przyszlosc budujemy na mocnym fundamencie

Z prof. dr. hab. Marcinem Pałysem, rektorem Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Lidia Jastrzębska.

– Jesteśmy w unikalnym momencie – mówił Pan Rektor o Uniwersytecie Warszawskim w kampanii wyborczej. Co składa się na ów moment – dziedzictwo 200-lecia uczelni, wieloletni program rozwoju UW przyjęty przez rząd RP, realizacja wyzwań związanych z transformacją uczelni?

– W jednym czasie zbiegło się kilka istotnych wydarzeń. Pierwsze z nich to oczywiście jubileusz uczelni, który skłania nas do zastanawiania się, co z tych dwustu lat wynika dla przyszłości UW. Nie chcemy zajmować się tylko dotychczasowymi osiągnięciami, ale przede wszystkim tym, co możemy zrobić dziś, bazując na przeszłości.

Drugi bardzo istotny element to fakt, że UW jest w dobrej sytuacji zarówno finansowej, jak i organizacyjnej.

Trzecia unikalna rzecz to nasz wieloletni program rozwoju opiewający na kwotę 945 mln zł. Rząd RP przyjął wieloletni plan, który pozwoli nam na kompleksową modernizację uczelni. Powstaną budynki będące bazą dla różnych innowacyjnych pomysłów. Będziemy mogli działać jeszcze lepiej i skuteczniej, Uniwersytet zyska większą rozpoznawalność na arenie międzynarodowej.

Myślę, że jeszcze jeden element składa się na ten unikalny moment – po wielu latach specjalizowania się w różnych dyscyplinach naukowych widzimy, że wzrasta potrzeba kształcenia osób, które mają szerokie spojrzenie, oraz takiego prowadzenia badań, które łączy możliwości różnych dyscyplin. Innymi słowy liczba specjalistów jest już bardzo duża, ale odczuwamy niedobór osób, które potrafią swobodnie poruszać się na granicy różnych dziedzin i łączyć ich możliwości w większą ciekawszą całość.

przyszlosc budujemy na mocnym fundamencie logo uw

– Mówi pan o idei tworzenia uniwersytetu badawczego, jako odpowiedzi na to zapotrzebowanie?

– Częściowo tak, jednak szerokie spojrzenie i łączenie wiedzy z różnych dziedzin nauki potrzebne są nie tylko w badaniach. To także cechy kształcenia uniwersyteckiego. Chcielibyśmy, żeby nasi studenci uczyli się pracy zespołowej oraz rozumienia osób mówiących językami innych dyscyplin.

– A czy są jakieś kolejne propozycje oprócz międzyobszarowych studiów humanistycznych i matematyczno-przyrodniczych, które na UW działają od wielu lat ze znakomitymi rezultatami?

– Jeśli chodzi o studia międzyobszarowe, to kolegia MISH oraz MISMaP dobrze wypełniają swoją rolę. W mniejszej skali, czyli na poszczególnych kierunkach studiów, widać wyraźną potrzebę udostępniania studentom przedmiotów z innych dyscyplin, a tym samym korzystania przez nich z całej oferty Uniwersytetu. Analizujemy, dlaczego wiele osób, mając pulę przedmiotów do wybrania, decyduje się tylko na przedmioty oferowane na swoim macierzystym wydziale.

Wiele zależy też od kultury studiowania, zrozumienia, że oprócz znajomości swojej dziedziny potrzebne jest szersze spojrzenie. Ciągle zbyt częsta jest postawa polegająca na wybieraniu przedmiotów, które najłatwiej zaliczyć, a nie tych, które najbardziej poszerzą wiedzę. Jeszcze inna rzecz to fakt, że sporo studentów równolegle ze studiami pracuje, czyli równocześnie porusza się w dwóch światach – uczelnianym i pozauczelnianym. To powoduje, że patrzą na przydatność studiowanych przedmiotów przez pryzmat ich przydatności w pracy. Chcemy ułatwiać indywidualne kształtowanie programu studiów i zachęcać do dokonywania świadomych wyborów przynoszących maksimum korzyści, a nie maksimum oszczędności.

– Jakby na to nie patrzeć, to mieści się to w idei uniwersytetu badawczego, która zakłada bardziej wyselekcjonowany dobór studentów, czyli elitarność studiów. Wiadomo, że na takie poważne, wielostronne studiowanie ma ochotę niewielki procent populacji. Zatem jeśli stwarza się takie możliwości, to zaprasza się właśnie takich ludzi. Czy to w pełni świadoma decyzja uczelni?

– Tak, powinniśmy bardzo jasno sygnalizować kandydatom, że oferujemy im studia w bardzo dobrym miejscu, z wieloma możliwościami, ale oczekujemy osób, które chcą wykorzystać tę szansę. Jeżeli ich celem nie jest zdobycie wykształcenia na bardzo wysokim poziomie, to inne instytucje edukacyjne będą dla nich pewnie lepszą propozycją. Czyli z jednej strony bardzo dużo oferujemy, a z drugiej strony mamy też duże oczekiwania. Chcemy, żeby studiowały u nas osoby, które są naprawdę zainteresowane wykorzystaniem tej szansy i możliwości stworzonych dzięki wysiłkowi wielu osób. Zmiana charakteru uczelni będzie polegała na stopniowym odchodzeniu od masowego modelu kształcenia.

– Czy tworzenie nowych struktur, takich jak Wydział Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii, nietypowych studiów podyplomowych dla przyszłych nauczycieli matematyki i języka polskiego wpisuje się w ten model?

– Powstanie nowego wydziału jest przejawem zmian organizacyjnych. Jest to przykład łączenia, którego celem jest poszerzanie pola działania, niekonkurowania ze sobą w ramach wąskich dyscyplin, tylko poszukiwania wspólnego mianownika i możliwości współdziałania. Dwa instytuty, pochodzące z różnych wydziałów, wystąpiły z inicjatywą połączenia się w wydział o jednolitej płaskiej strukturze, bez instytutów właśnie.

Stworzenie tego wydziału sprawiło, że w różnych miejscach na Uniwersytecie zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, czy obecna struktura jest adekwatna do dzisiejszych potrzeb i tego, jak rozwijają się dyscypliny. Bardzo dobrze, że zaczął się taki proces. To znaczy, że jesteśmy w stanie sami dokonać głębszej refleksji nad tym, jak działamy i być może wypracować korzystniejsze rozwiązania. Jeśli chodzi o studia podyplomowe dla przyszłych nauczycieli matematyki i języka polskiego, to bez wątpienia wpisują się w społeczną misję Uniwersytetu. Na uczelniach bardzo dobrze wiemy, jak ważna jest rola kształcenia na niższych szczeblach – w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych. Edukacja to proces ciągły. Lepiej przygotowani uczniowie to później lepiej przygotowani studenci. Stąd zaangażowanie UW w stworzenie Szkoły Edukacji, która oferuje takie nietypowe studia. Przez dziesięć miesięcy uczestnicy Szkoły Edukacji będą uczyć się tego, jak uczyć innych.

– Czy to może być próba tworzenia nowego sposobu kształcenia nauczycieli, w Polsce obecnie bardzo krytykowanego?

– Mam taką nadzieję. Program zajęć na tych studiach jest zupełnie inaczej skonstruowany. Wprawdzie są to studia podyplomowe, ale prowadzone w trybie stacjonarnym. Są nieodpłatne, a słuchacze otrzymują stypendium. Godziny przedpołudniowe będą spędzać w warszawskich szkołach prowadzonych na różnych szczeblach edukacji, gdzie będą poznawać w praktyce zawód nauczyciela. Każdego dnia po części praktycznej zaplanowane są zajęcia teoretyczne. Stworzenie programu było możliwe m.in. dzięki wsparciu Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Uważam, że są to pieniądze zainwestowane w niezwykle ciekawy sposób.

Liczę też, że ten sposób kształcenia będzie wykorzystywany szerzej na Uniwersytecie. Przyszłych nauczycieli uczyć będą specjalnie wybrani tutorzy. To jest odejście od masowego kształcenia i powrót do relacji mistrz-uczeń.

– Wszystko, o czym mówimy, i inne inicjatywy na UW, jak chociażby spin-offy, czy systemowe wyróżnianie pracowników ze szczególnymi osiągnięciami badawczymi i dydaktycznymi, są działaniami na różnych frontach w procesie tworzenia uniwersytetu badawczego...

– Oczywiście. Uniwersytet to olbrzymi organizm i trzeba pamiętać, że inaczej niż korporacje nie jest zorganizowany „od góry w dół”, tylko „od dołu w górę”. Tu nie sprawdza się metoda, że szef – w tym wypadku rektor – wymyśla wspaniały plan, a następnie rozdziela zadania do zrealizowania pomiędzy pracownikami. Rolą rektora jest ułatwianie tego, żeby każdy pracownik oraz student mógł wykorzystać swój potencjał dla wspólnych celów, żeby tworzyć coraz lepszy Uniwersytet. W takim sposobie organizacji rodzi się wiele różnych pomysłów, dzięki którym stopniowo dochodzimy do celu, pracując na różnych frontach.

– Takim planem jest strategia uczelni.

– Tak, ale strategia wyznacza tylko cel naszej podróży. Natomiast nad tym, jaką drogą do niego dojść, powinniśmy zastanawiać się wszyscy.

– Kiedy uniwersytet osiągnął punkt krytyczny, który zadecydował o tej zmianie, co było impulsem?

– Od wielu lat myśleliśmy o uniwersytecie badawczym. Momentem, który tchnął w ten pomysł więcej życia i energii, było przygotowanie do 200-lecia uczelni i związany z nim program wieloletni. Paradoksalnie przyczynił się do tego też wzrost biurokracji. Administrowanie nauką stało się tak obciążające, że wiele osób zaczęło sobie zadawać pytania, dokąd idziemy, co jest na końcu tej drogi, którą poruszamy się trochę bezwiednie, na czym nam zależy, co chcemy osiągnąć.

– A nowe inwestycje powstające w ostatnich latach, jak Centrum Nauk Biologiczno-Chemicznych i Centrum Nowych Technologii?

– Inwestycje w dziedzinie nauk ścisłych i przyrodniczych rzeczywiście stworzyły nowe możliwości. Wyzwoliły mnóstwo energii, wiele osób zaczęło odważniej myśleć o swoich planach. Powstające centra przyciągnęły ludzi z zewnątrz, bardzo dobrych kandydatów do pracy, którzy byli i są urzeczeni nowymi możliwościami.

– Czy program rządowy dla UW nie jest zagrożony?

– Proszę pamiętać, że ten program jest rozpisany na 10 lat, kończy się w 2025 roku. To więcej niż dwie kadencje rządowe, rektorskie czy dziekańskie, więc nie myślimy o doraźnych efektach, a celach strategicznych.

We wstępie do dokumentu, który był podstawą ustanowienia przez Radę Ministrów tego programu, jest zapisane, że UW jest jedną z najlepiej rozpoznawalnych instytucji – nie tylko uczelni – polskich za granicą. Myślę, że coraz więcej osób też zdaje sobie sprawę, że warto inwestować w to, żeby był jednym z symboli nowoczesnej Polski. Wsparcie dla takiego celu powinno być niezależne od barw partyjnych czy politycznych. To jest inwestycja, która ma służyć nie tylko UW, lecz także ma być ważna dla całego kraju.

– Unikalna jest także pana sytuacja jako rektora wprowadzającego uczelnię w trzecie stulecie, w dodatku w trudnym okresie kampanii wyborczej.

– Każdy rektor jest w unikalnej sytuacji. To jest bardzo interesująca funkcja, dająca wiele satysfakcji, ale też wymaga sporego nakładu pracy. Fakt, że akurat na okres mojego urzędowania przypadł moment wejścia uczelni w trzecie stulecie, to po prostu przypadek. Na pewno każda kampania wyborcza jest okazją do podsumowania ostatnich lat i kreślenia planów na najbliższe lata. Natomiast jubileusz dał nam dodatkowy impuls do tego, żeby zadać sobie pytania o dalekosiężne cele Uniwersytetu.

– I jaka jest odpowiedź na to pytanie?

– Tu wracamy do początku naszej rozmowy. Bardzo dobrą odpowiedzią jest hasło obchodów jubileuszu „Dwa stulecia. Dobry początek”. Myślimy o tym, w jaki sposób wykorzystać nasze dotychczasowe osiągnięcia, żeby były początkiem bardzo dobrego trzeciego stulecia. 200 lat historii traktujemy jako fundament, na którym chcemy budować przyszłość.

– Dziękuję za rozmowę.

Partner merytoryczny

Patroni medialni

logo PAP

dziennik gazeta prawna