tylko więcej osadzenia w samej sobie. W muzyce też się to sprawdza – im więcej gram, tym lepiej poznaję swoje nawyki muzyczne i potrafię je zmienić lub dobrze wykorzystać. 

Awanturujesz się czasem? Jak coś Wam nie wychodzi na próbie, to krzyczysz, jak Wy to gracie barany!?

Na ogół nie per barany (śmiech), ale oczywiście, nie jemy sobie z dzióbków, bo to nie byłoby konstruktywne i twórcze. W graniu jest zabawa, ale trzeba ją brać poważnie, więc jak na czymś mi bardzo zależy, to reaguję, bo mam silne poczucie odpowiedzialności.

Ostro reagujesz?

Emocjonalnie, ale raczej nikogo nie ochrzaniam – lubię moich muzyków, poza tym są świetnymi fachmanami, natomiast czasem potrafię huknąć, co nie zawsze jest dobrym pomysłem. Nie chcę, żeby ktoś się mnie bał, bo strach zabija inwencję. 

A jakiej cechy charakteru Ci brakuje?

Opanowania. Jestem bardzo emocjonalna i to bywa pozytywne, daje siłę i energię, ale chciałabym nie brać wszystkiego do siebie osobiście

Czyli źle znosisz krytykę?

Owszem, choć jest lepiej niż na początku kariery. Teraz potrafię już stwierdzić, że ona nie dotyczy MNIE jako osoby, tylko pewnych jej aspektów. Gdybym martwiła się każdym złym słowem na mój temat, to traciłabym na to całą energie, którą powinnam spożytkować w inny sposób.

W pracy jesteś perfekcjonistką? 

Tak, rzeczywiście trochę takiego perfekcjonizmu w sobie obserwuję, ale nie brakuje mi zdrowej dawki luzu. Jest to oczywiście podszyte lenistwem, bo jestem leniem, ale cały czas łudzę się, że można być takim konstruktywnym leniem. 

Nie zdarza Ci się robić sobie wyrzutów?

Staram się wpisywać zawalone rzeczy na listę do zrobienia, żeby się poprawić, ale nie zamęczam się, że coś zostało zrobione nie tak. 

Jesteś bardziej humanistką, czy ścisłym umysłem?

Zdecydowanie humanistką.

A czy zdaniem humanistki dobrze się dzieje, że matematyka wraca na maturę?

Oczywiście że tak, zakładając że gimnazjum i liceum rzeczywiście do niej przygotują, w taki sposób, że większość osób będzie miała szansę ją zdać. 

Potrzebna więc ta matma, czy nie?

Tak, choć przeraża mnie ten nacisk na kształcenie tylko z tego, co jest potrzebne. W edukacji bardzo cenię rzeczy, które w efekcie nie zawsze są praktyczne w sensie użytkowym. Mówię na przykładzie mojego późniejszego kształcenia na ASP gdzie, z całym szacunkiem, człowiek niekiedy czuł się jak na lekcjach zpt. Odżywałam na wykładach z filozofii i historii sztuki. Czułam, że mózg zaczyna działać mi w innych regionach niż zwykle, dlatego wydaje mi się, że formuła wychowania klasycznego sprawdza się i dziś. Nauki ścisłe poszerzają umiejętności czysto umysłowe. Oczywiście gdybym musiała teraz zająć się różniczkami, to zmieniłabym pewnie zdanie!

Miałaś problemy matmą, czy szła Ci gładko?

Byłam czwórkową matematyczką. Nie szła mi gładko, natomiast dostarczała wielu emocji i satysfakcji w momencie, gdy byłam w stanie pojąć pewne zasady, które próbowano mi wpoić. W niektórych matematycznych rozwiązaniach widzę pewną grację, nie dość, że coś wychodzi, to jeszcze okazuje się, że to jest fajnie skonstruowane. Podobnie jest w muzyce – muzyka Bacha jest piękna między innymi dlatego, że jest matematycznie poprawna, ułożona wg pewnych zasad. 

A dlaczego nie kształciłaś się dalej muzycznie?

Ewidentnie nie chciało mi się ćwiczyć. Wprawdzie szkołę muzyczną skończyłam bez wstydu, ale nie chciałam jej kontynuować. Wiem, że powinnam mierzyć siły na zamiary i bez kompletnego poświęcenia się jednej dziedzinie nie będzie rezultatów. Lepiej więc nie być skrzypkiem, niż być miernym skrzypkiem. Tak samo uważali moi rodzice, wiedzieli, że być może gdybym miała więcej dyscypliny, mogłabym zostać znanym muzykiem, ale stałoby za tym za dużo dramatów. 

Skąd pomysł na ASP?

Chciałam znaleźć artystyczny kierunek, który dałby mi dużo swobody i padło na architekturę wnętrz. Bo choć architekt pracuje dla klienta, studia są również nastawione na rozwój czysto artystyczny. Pasjonuję się też wzornictwem. Całkiem poważnie o nim myślałam, choć tam jeszcze mniej bujają w obłokach – to myślenie formą, a ja bardzo się tym ekscytuję. W Pradze spędzałam godziny w muzeum sztuk użytkowych. To było wspaniałe doświadczenie – Czesi robili szkło, zanim my ulepiliśmy garnek z gliny. 

A kim byś była, gdybyś nie została profesjonalnym muzykiem albo architektem wnętrz?

Chciałam zdawać też na lingwistykę stosowaną z angielskim i francuskim, ale egzamin się pokrył co do godziny. Znam francuski, nawet zdawałam z niego maturę, ale później już go nie używałam. Z chęcią natomiast zaśpiewałabym coś po francusku. Po angielsku czasem śpiewa się wygodniej niż po polsku, po prostu niektóre piosenki dobrze osiadają w jednym języku, a w innym nie! Podoba mi się też śpiewanie po niemiecku – wiem, że to może mało popularne, ale bardzo lubię niemiecki.

Lubisz jak publiczność szaleje pod sceną?

Bycie na scenie i granie to najlepszy moment robienia muzyki i wszystko jest tego warte: dźwiganie sprzętu, godziny w podróży, stres. Na listopad zaplanowaliśmy ogromną trasę, 18 koncertów i już nie mogę się doczekać.

My też na nią czekamy. Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała Daria Drabik

Lubię to!