Do you have what it takes? Drukuj Poleć znajomemu

Do you have what it takes?Nie sztuką jest dostać się na brytyjską uczelnię. Sztuką jest dostać się na uczelnię dobrą tak, by po jej ukończeniu być mądrzejszym i bogatszym w doświadczenia.

Wbrew pozorom nie jest to łatwe, gdyż studia na Wyspach wymagają pracy i dużej samodyscypliny. Na pierwszy rzut oka Wielka Brytania wydaje się być spełnieniem marzeń polskiego studenta. Doskonale wyposażone biblioteki i laboratoria, kadra o międzynarodowej reputacji, ciągłe okazje do wykazywania się pomysłowością, anonimowa i sprawiedliwa ocena, a także mnóstwo czasu na własną pracę i rozwijanie zainteresowań. Do tego świadomość, że wieloletni wyjazd oznacza wielką przygodę. Ale w tym raju dla niezależnych, zorganizowanych i ciekawych świata nie wszyscy odnajdą się z równą łatwością.

Mało zajęć, dużo czytania

Osoby znające specyfikę polskich uczelni, w których duży nacisk stawia się na rozwój intelektualny studentów, przyjazdem na Wyspy mogą być początkowo rozczarowane. Studia oznaczają tu przyswajanie materiału wyłącznie z wybranej dziedziny wiedzy. Przykładowo, na prawie nie będziemy mieć obowiązkowych zajęć z filozofii czy historii, zaś na psychologii, zamiast kilku egzaminów końcowych, zaledwie jeden. Statystyczny student kierunków humanistycznych ma w trymestrze tylko kilkanaście ćwiczeń i wykładów, niewiele więcej jest ich też na kierunkach ścisłych. Do tego dochodzą 24 tygodnie nauki w całym roku akademickim, gdyż resztę kalendarza studenckiego wypełniają wakacje i dwie kilkutygodniowe przerwy świąteczne. Na pierwszy rzut oka brytyjskim studiom dziennym najbliżej jest więc do polskich zaocznych. Rzadko też ambitny student znad Wisły będzie miał wśród wyspiarzy konkurencję. Już na wstępie bijemy ich na głowę pod względem teoretycznego przygotowania, jakie daje polska matura. W efekcie pierwszy rok na uczelni w UK może wydać się nam zbyt łatwy, zaś sam tryb nauki może stać się pokusą do "studiowania na niby". Tak naprawdę jednak brytyjskie uniwersytety są dla Polaków dużym wyzwaniem. Nie chodzi tylko o barierę językową i konieczność nadrobienia zaległości w angielskim.

Na Wyspach szczególną wagę przywiązuje się do całorocznej pracy samodzielnej, która polega na przesiadywaniu w bibliotekach, uzupełnianiu lektury czy pisaniu esejów. Dobry student to taki, który wykazuje krytyczne podejście do poznanych teorii, w żadnym wypadku też nie powiela stanowisk uczelnianych profesorów. Znane z Polski wkuwanie notatek z wykładów tuż przed egzaminami w niczym tu nie pomoże. Kluczem do sukcesu jest systematyczna nauka i przynajmniej kilku godzin tygodniowo poświęcanych na samodzielne zgłębianie wybranych tematów. Obcokrajowiec pod specjalną opieką

Mimo wysokich wymagań brytyjskich uczelni, przybysze z zagranicy z powodzeniem stawiają im czoła. Dość powiedzieć, że obcokrajowcy stanowią znaczący procent wszystkich studentów w Wielkiej Brytanii. Co bardziej zaradni krótkie semestry oraz dużą ilość wolnego czasu wykorzystują na kolekcjonowanie zawodowych doświadczeń, podróże albo częste odwiedziny u rodziny czy przyjaciół. Wszystko to bez szkody dla samej nauki! Same uniwersytety są zaś doskonale przygotowane na goszczenie studentów międzynarodowych. Zatrudniają pracowników, których głównym zadaniem jest pomoc młodym obcokrajowcom w aklimatyzacji na Wyspach, do tego już na większości uczelni prężnie działają "PolSoki" czyli organizacje polskich studentów.

Wielka Brytania to tylko pozornie przystań dla osób mało pracowitych, a do tego bardzo zamożnych. Poziom satysfakcji z nauki zależy tutaj głównie od samego studenta, jego zapału i pracowitości. Ci, którzy wyruszają na Wyspy bez pomysłu na siebie i odpowiedniej motywacji, po 3-5 latach mogą obudzić się z poczuciem zmarnowanego czasu. Studia w UK to idealna szansa na dobry start w życie zawodowe, ale tylko dla zdyscyplinowanych i pracowitych. Tych, którzy z pobytu na jednych z najlepszych uczelni świata będą potrafili wynieść jak najwięcej dla siebie.
 
Aleksandra Herbeć


Autorka ma 20 lat, od kilku lat mieszka w Warszawie. Studiuje na II roku psychologii oraz III teologii i religioznawstwa na University of Glasgow. Szkocję wybrała z powodu wysokich miejsc w uczelnianych rankingach oraz ciepłego, pozbawionego angielskiej rezerwy charakteru Szkotów. Jej decyzji nie zmieniły nawet roczne studia zaoczne w Oxfordzie.